Jak wiecie miałam już kilka odejść i powrotów, a teraz znów scenariusz się powtarza. Jednak teraz będę zupełnie szczera.
Nie podoba mi się poboczny rys fabularny. Wszystko jest zbyt... płytkie? Zwykła korekta nie naprawi wszystkiego. Jedyne co mi się podoba to główny rys fabularny oraz relacje bohaterów z kilkoma drobnymi zmianami. Chcę to napisać jeszcze raz, ale że tak powiem na dwa nurty fabularne niezależne od siebie. Tak chcę spróbować swoich sił na wattpad, a jak wiadomo lewki nie mają tam siły przebicia, jednak do rzeczy. Postacie zawsze były przedstawione za pomocą personifikacji jednak teraz chcę by była ona jeszcze silniejsza oczywiście bez żadnych udziwnień typu umiejętność pisania. Więc co chcę zrobić jeśli chodzi o lewki to napisać wszystko od początku. Jednak tu pojawia się problem gdyż jestem w liceum w klasie biol-chem i mam istne urwanie głowy. Mało śpię, nie mam wystarczająco czasu na naukę, a o życiu towarzyskim już nie mówię. Nie usunę tego bloga, ale założę nowego jednak dopiero gdy napisze min. 15 pierwszych rozdziałów takich nie krótszych niż 1000 słów. Zas dla tych co czekają na kontynuację tej historii to pragnę przekazać że to będzie ta nowa historia z tym że opowiedziana od początku w inny sposób. Więc co zostaje na pewno główna linia fabularna i większość (jak nie wszystkie) wątków pobocznych (które w większości tworzą spójną całość) oraz relacje między postaciami (które ulegną drobnym zmianom, te mniej ważne będą spłycone, a te ważniejsze uwypuklone) i oczywiście same postacie a dokładniej mówiąc ich tożsamości. Na pewno modyfikacji ulegnie świat nieprzedstawiony wcześniej w filmie oraz rozważę dalszą obecność nie-lwich bohaterów. Drastyczną przemianę przejdą również charaktery bohaterów i ich pomniejsze przygody.
Na ten moment to wszystko co mi przychodzi do głowy.
Do napisania... Mam nadzieję że za niedługo ;)
wtorek, 8 stycznia 2019
piątek, 5 października 2018
Informacje
I zmów utknęłam. Ale nie martwcie się. Znów zaczną tu się dziać cuda wraz z przerwą świąteczną także do napisania ;)
niedziela, 12 sierpnia 2018
#35 Niewinna zabawa
Kovu spojrzał na niego z pogardą. Nie lubił gdy Toren kręcił
się mu pod nogami. Tym bardziej gdy robił to pod jego jaskinią do której tak
właściwie nie miał wstępu.
- a co ty tu na wszystkich przodków robisz? – zapytał
najłagodniej jak tylko umiał – chyba wiesz że nie powinno ciebie tu być?
- tak… ja… - zaczął – ja wiem i właśnie… ja… - jąkał się –
ja już sobie miałem iść – Toren próbował
jakoś wybrnąć z tej sytuacji – także jeśli można… to… to ja sobie już pójdę –
wysilił się na uśmiech
Kovu spojrzał na niego jak na jakąś zwierzynę łowną. Ten
dzieciak naprawdę działał mu na nerwy. Jednak o dziwo Kovu był w tak dobrym
humorze że był bardziej łaskawy.
- najchętniej pozbyłbym się ciebie w tej chwili, ale –
przerwał – masz dzisiaj szczęście i ci daruję, jednak na przyszłość – spojrzał
na czerwonego groźnie – nie wchodź mi w paradę bo może się to dla ciebie nie
najlepiej skończyć
Toren pokiwał głową na znak że rozumie. Po czym nie tracąc
ani chwili wyminął króla i zaczął czym prędzej od niego się oddalać. Kovu
spojrzał na niego ukradkiem by upewnić że lewek na pewno się oddalił. Gdy już
to zrobił skierowała się do jaskini gdzie zastał Kiarę wraz z dziećmi i Huzuni.
Wszyscy rozpaczali Kovu niezbyt ich rozumiał. W końcu co się stało to się stało
i nikt ani nic tego nie zmieni. Uważał że rozpacz jest bez sensu, on sam nie
uronił ani jednej łzy. Zresztą i tak w przeszłości wystarczająco dużo
wycierpiał przez Simbę więc dlaczego jego śmierć miała by nim wzruszyć? Mimo
wszystko nie był wstanie patrzeć na ten wszech ogarniający smutek.
- przykro mi – zaczął – jednak… - oczy zebranych zwróciły
się w jego stronę – nie ważne jak bardzo byśmy nie rozpaczali to niczego nie
zmieni – delikatnie się uśmiechnął – jak myślicie czy Simba był by szczęśliwy
gdyby was teraz zobaczył w takim stanie?
Nikt nie wiedział co powiedzieć. Wszyscy z zebranych w
jaskini wiedzieli że król ma rację, jednak zastosowanie się do jego słów nie
było takie proste. Jak powiedzieć sercu nie płacz gdy straciło się ważną dla
siebie osobę. To nie takie proste, rozum mówi jedno zaś serce drugie. Zazwyczaj
wygrywa serce i uczucia którymi darzyło się daną osobę. Choćby nie wiem jak
racjonalne były argumenty to i tak rozum jest za słaby w boju o odczucia. W
jaskini zapanowała cisza. No może nie do końca bo co chwilę słychać było ciche
pochlipywania któregoś z lwiątek. Po dłuższej chwili zachrypniętym głosem
odezwała się Kiara.
- nie chcę aby dzieci cierpiały – spojrzała na lwiątka – jednak
one straciły dziadka, ojca – spojrzała smutno – a ciebie nawet przy nich nie
ma, nie chcę się kłócić – przerwała – nie teraz, ale wszyscy potrzebujemy
twojego wsparcia. Wcale nie tak łatwo pogodzić się ze stratą
W tym momencie Kovu zrobił coś niesłychanego, oczywiście jak
na niego. Podszedł do Kiary i ją przytulił. W pierwszej chwili królowa była
zszokowana jednak kilka sekund później wtuliła się w męża. Stali tak już przez
dłuższy moment nim Kovu się odezwał.
- wiem że dawno już tego nie robiliśmy ale… - uśmiechnął się
delikatnie – chyba czas do tego wrócić – odsunął się od Kiary – chodźmy razem
na obchód po sawannie. Tak jak kiedyś – wskazał łapą wyjście z jaskini – bez
zmartwień i trosk
Lwiątka na tę propozycję od razu się ożywiły i momentalnie
zaczęły biegać w około nóg króla. Kiara nie była zbytnia przekonana do tego
pomysły, a na dodatek jeszcze wciąż była oszołomiona chwilową zmianą Kovu. Tak
bardzo chciała by on był taki zawsze, a nie tylko w obliczu tragedii. Jednak
nie miała zamiaru odmawiać tym bardziej iż wiedziała że coś takiego może się
prędko nie powtórzyć. Postanowiła więc wyrazić swoją aprobatę, a na znak że
zgadza się na ten pomysł pokiwała delikatnie głową. Gdy tylko to zrobiła cała
szóstka nie czekając dłużej wyszła z jaskini i skierowała się ku zejściu z
Lwiej Skały.
*
Tymczasem w innej części sawanny przebywała grupka nieco
mniej wesołych niż zwykle, ale jednak wcale nie smutnych lwiątek. Wśród nich
był niewyróżniający się zbytnio Mazuri. Lewek jak zawsze wolał stać na uboczu.
Nie lubił się wyróżniać, a przynajmniej nie chciał być w centrum uwagi. Zawsze
stał z boku i być może dlatego jeszcze nikomu nie zdążył się narazić. Tego
jednak dnia postanowił wykorzystać nieobecność księcia i księżniczek by
wreszcie się zabawić.
- co wy na to by pobawić się w berka – powiedział Mazuri
ochoczo
- łał – zaśmiała się Shetani – ty mówisz? Doprawdy niezwykłe
– musiała dodać swoje cztery grosze
Reszta lwiątek spojrzała się na nią dziwnie. Choć z drugiej
strony jej zachowanie nie powinno ich już ani trochę dziwić w końcu szara do
zawsze taka była.
- ty to jak coś powiesz Shetani – zaczął Malaiki – czasem mogłabyś
naprawdę zamilknąć – lwica zawarczała na niego – ale naprawdę nie ma powodu się
denerwować, nie chcę tak szybko wracać do Rafikiego
Lewek oczywiście ostatnie zdanie powiedział w żartach, ale i
tak wywołało to niemałe zmieszanie na pyszczkach wszystkich lwiątek. Jakby nie
było sprawa z poturbowaniem Malaikiego przez Savę wciąż nie ucichła, a lewek do
tej pory nie podjął decyzji czy przebacza przyjacielowi. Lwiątka przez chwilę
milczały, ale gdy partner Lenni wesoło się uśmiechnął znów się ożywiły. Pomysł
Mazuriego naprawdę im się spodobał. Wesoło biegały i goniąc się wzajemnie w
jednej chwili zapomniały o wszystkich troskach. W pewnym momencie Shetani
potknęła się, a z jej łapy zaczęła płynąć krew.
- ałł – syknęła lwiczka – ktoś mi pomoże? – zawyła
- biegnę po Rafikiego – odparł Mazuri – zaraz wracam –
szybko skierował się do drzewa pawiana
Od razu zaczął biec w obranym kierunku. Bardzo bał się o
Shetani. Jego myśli zaprzątał fakt że przez jego pomysł lwiczka się zraniła i
kto wie jakie to może mieć dla niej konsekwencje. Bo co jeśli już nigdy nie
będzie mogła biegać, albo co gorsza chodzić? Choć te wizje wydawały mu się
irracjonalne to nie mógł ich wykluczyć. W końcu po dłuższej chwili dotarł na
miejsce. Oczywiście jak zawsze problemem okazało się dostanie do Rafikiego. Dla
dorosłego lwa to była bułka z masłem, ale dla lwiątka nie lada wyczyn. Mazuri
jednak wiedział że nieważne jak ale mu tam się dostać. Zaczął więc się wspinać,
niestety nie miał zbytnio wprawy i szybo zsunął się z drzewa. Nie zamierzał się
jednak poddawać. Więc zaczął jeszcze raz i znów się nie udało. Lewek próbował
dalej i dalej i dalej aż w końcu narobił takiego hałasu że Rafiki sam wyjrzał
co się dzieje.
- o Rafiki – zaczął Mazuri zwracając tym samym uwagę pawiana
– Shetani potrzebuje pomocy
Rafiki spojrzał na lewka, pokręcił głową, wziął dwa wdechy
po czym zmierzył go wzrokiem i dopiero się odezwał – co się stało?
- bawiliśmy się, a ona się potknęła – zaczął – i z jej łapy
zaczęła lecieć krew, nie wiem co się stało
Rafiki na chwilę się zamyślił – poczekaj tu chwilę – odparł,
po czym wrócił na swoje drzewo
Nie było go już dłuższą chwilę, a Mazuri zaczął się już
niecierpliwić w końcu nadal nie wiedział co z Shetani. Gdy już bardzo zniecierpliwiony
miał zacząć wspinać się na drzewo Rafikiego, pawian wyszedł i za pomocą jednego
skoku pojawił się przy lewku.
- prowadź – odparł Pawian który teraz taszczył ze sobą
jakieś specyfiki. Lewek szybkim krokiem zaczął iść w kierunku miejsca gdzie
wcześniej razem z innymi wesoło bawił się w berka. Droga powrotna zajęła mu
więcej czasu ponieważ Rafiki poruszał się bardzo wolno, co irytowało białego.
Nie chciał jednak zwracać mu uwagi, życie wystarczająco dobrze nauczyło go że
czasem warto milczeć. Kiedy w końcu dotarli na miejsce lewek zauważył że
Shetani nie ruszyła się z miejsca w którym ją zostawił, ale była wyraźnie
poirytowana. Za to pozostali, a szczególnie Malaiki wydawali się być w naprawdę
dobrych humorach na dodatek Mazuri był pewny że się z czegoś śmiali, a raczej z
kogoś. Jak się domyślił sytuacja w której znalazła się Shetani była dobrym
powodem do drwin kierowanych pod jej adresem. Jednak gdy pojawił się Rafiki
całe towarzystwo jakby odrobinę się opanowało. Pawian podszedł do lwicy po czym
pokiwał w głową w charakterystyczny dla siebie sposób następnie obejrzał jej łapę
po czym opatrzył za pomocą tego co przyniósł. Jak się okazało było to tylko
niegroźne zadrapanie czyli nic co by nie wygoiło by się w najbliższym czasie. Po
skończeniu swojego zadania Rafiki postanowił wrócić do swoich wcześniejszych
zadań więc w ciągu kilku chwil zniknął lwiątkom z oczu. Shetani zaś była wielce
obrażona, a Mazuri nadal nie wiedział o co, więc opuściła swoje dotychczasowe
towarzystwo i skierowała się w tylko sobie znanym kierunku. Biały również jakby
stracił ochotę na zabawę więc postanowił trochę pozwiedzać Lwia Ziemię.
Zazwyczaj tego nie robił, ale sporadycznie zdarzało mu się mieć ochotę na
samotną przechadzkę. Nie zwracając więc uwagi na pozostałe lwiątka ruszył
prosto prze siebie. Szedł bardzo wolno jakby na cos oczekiwał poza tym rozglądał
się dookoła starając zapamiętać każdy szczegół miejsca w którym akurat był. Nie
było to nic niezwykłego. Polana porośnięta trawą w oddali kilka drzew i tyle,
nic niezwykłego czy też ciekawego. Nagle jednak tuż obok niego mignął jakiś cień.
Zdarzył się to jednak tak szybko że Mazuri nie był w stanie określić co to
było. Nie przejął się jednak tym jakoś bardzo myśląc że zapewne była to surykatka
czy cos takiego więc po prostu wrócił do swojej bezcelowej wędrówki.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :)
niedziela, 5 sierpnia 2018
#34 Oblicze śmierci i miłości
Simba, a raczej jego ciało leżało bezwładnie u podnóża Lwiej
Skały. Widok był straszny, nie minęła chwila, gdy na miejsce tragedii zbiegło
się całe stado. No może nie do końca całe gdyż nie wszyscy znajdowali się
akurat w tym czasie na Lwiej Skale. Jednak ci, którzy akurat byli niedaleko
miejsca wypadku zwabieni ciekawością i strachem zjawili się niemal natychmiast.
Jednak chyba nikt nie spodziewał się zastać takiego widoku. Wokół zaczęło się
robić zamieszanie. Naprawdę ciężko było uwierzyć, że były król, który pomimo
upływu lat wciąż był w bardzo dobrej kondycji fizycznej mógł już być po drugiej
stronie. Nawet, pomimo iż każdy wiedział, że po śmierci Nali był emocjonalnie
rozchwiany i kiedyś nastąpi dzień, gdy Simba odejdzie, ale nikomu by przez myśl
nie przeszło, że nadejdzie ona tak szybko. Nagle wśród zebranych zjawił się Kovu,
który o dziwo nie przybył od razu na miejsce, choć znajdował się niedaleko. Na
jego widok wszyscy zgromadzeni zamilkli, a niektórzy rozstąpili się by król
mógł przejść. Gdy podszedł do ciała byłego króla delikatnie się uśmiechnął i po
czym wyszeptał „hakuna kitu kinanisimama”. Powiedział to jednak na tyle cicho
by nikt z zebranych go nie usłyszał. Po chwili podszedł do zrozpaczonej Kiary,
która momentalnie wtuliła się w lwa. Tak bardzo go teraz potrzebowała. Nie
mogła jednak zapominać, że nie są już nastolatkami, którzy byli gotowi na
największe poświęcenie, aby tylko być razem. Królowa doskonale pamiętała czasy,
gdy Kovu musiał walczyć o uznanie Simby, czasy, w których musiał udowadniać, że
nie jest zły. Właśnie, że nie jest zły, jednak czy cos się zmieniło? Wydawać by
się mogło, że zmieniło się wszystko jak i nic, ale to było zbyt skomplikowane.
Kiarę z zamyślenia wyrwał głos Rafikiego.
- tak mi przykro - powiedział pawian – chyba nikt się nie
spodziewał śmierci Simby, a na pewno nie tak szybko – spojrzał na władców
smutno – wiem, że to trudne dla nas wszystkich, ale… - zrobił krótką pauzę –
należy jak najszybciej zająć się pochówkiem
Kiara odsunęła się od Kovu i spojrzała na Rafikiego. Wyglądała,
co najmniej źle. Cała zapłakana z podkrążonymi oczami, które ewidentnie miała
już wcześniej, ale teraz łzy bardzo ten szczegół uwydatniły. Wzięła głęboki wdech,
po czym chłodnym tonem, którego nigdy dotychczas nie używała, odparła.
- Rafiki proszę – znów wzięła głęboki wdech – zajmij się
tym, ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego – przerwała na chwilę – najlepiej
jakbyś zrobił to, czym prędzej, a co do was – spojrzała na zebranych – to
proszę was o powrót do swoich zajęć, śmierć mojego ojca – przełknęła głośno
ślinę – to nie widowisko
Po swojej wypowiedzi królowa skierowała się z powrotem na
Lwią Skałę, a tuż za nią podążyła większość stada. Kovu też nie zamierzał zostawać
w tamtym miejscu i tak dla odmiany od tego, co robił zazwyczaj pójść sprawdzić
jakaś granicę. Nie wiedział jednak, do której konkretnie miałby ochotę pójść,
więc stwierdził ze sprawdzi pierwszą, do której dojdzie.
*
W zupełnie innej części sawanny pod jakimś drzewem siedziała
Rumia. Jeszcze nie wiedziała, co się stało pod Lwią Skałą, ale mimo wszystko
lwiczka była przygnębiona. Już od dłuższego czasu była zauroczona w pewnym
lewku. Niby nic niezwykłego w końcu przecież prawie każde lwiątko przez to
przechodzi. Jednak problemem było nie samo uczucie, ale to, kogo nim
obdarowała. Rumia doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż nigdy nie była i
nie będzie ulubienicą ojca, choć nie wiem jak by się starała. Poza tym lepiej
niż inni wiedziała, że król nie darzy sympatią Torena, który przecież był jaj
tak bardzo bliski. Bardzo chciałaby to się zmieniło jednak niestety nie miała
na to żadnego wpływu. Ubolewała nad faktem, że nie może nic zrobić by ojciec
zaakceptował jej wybór. Lwiczka była pewna, że do końca życia pragnie być tylko
z Torenem. Widziała jednak, że Kovu nigdy się na to nie zgodzi poza tym wciąż
nie była pewna, jakimi uczuciami darzy ją czerwony. W końcu jak by nie patrzeć
nie byli sobie tak bardzo bliscy, a przynajmniej tak jej się wydawało. Były momenty,
że nawet chciała z nim o tym porozmawiać, jednak nigdy nie starczyło jej na
tyle odwagi by to zrobić. Przygnębiał ją jednak fakt, że i tak nie ważne czy
Toren czół to samo do niej, co ona do niego, bo i tak zawsze na jej drodze
będzie stał ojciec. W jednej chwili pragnęła tylko czerwonego zaś w drugiej nie
miał on żadnego znaczenia gdyż przed oczami miała Kovu. Rumia była w totalnej
rozsypce, nie wiedziała, co zrobić. Miała wrażenie jakby, kto umieścił ją w
jakimś koszmarze. Przez pewien czas próbowała znaleźć jakieś wyjście z tej
sytuacji jednak nic nie przychodziło jej do głowy. Obecnie była na etapie
unikania czerwonego jak ognia jednak ku niepocieszeniu różowej jej uczucia do
Torena wcale nie słabły. Można powiedzieć, że z dnia na dzień rosły. Rumia nie wiedziała,
co zrobić, ale przecież, od czego są znajomi jak nie od udzielania genialnych
rad. Nie tak dawno różowa poprosiła o pomoc Shetani. Oczywiście tak jak zawsze
lwiczka udzieliła genialnej rady, sama tak przynajmniej uważała. Powiedziała Rumii,
że nie widzi rozwiązania tej sytuacji i różowa albo się z tym pogodzi lub jest
też inna opcja, bo przecież zawsze różowa może skoczyć z czubka Lwiej Skały.
Pomimo iż takie rozwiązania wydawało się Rumii niezmiernie głupie to teraz
młoda poważnie się zastanawiała czy aby to nie było najlepsze wyjście. Zapewne przesiedziałaby
tak jeszcze długo gdyby nagle tuż obok niej nie zjawił się Kalemin.
- och księżniczko tu jesteś – powiedział zdyszany lis –
wszędzie cię szukałem – przerwałby złapać oddech - musisz wrócić na Lwią Skałę
i to w tej chwili
Rumia była zdziwiona tym, że tak nagle ma pojawić się na
Lwiej Skale. W jej mniemaniu był to zwykły dzień, podczas którego nikogo nie obchodziło,
co się z nią działo, a tu proszę tak niespodzianka. Rumia szybko kiwnęła
łebkiem na znak, że zrozumiała, po czym razem z lisem ruszyła biegiem w obranym
wcześniej kierunku. Na szczęście miejsce jej dotychczasowego pobytu nie było
bardzo daleko, więc po kilku chwilach byli już na miejscu. Rumia nie mogła nie
zauważyć przygnębienia, jakie panowało wokoło i dopiero teraz zaczęła się bać.
Szybko pobiegła do głównej jaskini gdzie było jej rodzeństwo, matka oraz
Huzuni. Wszyscy płakali, co jeszcze bardziej napawało ją niepewnością dodatkowo
nigdzie nie widziała Kovu i przez moment zaczęła się martwić, że to właśnie
jemu się cos stało. Co prawda jakby jej ojca już nie było połowa jej problemu
nagle znikła, ale naprawdę nie chciałby cos mu się stało. Może on jej nie kochał,
ale ona jego tak w końcu przecież był jej ojcem. Nie mogąc dłużej znieść tej
nie wiedzy, więc w końcu postanowiła zwrócić na siebie uwagę.
- mamo… - zaczęła niepewnie – co się stało? – Po chwili
Kiara spojrzała w jej kierunku – co się dzieje? Dlaczego wszyscy płaczą? – Dopytywała
– proszę odpowiedz
Kiara spojrzała na córkę ze smutkiem w oczach. Nie chciała
jej tego mówić, jednak wiedział, że musi. Nie może przecież tego przed nią ukrywać,
bo i tak wcześniej czy później lwiczka się dowie. Po dłuższej chwili królowa w końcu
zebrała się w sobie by odpowiedzieć.
- nie wiem jak to się stało – zaczęła niepewnie – ale… - do
jej oczu znów napłynęły łzy – dziadek nie żyje – powiedziała w końcu
Dla Rumii te słowa były jak strzał w potylicę. Pod lwiczka momentalnie
ugięły się nogi. Po chwili różowa leżała na ziemi i zanosiła się szlochem. To,
co usłyszała do reszty nią wstrząsnęło. Jednak chyba najbardziej bolało ją to,
że ostatnio bardzo unikała dziadka i nawet nie zdążyła się z nim pożegnać. Tak
bardzo chciała cofnąć czas, chciała, ale nie mogła. Teraz miała kolejny powód,
dla którego warto posłuchać rady.
Tym czasem do jaskini ukradkiem zaglądał Toren. Bardzo
chciał jakoś pomóc Rumii. Niestety po pierwsze nie mógł, bo mogłoby się to dla
niego źle skończyć, a po drugie nawet jakby było mu dane pomóc lwiczce poczuć
się lepiej to i tak nie wiedziałby jak. Gdy patrzył na jej rozpacz jego serce
rozpadało się na milion kawałeczków, tak bardzo chciałby była szczęśliwa. Była
jego pierwszą przyjaciółką, a teraz jeszcze na dodatek była dla niego kimś
więcej. Była jego sensem życia, choć wiedział, że to jednostronne uczucie to
jednak nie chciał go tłumić. Poza tym zapewne nawet jakby chciał to i tak by mu
się nie udało. Rumia była dla niego nieosiągalna, na drodze do niej stał Kovu,
a nawet gdyby nie stał to i tak lwiczka zapewne by go nie chciała. Ona była
księżniczką, a on… On był nikim. Bo kim może być syn zdrajcy? Uważał, że nie
zasługuje na kogoś tak wspaniałego jak Rumia, ale mimo wszystko chciał się o
nią troszczyć. Zawsze, gdy patrzył na różową podzielał jej emocje. Gdy była szczęśliwa
i on był szczęśliwy, podobnie było jak była smutna czy zła. Taki to był urok
tego dziwnego uczucia, którym ją darzył i nic nie mogło tego zmienić. Wątpił,
że jeszcze, kiedy uda mu się czuć cos tak silnego do kogoś innego niż Rumia. Po
dłuższej chwili namysłu postanowił wrócić do swoich zajęć w końcu i tak jego obecność
tutaj była zbędna. Ostrożnie zaczął się wycofywać by odejść jak najdalej od
jaskinie nie robiąc przy tym hałasu. Jednak, gdy zrobił kilka kroków stanął tuż
przed swoim najgorszym koszmarem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kto płacze tak samo jak ja? Mam nadzieję że się podobało :) Szczerze to bardzo źle pisało mi się te notatkę kilkanaście razy zmieniałam wszystko, dodawałam usuwałam. Jakos nie pisze mi się najlepiej takich scen, no ale jest, napisałam. No to nie pozostaje nic jak tylko "Do następnego"
Pozdrawiam
niedziela, 29 lipca 2018
#33. Zło zakrada się do serca
Od wizyty lwiątek na złej ziemi minęło już trochę czasu. Na
szczęście dla nich ta wyprawa przeszła niezauważona. No cóż lwiątka miały wiele
szczęścia, że nie natchnęły się na nikogo niepowołanego. W końcu samotnie
wędrujące lwiątka na obcym terenie łatwo mogłyby paść ofiarą takich stworzeń
jak na przykład hieny lub istniała też ewentualność ze, kto chciałby je
wykorzystać do zawładnięcia Lwią Ziemią, a takie lwy mogły być wszędzie. Jednak
nic się nie stało. Niestety nie wszystkie lwiątka to doceniały. Savie
ewidentnie brakowało wrażeń. Jednak od kont dowiedział się, że jego przyjaciel
przeżyje starał się nie robić nic głupiego i o dziwo wcale nie szło mu tak
najgorzej. Do tej pory jeszcze nikogo nie ogłuszył, więc był duży postęp.
Szkoda tylko, że takiego postępu nie było w jego sercu, które ciągle pragnęło
zemsty. Wiedział jednak, że musi być jak najlepszy by Malaiki zdecydował, że to
on nadaje się na króla, a nie jego siostra. Liczył na rozsądek Malaikiego. Na
początku podejrzewał, że lewek podejmie decyzję od razu, ale skoro ten tego nie
zrobił to Sava uznał, że nadal ma szansę na tron. Uważał, że to najwspanialsza rzecz
na świecie, po prostu być następcą. Nie musieć zabijać rodzeństwa tylko po to
by dostać koronę tylko po prostu ją mieć od zawsze. Ciężko mu było się
przystosować, ale wiedział, że musi. W końcu jak by nie patrzeć cel uświęca
środki. Chorensja wróciła na Lwią Skałę, pomimo iż nie była do końca sprawna.
Miała duże problemy z chodzeniem, a szczególny problem sprawiały jej tylnie
łapy. Mała była jednak dzielna i z drobnymi problemami, ale jednak poruszała
się po Lwiej Skale. Niestety była na tyle nie sprawna, że nie mogła jej
opuszczać by bawić się z innymi lwiątkami. Malaiki był już w pełni zdrowy i
całkowicie oddał się życiu, jakie prowadziły inne lwiątka. Jednak bacznie
obserwował zachowanie Savy. Zdarzało mu się również obserwować ukochaną tylko
po to by stwierdzić, które z rodzeństwa bardziej nadaje się na władcę. Jednak
nadal nie umiał podjąć decyzji.
Podczas gdy lwiątka żyły swoim życiem i swoimi sprawami Kovu
miał, co innego na głowie, a może raczej, kogo innego już od dawna nie
obchodziły go sprawy królestwa. Tym zajmowała się Kiara. Kovu pochłonięty był
długimi rozmyślaniami na odnośnie tego jak wychować idealnego władcę oraz jak
bardziej zbliżyć się do lwic. Wiedział, że jako król ma autorytet i żadna mu
się nie sprzeciwi, nie chciał jednak im mimo wszystko niczego narzucać. Uważał,
że ciekawsza zabawa jest, gdy same ulegają jego wdziękom. Teraz na oku miał
drobną i wyjątkowo grzeczna lwicę. Była nią Alra, dokładnie ta lwica, która
opiekowała się Torenem. Chciał się do niej zbliżyć, choć sam nie wiedział,
dlaczego. Zazwyczaj trzymał się od takich lwic z daleka, a tu proszę taka
niespodzianka. Jakoś chwilę temu wysłał po nią Kalemina, więc teraz czekał na
jej przybycie i szczerze niecierpliwił się. Na szczęście lwica nie kazała mu na
siebie długo czekać.
- Panie wzywałeś mnie – powiedziała na dzień dobry – Kalemin
poinformował mnie przed chwilą, przepraszam, że musiałeś czekać
- Tak, wzywałem – odparł – chciałbym z tobą porozmawiać, ale
może nie tutaj – rozejrzał się po jaskini – może przespacerujemy się i na
spokojnie porozmawiamy
Lwica skinęła i niemal od razu podążyła za królem, który
szybko ruszył w kierunku zejścia z Lwiej Skały. Tego zejścia, które jest
utrapieniem dla młodych lwiątek. Na szczęście dorosłym lwom i lwicom nie
sprawia żadnego problemu. Król Kovu podążył prosto przed siebie nie kierując
się w żadne konkretne miejsce, zaś Alra podążyła tuż za nim. Chwile szli w
ciszy jednak nie trwała ona długo.
- Alra powiedz mi proszę – zaczął Kovu – jak to jest ze
uroda zawsze idzie w parze z inteligencja – Alra spojrzała na niego zaskoczona
– proszę odpowiedz, uważam, że lwica obdarzona właśnie tymi cechami doskonale
będzie wiedziała, dlaczego tak właśnie jest
- Wasza Wysokość dziękuję za komplement, a naprawdę nie rozumiem,
o co chodzi – odparła nieśmiało, – ale oczywiście, jeśli Król chce znać moje
zdanie – zaczęła – to uważam, iż te cechy nie zawsze idą ze sobą w parze
- Doprawdy zaskakujesz mnie moja droga Alro – udał
zdziwionego – jesteś jeszcze mądrzejsza niż myślałem w takim razie – uśmiechnął
się chytrze – powiedz mi, co o mnie sądzisz, ale proszę cię byś była szczera.
Zniosę wszystko co powiesz, nawet jeśli to będzie sama krytyka, więc proszę nie
krępuj się
- Ja naprawdę nie rozumiem, ale – zaczęła nieśmiało – wiedz Królu,
iż naprawdę cię cenię, tak samo jak każdy twój poddany, ciężko mi porównywać
cię do innych władców gdyż na ogół tego nie robię – zrobiła krótką pauzę –
jednak bez problemu mogę powiedzieć, że jesteś wielkim i potężnym królem, choć
odrobinę martwię się o Królową chodzi jakoś zmartwiona ostatnimi czasy
- Dziękuję ci za twoją szczerość – przerwał – jeśli chodzi o
Kiarę to nie ma, co się nią przejmować – spojrzał na lwicę – nic jej nie
będzie, jednak, co do ciebie to nie chciałabyś może mi częściej towarzyszyć –
delikatnie się uśmiechnął – twoje towarzystwo daje mi dużo radości
- Och Wasza Wysokość naprawdę nie wiem – przerwała – muszę
to przemyśleć, więc jeśli Król pozwoli to ja już wrócę do swoich obowiązków
Kovu skinął lwicy na zgodę zaś sam postanowił kontynuować
bezcelowy spacer, jakoś nie miał ochoty wracać na Lwią Skałę i wysłuchiwać
narzekań Kiary. Naprawdę nie lubił jak Kira robiła mu wypominki, że nic nie
robi i wszystko zostawia na jej głowie, ale w sumie to nie powinna się czepiać,
bo to w końcu ona jest dzieckiem Simby nie on. Królowa jednak najwyraźniej
lubiła sobie ponarzekać, a Król nic sobie z tego nie robił, bo niby, dlaczego
miałby się przejmować jej gadaniem? On miał swoje sprawy, a Kiara według niego
nie powinna się w to mieszać tylko należycie zająć królestwem. W końcu jak by
nie patrzeć, podczas gdy ona robi mu wypominki traci cenny czas, który mogłaby
poświęcić na cos innego.
*
W jednej z mniejszych jaskiń na Lwiej Skale odpoczywał
zmęczony patrolowaniem granicy ze Złą Ziemią Kopa. Sam się sobie dziwił, że do
tej pory to wciąż robi. Doskonale
wiedział co się dziele, zdawał sobie lepiej niż nikt inny sprawę z tego, że
Kovu jako król nie robi nic. Miał naprawdę szczerą ochotę się go pozbyć jednak uważał,
że to jeszcze nie jest dobry moment. Gdy tak siedział pogrążony w ciszy do
jaskini weszła Vitani. Lwica jak zawsze emanowała energią. Jednak, gdy tylko
spojrzała na ukochanego cały jej entuzjazm jakby gdzieś prysł.
- Co się stało – zapytała – siedzisz tutaj taki zmartwiony,
pomału zaczynam się o ciebie martwić
- Och Vit – spojrzał na lwicę – naprawdę nie ma się czy
martwić, jestem po prostu trochę zmęczony – uśmiechnął się do niej – zobaczysz trochę
odpocznę i moja mimika od razu zacznie wyrażać, co innego. Naprawdę martwisz się
bez powodu
Lwica jakoś niezbyt miała ochotę mu wierzyć jednak pokiwała
tylko głową. Jakoś nie bardzo miała ochotę drążyć temat. Poza tym wiedziała że
nawet jeśli by chciała to i tak niczego z Kopy nie wyciągnie. On już taki był i
już. Nic nie mogła na to poradzić, więc pozostało jej tylko zaakceptować go
takim jakim jest.
- No dobrze – odezwała się po chwili Vitani – to chodź –
wskazała na wyjście z jaskini – niedawno wraz z innymi lwicami wróciłam z
polowania, udało się dziś upolować dwie antylopy i zebrę
Kopa jak usłyszał o zebrze od razu się oblizał. Od bardzo
dawna jej nie jadł, a musiał przyznać że naprawdę ją lubił. Nie czekając więc
dłużej wyszedł z jaskini tuż za Vitani. Momentalnie skierował się do miejsca
gdzie znajdowała się zdobycz. Na miejscu oprócz kilku lwic była już Kiara, Kovu
i kilka lwiątek w tym ukochany podopieczny Vitani. Jak on szczerze nie lubił
tego lwiątka. Nie wiedział co go tak od niego odpycha, ale to coś bardzo na
niego działało. Przez pewien czas nawet próbował się przekonać do lwiątka, ale jakoś
nie był w stanie. Nie czekając zbyt długo Kopa zbliżył się do zdobyczy, oczywiście
najpierw przywitał się z Królem i Królową co z tego że była jego siostrą i tak
wypadało to zrobić. Gdy już część powiedzmy oficjalną miał za sobą zabrał się
za konsumowanie posiłku. Udało mu się złapać porządną część podudzia zebry. Był
z tego bardzo zadowolony, a ten posiłek bez mała mógłby uznać prawdziwą ucztą,
może nie czymś bardzo wielkim, ale jednak. Dopiero teraz, pierwszy raz od
bardzo dawna się uśmiechnął, co nie uszło uwadze Kiary.
- Co tam bracie – zaśmiała się – do zebry to się uśmiechasz a
do mnie to już nie – znów się zaśmiała – nieładnie braciszku, bardzo nie ładnie
- Och wybacz – zaczął – ale najwidoczniej zebra ma lepszy
dar przekonywania od ciebie, ale tak poza tym – zrobił krótką pauzę – to miło popatrzeć
jak i ty się śmiejesz, nie często ostatnio to się zdarza
- No cóż – zaczęła – może i nie często, ale zdarza, poza tym
wiesz ile teraz mam na głowie – lew pokiwał na znak aprobaty – a teraz wybacz
bracie ale muszę uciekać do swoich spraw
Kiara szybo odeszła zostawiając Kope w towarzystwie lwic
które jeszcze nie skończyły swojego posiłku. Co prawda Kopie poprawił się na moment
humor, jednak to nie zmieniło faktu iż był czujny i tylko czekał na odpowiedni
moment by sięgnąć po koronę. W chwili gdy miał się już oddalić nagle usłyszał huk.
Szybko pobiegł w kierunku z którego on dochodził, jednak to co zobaczył
zmroziło mu krew w żyłach.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :) Jak pewnie zauważyliście mój styl pisania podczas mojej nieobecności uległ drastycznej zmianie, mam jednak nadzieję że podobnie jak ja uważacie że jest lepiej. Zachęcam do zostawienie opinii i podzielenia się przemyśleniami. Dobra nie rozpisuję się tylko piszę dalej
Pozdrawiam
niedziela, 22 lipca 2018
#32 Chwila ciszy
Zła ziemia tak bardzo przyciągała lwiątka. Nikt nie wiedział,
co miała w sobie, ale to może przez tą aurę tajemniczości? Przez wszystkich
uczestników tej nieodpowiedzialnej wycieczki przeszedł dreszcz ekscytacji, a
stało się to w monecie, gdy przekroczyli kładkę.
- Naprzód przygodo! – Krzyknął Sava, po czym skierował się
prosto przed siebie, niezbyt go nawet interesowało czy reszta podąża za nim.
Na szczęście, a może i nie do końca na szczęście pozostałe
lwiątka miały trochę więcej w głowie od księcia i postanowiły się nie
rozdzielać. Tak już szli przez dłuższy
czas. Jednak nic się takiego nie działo, mijali skały, skały, więcej skał, uschnięte
rośliny, więcej uschniętych roślin i nic więcej. Savę zaczęło to już irytować,
ponieważ liczył, że znajdzie tu cos ciekawego, a na jego nieszczęście nic
takiego tu nie było. Nie chciała się jednak poddać i przyznać, że wyprawa w to
miejsce nie miała najmniejszego sensu, bo w końcu jakże on mógłby popełnić
błąd. On taki nieomylny. Do tej pory wszyscy byli cicho jednak i pozostałym
pomału kończyła się cierpliwość. W końcu Huzuni przerwała ten bezsensowny
marsz.
- Sava! Sava stój! - Lewek gwałtownie się odwrócił – gdzie
ty nas ciągniesz? Po drodze nie widzieliśmy nic oprócz skał i martwych drzew i
szczerze to wątpię by dalej było cos bardziej interesującego
Lewek wydawał się bardzo urażony wypowiedzą cioci. W końcu
przecież uraziła jego dumę, a to jest niewybaczalne, gdyby tylko był już
królem. Ale nie jest i nie wiadomo czy kiedykolwiek nim zostanie. Według niego
to jest obraza jego osoby jednak, co on mógł z tym zrobić? Nic.
- Wiem, co robię – odezwał się po chwili ciszy – poza tym
nikt przecież nie kazał ci tu ze mną przychodzić – ostatnie słowa wypowiedział
niemal warcząc
- O nie mój drogi! Przesadzasz! – Warknęła – przyszłam tu z wami,
bo TY jesteś nieodpowiedzialny i nie można cię na odejść krok byś nie zrobił czegoś
głupiego
Już od dawna Sava nie był tak wściekły. Co ona sobie niby
myśli żeby mówić do niego w ten sposób. Jak tylko zostanie królem to wszyscy
pożałują tej swojej ignorancji względem niego. Bo przecież Kovu nie mógłby
podjąć innej decyzji. On i tylko on nadaje się do tej roli, tak przynajmniej mu
się wydawało.
- Jak śmiesz! – Warczał – Nie masz prawa tak…
- Ona ma rację – przerwała mu Rumia – naprawdę źle się
zachowujesz
Gdy wszystkie oczy zwróciły się w kierunku lwiczki ta
nieśmiało się skuliła. Każdy, no prawie każdy stał w tej dyskusji po stornie,
po której stała księżniczka oraz Huzuni. Lwiątka naprawdę miały już dość
bezsensownej wędrówki. Książę musiał ustąpić i jakoś sobie poradzić z
nadszarpniętą dumą. Choć w myślach już planował zemstę jego słowa wyrażały
skruchę. No może nie do końca skruchę, ale jednak był to akt poddania się.
- Widzę, że nie mam wyjścia – odparł zrezygnowany – dobrze,
wracamy
Wszyscy, no może poza Shetani, która liczyła na rozlew krwi
albo przynajmniej jakąś morderczą akcję, byli zadowoleni z tego, iż nareszcie
wrócą z tej bezsensownej wędrówki, w którą z własnej woli się wpakowali. W drodze
powrotnej na Lwią Ziemię wszyscy bardzo się ożywili. Rozmową nie było końca.
*
Tym czasem na lwiej ziemi Toren siedział pod drzewem i
rozmyślał. Zastanawiał się, co zrobić by w końcu wkupić się w łaski króla Kovu.
Wiedział, że dotąd dopóki jest młody niektóre sprawy mogą pozostać
niezauważone. Co się jednak stanie, gdy dorośnie. Nie wiedział czy któregoś
dnia nie zostanie zabity ot tak, bo król stwierdzi, że złamał jakieś prawo, o
którym nikt nie miał pojęcia. Jednak im dłużej lewek myślał ty bardziej zdawał
sobie sprawę, że to bezsensowne. Przecież, co by nie zrobił i tak będzie tym
złym. Nie ważne, że on nic nie zrobił, jak widać dla niektórych liczy się to
czyim jest się dzieckiem zamiast tego, jakim ktoś jest. Przykre, lecz niestety
prawdziwe. Toren doskonale zdał sobie z tego sprawę, jednak wciąż się łudził,
że uda mu się cos z tym zrobić. Zastanawiał się nawet czy nie spróbować dogadać
się z Savą, jednak szybko zmienił zdanie po tym, co się stało Malaikiemu.
Siedział tak już dość długo, gdy nagle usłyszał jakiś szelest. Postanowił się
nie ruszać z miejsca i wciąż nasłuchiwać. Nie minęło kilka sekund, gdy okazał
się któż to taki jest sprawcą tego hałasu. By ta nikt inny jak księżniczka
Lennia. Czerwony odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że to ona. Jednak zdziwił go fakt,
iż lwiczka była wyjątkowo szczęśliwa.
- Cóż się takiego stało – zagadał nieśmiało – cała
promieniejesz
- Jestem taka szczęśliwa – pisnęła – jak zapewne wiesz była
u Rafikiego – Toren pokiwał głową – poszłam sprawdzić, co z Malaikim zresztą
jak zawsze, odkąd, odkąd… zresztą sam wiesz odkąd – lewek znów pokiwał głową –
nastawiłam się, że znów zastanę go nieprzytomnego, bo niby, co takiego miałoby
się nagle wydarzyć – lwiczka ekscytowała się coraz bardziej z każdym słowem – ja
tam zachodzę i wyobraź sobie widzę Malaikiego, który stoi o własnych łapach –
Toren wytrzeszczył oczy – ocknął się! Dzisiaj się ocknął! – Krzyczała lwiczka –
jestem taka szczęśliwa! Co prawda jeszcze musi zostać u Rafikiego, ale się ocknął,
czyli jest już dobrze – piszczała
W tym momencie Torenowi cos przyszło do głowy. Skoro lwiczka
mu to powiedziała to nie może być do niego negatywnie nastawiona. Pozostało, więc
namówić Malaikiego by to ją wskazał, jako następcę. Wiedział jednak, że to nie
będzie takie łatwe, poza tym, jeśli wyszłoby na jaw, że mieszał w tym łapy mogłoby
być z nim źle. Dlatego musiał to jeszcze przemyśleć, jednak teraz nie pozostało
mu nic innego jak cieszyć się, że w najbliższym czasie nie będzie pogrzebu, a
przynajmniej żadnego na ten moment planowanego. Bo faktem, iż nie jeden lew czy
lwica spisał już Malaikiego na pewną śmierć, a tu taka niespodzianka.
- Chodź – nagle z zamyślenia wyrwała go Lennia – trzeba mojego
ojca poinformować – piszczała zadowolona
- Ale – zaczął czerwony – przecież, ja…
- No cicho już – delikatnie pchnęła lewka – nie gadaj tylko
chodź
Toren nie dyskutował już więcej z księżniczką tyko
posłusznie skierował się za księżniczką w kierunku Lwiej Skały. Nie wiedział
jak ta sytuacja wpłynie na jego wizerunek w oczach Kovu, jednak czy cos złego mogłoby
się stać? Poza tym myśli cały czas mu zajmowała postawa księżniczki. Naprawdę
nie miał pojęcia, co powinien o niej myśleć. Możliwe było, że księżniczka uznała,
że nie jest on nikim złym, no ale cóż, kto wie jak było naprawdę. Myśli tak
pochłonęły Torena, że nim się spostrzegł był już na Lwiej Skale dosłownie parę
metrów od króla. Lennia radośnie podeszła do ojca. Radość tak bardzo rysowała
się na jej pyszczku, że Kovu spojrzał na nią jak poparzony.
- Tato, tatusiu! – Wykrzyczała radośnie – wiesz co się
stało? Na pewno wiesz! No zgadnij co się stało! – Piszczała – już dawno nie
byłam taka szczęśliwa – aż zaczęła podskakiwać w miejscu – no jak myślisz?
Nareszcie mamy powód do świętowania!
Król spojrzał na córkę poważnie. Domyślał się, o co mogło
chodzić jednak nie uważał tego za tak świetną nowinę, a przynajmniej, że aż tak
bardzo jak Lennia. Miał teraz wiele na głowie, naprawdę dużo się ostatnio działo,
o czym oczywiście lwiątka nie miały pojęcia. Postanowił jednak, że nie
zaszkodzi mu jak spróbuje poudawać dobrego ojca. W końcu, co mu szkodzi? Wziął
głęboki wdech, po czym się odezwał.
- Mogę się domyślać, że to ta sprawa, która ostatnimi czasy
spędzała ci sen z powiek – zaczął – domyślam się również, że doszło do jej szczęśliwego
rozwiązania. Wiec, jeśli się nie mylę, a jak zapewne ty i wszyscy inny wiedzą
ja prawie nigdy się nie mylę chodzi o Malaikiego – lwiczka pokiwała łebkiem za
znak aprobaty słów Kovu – więc skoro sprawa dotyczy właśnie jego to znaczy, że
nareszcie się ocknął – wydawało się jakby ostanie słowa podkreślił – a skoro
nie ma go tu z tobą – zrobił krótką pałę – tylko przyszedł tu ten wywłoka –
wyszeptał jakby dla siebie – to znaczy że nadal jest u Rafikiego, a ty zapewne chciałabyś
abym go odwiedził, zgadza się? – Lwiczka znów pokiwała łebkiem – w takim razie zajmę
się tym tylko później, a teraz, jeśli pozwolisz wrócę do swoich spraw
Gdy tylko skończył swoją wypowiedz od razu oddalił się nie
dając córce możliwości, na jaką kolwiek wypowiedz. Lwiczka nie była z tego
faktu zadowolona, niestety nie mogła nic z tym zrobić. Jednak nie przejmowała
się postawą ojca zbyt długo. W tej chwili była zbyt szczęśliwa, aby zajmować
się zamartwianiem. Szybko pożegnała się z Torenem po czy umknęła do swojego
ukochanego. Wydawało jej się, że nic nie zepsuje tego szczęścia. Niestety jak
złudne były to nadzieje, o czym miała się niedługo przekonać. Teraz jednak nieświadoma
tego, co przyniesie przyszłość skakała niemal pod chmury, a tak przynajmniej
wydawało się Torenowi, który obserwował księżniczkę jeszcze przez chwilę. Czerwony,
jako iż nie był już przedmiotem niczyich zainteresowań postanowił wrócić pod „swoje”
drzewo. Po drodze postanowił jeszcze zahaczyć o wodopój gdyż nagle bardzo
zachciało mu się pić. W końcu nic dziwnego gdyż dzień był wyjątkowo upalny. Bez
większego zastanowienia podszedł do wody, po czym zaczął pić. Zwyczajna czynność,
którą wykonuje każdy lew każdego dnia. Cóż ciekawego mogłoby być w zwykłej
rutynie. Czerwony jako jeden z nielicznych lubił taką rutynę pozwalała mu się
odprężyć. Gdy podniósł łebek znad wody nie wiadomo, dlaczego spojrzał w stronę
polujących lwic, które z oddanie wykonywały swoją rolę w stadzie. Wszystkie harmonijnie
ze sobą współpracowałyby osiągnąć wspólny cel. Wydawało się, że wszystko działa
w idealnym porządku. To właśnie takie momenty Toren uważał za wspaniałe. Momenty,
gdy wszystko tworzy jedną wspólną całość bez żadnej skazy, w takich właśnie chwilach
czół się tak dobrze jak wtedy, gdy jego matka żyła. Myślami zaczął wracać do
swojego życia na Czerwonej Ziemi do czasów sprzed wojny. Wydawało mu się to tak
odległe jakby wydarzyło się kilka epok temu, a jednak było to całkiem niedawno.
Na wspomnienie tamtych czasów z jego oczu zaczęły płynąć łzy. W tamtej właśnie chwili
uświadomił sobie, że to wcale nie Król Kovu jest jego największym wrogiem. Nie,
w końcu on zabrał mu tylko ojca. Toren wiedział, że kiedyś w przyszłości o ile
jej dożyje przyjdzie mu się zmierzyć z tym, co zabił jego matkę oraz połowę
stada, z tym, który zmusił jego ojca do szukania pomocy na Lwiej Ziemi, z tym,
który sprowadził na niego taki los.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :) Tak wiem że ostania notatka
była rok temu, ale mam nadzieję że są tu tacy którzy jeszcze we mnie nie
zwątpili. Nie chcę nic obiecywać ale być może wrócę do regularnego pisania,
więc do następnego...
Pozdrawiam
środa, 27 czerwca 2018
Kilka słów...
Po pierwsze przepraszam za ten "Koniec" po drugie przepraszam za obietnice bez odzwierciedlenia w rzeczywistości po trzecie przeprasza za zaniedbanie bloga.
Dobrze a teraz do rzeczy. Do bloga kiedyś wrócę, kiedy nie wiem. Postaram się coś ty wstawiać ale jak to wyjdzie to nie wiem. Przez ostatni rok zaniedbałam bardzo dużo "rzeczy". Jednak zrozumcie poszłam do jednego z najlepszych liceów w województwie na biol-chem. Chyba więcej nie muszę wyjaśniać by zorientować się że nie mam czasu na sen a co dopiero na inne "sprawy". Planuję też w swoim czasie przenieść się na wattpad. Oczywiście to nie tyczy się historii która toczy się na blogu, a innej mojej twórczości, ale kiedy do tego dojdzie to nie wiem.
A teraz taka malutka reklama.
Zapraszam na grupę na Facebooku "Młodzi Przyszłością Ojczyzny"
Gdzie na tę chwilę muszę doprowadzić wszystko do porządku ;)
Grupa ma na celu zjednoczenie młodzieży polskiej i dążenie aby kiedys razem żyło się nam lepiej :)
Koniec reklamy
Mam nadzieję że mi wybaczycie to cos się stało z blogiem i wrócicie do czytania jak tylko coś zacznę publikować ;)
Pozdrawiam
Dobrze a teraz do rzeczy. Do bloga kiedyś wrócę, kiedy nie wiem. Postaram się coś ty wstawiać ale jak to wyjdzie to nie wiem. Przez ostatni rok zaniedbałam bardzo dużo "rzeczy". Jednak zrozumcie poszłam do jednego z najlepszych liceów w województwie na biol-chem. Chyba więcej nie muszę wyjaśniać by zorientować się że nie mam czasu na sen a co dopiero na inne "sprawy". Planuję też w swoim czasie przenieść się na wattpad. Oczywiście to nie tyczy się historii która toczy się na blogu, a innej mojej twórczości, ale kiedy do tego dojdzie to nie wiem.
A teraz taka malutka reklama.
Zapraszam na grupę na Facebooku "Młodzi Przyszłością Ojczyzny"
Gdzie na tę chwilę muszę doprowadzić wszystko do porządku ;)
Grupa ma na celu zjednoczenie młodzieży polskiej i dążenie aby kiedys razem żyło się nam lepiej :)
Koniec reklamy
Mam nadzieję że mi wybaczycie to cos się stało z blogiem i wrócicie do czytania jak tylko coś zacznę publikować ;)
Pozdrawiam
niedziela, 23 lipca 2017
#31. Zakazane miejsce
- Ile jeszcze mamy czekać? - warknęła jedna z lwic- powiedziałeś że czas zemsty się zbliża
Lew popatrzyła na nią groźnie. Miał swoje powody by czekać. Na Lwiej Ziemi była coraz gorzej, a czas działał na jego korzyść. Tłumaczył to już lwicą wiele razy, ale najwidoczniej one tego nie rozumiały. To on tu był przywódcą więc nawet nie pofatygował się by odpowiedzieć tylko odszedł w kierunku swojego legowiska ukrytego za jedną ze skał.
Lew popatrzyła na nią groźnie. Miał swoje powody by czekać. Na Lwiej Ziemi była coraz gorzej, a czas działał na jego korzyść. Tłumaczył to już lwicą wiele razy, ale najwidoczniej one tego nie rozumiały. To on tu był przywódcą więc nawet nie pofatygował się by odpowiedzieć tylko odszedł w kierunku swojego legowiska ukrytego za jedną ze skał.
*
Tym czasem w swoim królestwie Kovu wylegiwał się w jaskini. Nieświadom nawet gdzie podziewa się jego potomstwo, a oni mieli naprawdę zuchwały plan, a raczej Sava go miał. Maluchy bowiem postanowiły pozwiedzać Złą Ziemię. Miejsce odwiecznego zainteresowania i ciągłych kłopotów. Tak się akurat składa że książę miał ich już wystarczająco dużo, ale najwyraźniej się tym nie przejmował, bo jak to on stwierdził musi w końcu ,,odreagować". Jednak był jedne problem.
- wiem kim jesteś! - wykrzyczał Sava - Przecież nie zapomniałem co zrobiłem, nie pozwalasz mi nawet przez chwilę o tym nie myśleć. Ciągle tylko jest Malaiki, Malaiki i Malaiki
- czego ty jeszcze narzekasz! Jesteś głupi i tyle! - warknęła Lennia - Zamiast narzekać okazał byś odrobinę skruchy
- a niby co ja robię? Że chcę na chwilę o tym zapomnieć, to taka wielka zbrodnia? Myślisz że nie przeżywam tego co zrobiłem? Myślisz że mi jest łatwo? Patrzeć nie mogę na Shetani...
- Ej! - warknęła wywołana - mnie w to nie mieszaj
- że niby co? - oburzył się czarny - a czyja to wina?
- może twoja? - odburknęła Lennia - zganiasz na niewinną lwice swoje przestępstwa
- bo to jej wina! Poza tym nie nazywaj tego tak, sroce piór z ogona nie wyrwałem. A poza tym...
Sava przerwał w pół zdania bo nagle poczuł w ustach krew spływającą z jego czoła. Nie pierwszy jaz jej smakował, ale za każdym razem stwierdzał że ma w istocie paskudny smak. A gdy już określił smak tego życiodajnego płynu dotarła do niego skąd się wziął. To jego ukochana siostrzyczka, która tak do złudzenia przypominała z wyglądu matkę potraktowała go swoimi świeżo wypolerowanymi pazurkami. Które teraz pomimo iż rana zadana księciu nie była głęboka ociekały krwią.
- jak ty... - zaczął czarny i już gotował się do oddania ciosu - jak ty.. ty... ty...
- co ja - warczała oprawczyni gotowa do obrony - co? no czego ty chcesz? Mnie też skrzywdzisz?
- a co jeśli tak? Myślisz że tego nie zrobię?
- Przekonajmy się!
Brat i siostra zaczęli szykować się do walki. Jeszcze chwila, jeszcze moment. Zaraz rodzeństwo, następcy, dzieci jednych rodziców rzucą się sobie do gardeł. Jedno drugiego wykończy. Jedno zniweczy przyszłość drugiego. Któreś z nich nigdy już więcej nie ujrzy słońca, nie pójdzie na polowanie, nie pobawi się z berka, nie zje antylopy, ani zebry, nie usłyszy śpiewu ptaków, nie zobaczy rodziców, nie wytarza się w trawie, nie pozna nikogo nowego, nie porozmawia z dziadkiem, ani nie usłyszy już nigdy więcej jego historii, nie pobawi się już z nikim, nie będzie miało szansy do tronu. A nie to ostatnie to oboje bo kto by chciał na tronie mordercę. Zaraz chwila... przez taką błahostkę zniszczą swoje życie. Co zwycięzca zrobi? Kim będzie? Sam ucieknie, a możne zostanie wygnany? Co pomyślą Kovu i Kiara? Co się wtedy stanie? Pewne jest że to co się stanie, nie powinno mieć prawa bytu. Nigdy! Ale jednak własnie od czegoś takiego jesteśmy o krok. Dwoje potomków Kovu i Kiary patrzy na siebie teraz morderczo pragnąć skosztować krwi drugiego oraz pałaszować się jego śmiercią. Nim to jednak nastąpi okrążają siebie wzajemnie, szczerząc kły i wysuwając swoje małe pazurki. Oboje wiedzą co planują, ale chyba nie zdają sobie sprawy jakie to konsekwencje niesie za sobą. Nawet przez moment żadnemu nie przeszła przez mysl smutna wizja życia na wygnaniu zdala od wszystkich na których im zależy. Kovu na pewno by kazał zabójcy odejsć, nie zwracając uwagi na fakt iż to jego dziecko. Bo niby dlaczego? Młode zabiło drugie młode. Jedno jego i drugie również. Więc na pewno by sie nie powstrzymywał. Ale Lenni i Savie najwyraźniej to nie obchodzi, bo nadal krążą dookoła powarkując groźnie. Teraz dosłownie sekundy dzieliły ich od walki. A Shetani nawet czeła odliczać w myslach.
- 20, 19, 18, 17, 16, przydałby sie jakich popcorn - myslała - 15, 14, 13, tylko skąd go wziąsc, 12, 11, 10, liczę na Lennie, 9, 8, 7, należy się Savie za to co mi zrobił, 6, 5, 4, 3, 2, i...
-STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!
Nagle rozległ się tak głosny ryk że wszyscy zwrócili się w jego kierunku, a czarny i brązowa nagle stracili sobą zainteresowanie. Przez dłuższy moment nikt nie był wstanie zrozumieć co się stało. To wszystko działo się tak szybko. Shetani wydała z siebie nawet cichy pomruk niezadowolenia, które wywołało przerwanie bardzo interesującej walki. Cisza trwała, ale nikt nie odważył się jej przerwać. Bezdźwięczny moment coraz bardziej się wydłużał, a na dodatek niektórym zaczął on dzwonić w uszach. Trwało to i trwało i mogła by trwać nadal gdyby nie Rumia.
- no na co się tak patrzycie? - zaczęła nieśmiało - ktos musiał cos zrobić. Sava, Lennia. Jesteście dla mnie bardzo ważni nie chciałabym stracić któregokolwiek z was
Lwiaki czym prędzej zawstydzone spuściły głowy. W jednej chwili dotarło do nich co mieli zamiar zrobić.
- nie powiem nic rodzicom - znów zaczęła - ale pod jednym warunkiem...
Wszystkie oczy znów skierowały się na różową. Ale teraz gdy emocje prawie całkowicie już opadły najmłodsza trochę się zawahała. Nie lubiła przebywać w centrum uwagi. To nie była jej bajka, jednak co zaczęła musiała skończyć.
- wyświadczycie mi pewną przysługę - prawie wyszeptała - ale jaką to powiem wam później. A co do naszej wyprawy to proponuję by ci którzy mają na nią chęć po prostu tam poszli, a jesli ktos nie chce to może zostać. Co wy na to?
Rumia przemawiała niczym królowa, tyle że to brzmiało raczej jakby słowa monarchini wypowiadała otoczona antylopa bez szans na ucieczkę, która jednocześnie jest świadoma że to ona będzie dzisiaj kolacją. Jednakże młoda lwiczka miała w sobie ziarenko tego czegos. Potrafiła przekalkulować cała sytucację na spokojnie w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa. Teraz nie było powodu do kłótni, znikł nagle niczym mgła. Pomimo krwawiącej rany Sava uspokoił się dosć znacząco. Młodzieniec wzioł głęboki wdech po czym powiedział, a raczej wykrzyczał
- to w takim razie kto idzie? Jesli nie chcecie proszę bardzo, nikt nie musi isć, ale...-na chwilę przerwał- później nie miejcie pretensji że straciliście dobrą zabawę
Lwiaki tylko popatrzyły po sobie, jakby nie wiedząc co powiedzieć. Na ich szczęscie, a może nie? Sava wcale nie chciał słuchac tego co mają do powiedzenia. Po prostu odwrócił się i zaczoł powoli isć w stronę Złej Ziemi. Kto wie ile czasu by zajeło lwiątką zorientowanie się w sytuacji gdyby ku zdziwieniu wszystkich, Huzuni... ta ułożona i grzeczna lwiczka... ona po prostu ruszyła za Savą. W slad za nią ruszyła Shetani oraz Rumia, a po chwili wachania dołączyła do nich Altania. Gdy maluchy oddaliły się już znaczący kawałek również Mazuri ruszył w obranym przez nich kierunku. Tak że na miejscu zostali tylko Toren i Lennia. Jednak ani jedno, ani drugie nie miało zamiaru tam isć. Co prawda oboje zostali z roznych powodow, ale to nie miało znaczenia. Ważne że zostali, jednak nie mieli zamiaru spędzać razem czasu. Dlatego po niezbyt długiej chwili postanowili się rozejsć. Lennia do rafikiego, zas Toren ruszył w kierunku drzewa, niezbyt dużego, ale Toren je lubił i często tam przebywał, dlatego tam własnie ruszył. Nikt jednak nie spodziewał się że każda z drug którą obrali tego dnia tak na nich wpłynie.
- 20, 19, 18, 17, 16, przydałby sie jakich popcorn - myslała - 15, 14, 13, tylko skąd go wziąsc, 12, 11, 10, liczę na Lennie, 9, 8, 7, należy się Savie za to co mi zrobił, 6, 5, 4, 3, 2, i...
-STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!
Nagle rozległ się tak głosny ryk że wszyscy zwrócili się w jego kierunku, a czarny i brązowa nagle stracili sobą zainteresowanie. Przez dłuższy moment nikt nie był wstanie zrozumieć co się stało. To wszystko działo się tak szybko. Shetani wydała z siebie nawet cichy pomruk niezadowolenia, które wywołało przerwanie bardzo interesującej walki. Cisza trwała, ale nikt nie odważył się jej przerwać. Bezdźwięczny moment coraz bardziej się wydłużał, a na dodatek niektórym zaczął on dzwonić w uszach. Trwało to i trwało i mogła by trwać nadal gdyby nie Rumia.
- no na co się tak patrzycie? - zaczęła nieśmiało - ktos musiał cos zrobić. Sava, Lennia. Jesteście dla mnie bardzo ważni nie chciałabym stracić któregokolwiek z was
Lwiaki czym prędzej zawstydzone spuściły głowy. W jednej chwili dotarło do nich co mieli zamiar zrobić.
- nie powiem nic rodzicom - znów zaczęła - ale pod jednym warunkiem...
Wszystkie oczy znów skierowały się na różową. Ale teraz gdy emocje prawie całkowicie już opadły najmłodsza trochę się zawahała. Nie lubiła przebywać w centrum uwagi. To nie była jej bajka, jednak co zaczęła musiała skończyć.
- wyświadczycie mi pewną przysługę - prawie wyszeptała - ale jaką to powiem wam później. A co do naszej wyprawy to proponuję by ci którzy mają na nią chęć po prostu tam poszli, a jesli ktos nie chce to może zostać. Co wy na to?
Rumia przemawiała niczym królowa, tyle że to brzmiało raczej jakby słowa monarchini wypowiadała otoczona antylopa bez szans na ucieczkę, która jednocześnie jest świadoma że to ona będzie dzisiaj kolacją. Jednakże młoda lwiczka miała w sobie ziarenko tego czegos. Potrafiła przekalkulować cała sytucację na spokojnie w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa. Teraz nie było powodu do kłótni, znikł nagle niczym mgła. Pomimo krwawiącej rany Sava uspokoił się dosć znacząco. Młodzieniec wzioł głęboki wdech po czym powiedział, a raczej wykrzyczał
- to w takim razie kto idzie? Jesli nie chcecie proszę bardzo, nikt nie musi isć, ale...-na chwilę przerwał- później nie miejcie pretensji że straciliście dobrą zabawę
Lwiaki tylko popatrzyły po sobie, jakby nie wiedząc co powiedzieć. Na ich szczęscie, a może nie? Sava wcale nie chciał słuchac tego co mają do powiedzenia. Po prostu odwrócił się i zaczoł powoli isć w stronę Złej Ziemi. Kto wie ile czasu by zajeło lwiątką zorientowanie się w sytuacji gdyby ku zdziwieniu wszystkich, Huzuni... ta ułożona i grzeczna lwiczka... ona po prostu ruszyła za Savą. W slad za nią ruszyła Shetani oraz Rumia, a po chwili wachania dołączyła do nich Altania. Gdy maluchy oddaliły się już znaczący kawałek również Mazuri ruszył w obranym przez nich kierunku. Tak że na miejscu zostali tylko Toren i Lennia. Jednak ani jedno, ani drugie nie miało zamiaru tam isć. Co prawda oboje zostali z roznych powodow, ale to nie miało znaczenia. Ważne że zostali, jednak nie mieli zamiaru spędzać razem czasu. Dlatego po niezbyt długiej chwili postanowili się rozejsć. Lennia do rafikiego, zas Toren ruszył w kierunku drzewa, niezbyt dużego, ale Toren je lubił i często tam przebywał, dlatego tam własnie ruszył. Nikt jednak nie spodziewał się że każda z drug którą obrali tego dnia tak na nich wpłynie.
*
Gdzies w oddali tam gdzie nie sięga wzrok mieszkanców Lwiej Skły stała lwica. Dobrze wszystkim znana. W końcu to ona namieszała w życiu władców. Teraz była ona już w całkiem widocznej ciąży i zbliżała się do rozwiązania. Spoglądała smutno na ten teren sawanny. Wiedziała co chce zrobić, niestety teraz mogła tylko czekać. Oba maleństwa na których opierała wszystko były jeszcze nie gotowe, było za wczesnie. Jednak ona cały czas monitorowała co się działo na Lwiej Ziemi. Teraz wlasnie czekała na zwiadowcę. Nie niecierpliwiła choć czas mijał jej dosć wolno. Ona nie była jak inne lwice. Była zrodzona do takich rzeczy, a do tego dochodziło jeszcze wychowanie. Czas mijał, mijał, mijał, ciągnął się i ciągnął. Nie wiadomo jak długo czekała, ale była cierpliwa. Wiedziała że jej się to opłaci. Po bardzo, a to bardzo długie chwili. Usłyszała szelest. Doskonale wiedziała kto to, dlatego ie zlękła się.
- pani - lew delikatnie się przed nią skłonił - jest tak jak myslałas
- ile nam zostało? - zapytała podenerwowana
- wystarczająco- lew rozejrzał się wokół siebie - nasz król jest silniejszy niż się wydaje, ale wciąż jest niegotowy, a my...
- wiem - urwała mu krótko - już chyba czas wracać - spojrzała na towarzysza dając mu znak by ruszył do miejsca z którego przybyli
*
Tymczasem gromadka lwiątek zdążyła już dojsć do przejscia którym można było się dostać na Złą Ziemię. Przejcie nic się nie zmieniło od czasu gdy to Kiara postanowiła wybrac się na przechadzkę. Nadal było niebezpieczne, a na około pływały krokodyle. Maluchy stały w obliczu nieznanego. Sava prawie dopiął swego. Wystarczyło tylko przejsć po kładce i zaczynała się przygoda... przygoda której pragną...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam! Wiem że notatka dosć krótka, miała byc dłuższa, ale nie miałam za dużo czasu, a chciałam wam to już wrzucić. Teraz wracam na całego.
Pozdrawiam :)
środa, 14 grudnia 2016
SPOILER
Czasami zdarza mi się pisać fragmenty przyszłych notatek, dzisiaj postanowiłam pokazać wam taki fragment, jest to fragment notatki która ukaże się za wiele, wiele, wiele, naprawdę wiele, bardzo wiele notatek, w czasach gdy nasze lwiątka będą dorosłe i wiele z obecnych postaci dawno już będzie w zaświata, a wiele też nowych postaci się pojawi, więc to będzie nie prędko, ale mimo wszystko.
Czytasz na własną odpowiedzialność
UWAGA!!!!! SPOILER
- Sava gdzie jesteś? Kochany proszę odezwij się! Gdzie jesteś? - krzyczała Chortensja prawie płacząc - Odezwij się! Proszę... Proszę... Proszę
Niedoszła królowa nie wiedziała co zrobić, dookoła walały się tylko połamane drzewa oraz odłamki skał, a miedzy nimi to co najstraszniejsze, a mianowicie martwe ciała lwów i innych zwierząt. Na dodatek zaczęło zmierzchoć. Biała zalewała się łzami, jednak nie przerywała wołania.
Jeśli przeczytałeś/przeczytałaś możesz podzielić się opinią na ten temat bądź napisać jak myślisz co się stało, w jakim sensie zostały użyte dane słowa, kogo już nie będzie oraz kto wtedy zginął lub napisać poprastu co chcesz.
Jeśli nie przeczytałaś/przeczytałeś to miało będzie jeśli i tak zostawisz po sobie ślad (zawsze możesz podać swoją opinie na temat spoilerowania lub napisać coś innego)
Jest szansa że notatka z perspektywy pojawi się podczas przerwy świątecznej
Pozdrawiam
Przeczytasz zostaw po sobie ślad, proszę.
Czytasz na własną odpowiedzialność
UWAGA!!!!! SPOILER
- Sava gdzie jesteś? Kochany proszę odezwij się! Gdzie jesteś? - krzyczała Chortensja prawie płacząc - Odezwij się! Proszę... Proszę... Proszę
Niedoszła królowa nie wiedziała co zrobić, dookoła walały się tylko połamane drzewa oraz odłamki skał, a miedzy nimi to co najstraszniejsze, a mianowicie martwe ciała lwów i innych zwierząt. Na dodatek zaczęło zmierzchoć. Biała zalewała się łzami, jednak nie przerywała wołania.
Jeśli przeczytałeś/przeczytałaś możesz podzielić się opinią na ten temat bądź napisać jak myślisz co się stało, w jakim sensie zostały użyte dane słowa, kogo już nie będzie oraz kto wtedy zginął lub napisać poprastu co chcesz.
Jeśli nie przeczytałaś/przeczytałeś to miało będzie jeśli i tak zostawisz po sobie ślad (zawsze możesz podać swoją opinie na temat spoilerowania lub napisać coś innego)
Jest szansa że notatka z perspektywy pojawi się podczas przerwy świątecznej
Pozdrawiam
Przeczytasz zostaw po sobie ślad, proszę.
czwartek, 1 września 2016
Nagrody i Dyplomy
Tak jak rok temu, tak i w tym roku postanowiłam nagrodzić kilku blogerów za pracę jaką włożyli w tworzenie swojego bloga przez ostatni rok. Tym razem ograniczyłam ich ilość do 5 by przyznać dyplomy tylko tym którzy moim zdaniem przez cały tamten rok szkolny (+ wakacje) pisali najlepiej moim zdaniem. Jednak ja ja to mam okazało się że najchętniej przyznała bym nie 5 osobą, a 55. Jednak po długich namysłach wybrałam 5 z was, ale okazało się że jeden blog który wybrałam został usunięty :( Więc musiałam zdecydować jaki inny wstawić na to miejsce, ale dziś już mam całą piątkę, Mam nadzieję że ci których postanowiłam wyróżnić ucieszą się, a ci których tu zabrakło nie obrażą się na mnie, bo jest dużo więcej wspaniałych blogów, ale przez ostatni rok w najlepszej piątce (według mnie) znaleźli się: (kolejność przypadkowa)
Pozdrawiam wszystkich moich czytelników :)
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
#30.1. Dzień z perspektywy
No i jest obiecana notatka ;) Jednak podzieliłam ją na 3 częsci więc dzis tylko z perspektywy Rafikiego. A następne dwie to będzie z perspektywy kolejno Kovu i Savy. Mam nadzieję że spodoba wam się ta notatka bo nie łatwo mi było pisać w ten sposób.
_______________________________________________________________________________
Siedziałem w ciszy. Nie wiedziałem kto wszedł, ale nie martwiłem się tym. Wiedziałem że wkrótce się dowiem tak też się stało. Dostrzegłem Lennie, od razu domyśliłem się że przyszła sprawdzić co z Malaikim. Wchodząc najwyraźniej mnie nie zauważyła, od razu podeszła bowiem do swojego partnera. Zauważyłem na jej twarzy niepokój, który był wcale nie potrzebny. Z malcem nie było źle, jedynym powodem do zmartwienia było to że jeszcze się nie ocknął. Jednak po tego typu wypadkach o ile to można nazwać wypadkiem, to całkowicie normalne. Postanowiłem więc uspokoić księżniczkę.
- nie martw się wszystko będzie dobrze - powiedziałem
Momentalnie skierowała swój wzrok na mnie, wyglądała na zdziwioną, tak jakby nie spodziewała się mnie tutaj. Jednak szybko spostrzegłem że jej wzrok utkwił w Chortensji. Mała była przytomna, przeżyje, ale to jedyne czego byłam pewny. Powinienem wszystkich poinformować, jednak nie chciałem białej zostawiać samej. Postanowiłem więc wykorzystać obecność księżniczki.
- mogła byś mi w czymś pomóc? - zacząłem
- w czym? - odpowiedziała momentalnie
Spojrzałem do góry i mimowolnie zamknąłem oczy. Głęboko westchnąłem, ciężko było mi powiedzieć co tak naprawdę było powodem do rozpaczy. Tym większej iż Chortensja była ulubienicą króla. Jednak w końcu zebrałem się w sobie, poza tym nie pierwszy raz spotyka mnie coś podobnego.
- przyjaźnicie się z Chortensją, prawda? - zacząłem
- kolegujemy, przyjaźń to trochę za dużo powiedziane. Wszakże ona przyjaźni się z Shetani - odparła dość dziwnym tonem
Doskonale sam wiedziałem że lwiczki się nie znosiły od samego początku, ale jakoś musiałem zacząć rozmowę.
- Chortensja ocknęła się jak widzisz, ale... nie jest z nią najlepiej. Muszę o tym poinformować twojego ojca...
- więc w czym rzecz? - przerwała mi
Lennia zrobiła się bardzo arogancka. Ledwo ją poznawałem, nie była już w prawdzie maleńkim lwiątkiem i jej charakter ulegał zmianie, ale nie rozumiałem dlaczego aż tak się zmieniła. Dodatkowo przerażający był fakt że teraz to ona jest przyszłą królową. Nie przystępna, arogancka, myśląca tylko o sobie lwica na tronie? To z całą pewnością nie wróżyło nic dobrego. Istniała jednak na szczęście jeszcze szansa że królem będzie Sava, jednak ona nikła razem z dobrocią brązowej. Wielokrotnie próbowałem się dowiedzieć od duchów kto będzie następnym władcą, jednak oni ciągle milczeli. Ich cisza była niepokojąca, mogła zwiastować wiele rzeczy i to nie konieczne dobrych.
- ehemm... - usłyszałem nagle
Spojrzałem na Lennie nie wyglądała na zadowoloną. Podejrzewam że było to spowodowane moim nagłym przerwaniem rozmowy, ale co ja mogłem na to poradzić po prostu tak mam. Widząc że złość wzrasta u niej z każdą chwilą postanowiłem powrócić do rozmowy
- na czym to skończyliśmy? Pamięć trochę mi szwankuje - wykrztusiłem
Księżniczka przekręciła oczami. Na jej twarzy malował się gniew jednak wymusiła na sobie uśmiech, albo coś do niego podobnego. Sam zresztą nie wiem wzrok też mam słaby. W końcu jednak cicho chrząknęła.
- miałeś do mnie jakąś prośbę
Zacząłem się chwilę zastanawiać co ja mogłem chcieć. Nic mi jednak nie przychodziło do głowy. Nie byłem już taki jak dawniej. Wiek robił swoje. Zacząłem gorączkowo myśleć o wszystkim, a przede wszystkim o tym co ja takiego mogłem chcieć. Trochę to zajęło jednak w końcu przypomniałem sobie o Chortensji i tym że nie mogę zostawić jej samej, a więc dłużej nie zwlekając zwróciłem się do księżniczki
- wprawdzie twoja przyjaciółka się ocknęła się, ale...
- koleżanka!!!!! Ile razy mam powtarzać - przerwała mi prawie krzycząc
Spojrzałem na nią karcąco, ale co ja mogłem zrobić nie miałem na nią żadnego wpływu. Mogłem wprawdzie o niej porozmawiać z królem, ale nie spodziewałbym się efektu, a to dlatego gdyż Kovu zrobił się bardzo nie przystępy. Jednak z nim to już nikt nie mógł nic poradzić. Pan i władca, tyle można o nim powiedzieć. No cóż jakby nie było muszę teraz się do niego wybrać.
- mogła byś przypilnować Chortensji, abym ja mógł iść do twojego ojca? - zwróciłem się z powrotem do następczyni
Spojrzała na mnie tak jakby czegoś nie zrozumiała i już miałem jej ochotę to powtórzyć. Jednak wstrzymałem się na chwilę i jak się okazało słusznie
- jasne - burknęła tak jakby chciała, a nie mogła
Nie czekając więc dłużej chwyciłem laskę i popędziłem w kierunku zejścia z baobabu, jednak kiedy byłem już na miejscu spojrzałem jeszcze raz w stronę Chortensji i Malaikiego
- biedactwa - pomyślałem po czym zsunąłem się z drzewa
Trochę co prawda się potłukłem, ale co to dla mnie przeżyłem czasy Mufasy, Skazy, Simby, a teraz Kovu. Może nawet dożyję momentu kiedy na tron wstąpi Lennia lub Sava. Sam nie wiem, ale parę siniaków to dla mnie nic. Szybko zebrałem się jednak w sobie kończąc rozmyślania. Bowiem czym prędzej wrócę z powrotem tym lepiej. Ruszyłem w kierunku Lwiej Skały. Lwiątka zapewne powiedziałyby że nawet antylopa z kamieniami na plecach i trzymana przez lwa szybciej by dotarła od mnie, ale cóż starałem się być jak najszybszy. W końcu jednak udało mi się dotrzeć na miejsce. Prawie. Musiałem jeszcze wspiąć się na górę co nie było ze względu na mój wiek łatwe. Ale jednak możliwe. Dlatego po dłuższym czasie udało mi się pokonać połowę drogi. Więc pół sukcesu za mną jeszcze drugie pół i będę na miejscu. Pozostała część drogi na szczęście była łagodniejsza, więc dalsza droga zajęła mi o wiele mniej czasu. W końcu udało się. Odetchnąłem z ulgą. Powinienem był od razu ruszyć do jaskini, gdzie spodziewałem się Kovu, ale musiałem chwilę odpocząć gdyż byłem bardzo zmęczony. Usiadłem więc na jakiejś skałce i chwilę odpoczywałem, po czym ruszyłem do miejsca gdzie miałem nadzieję spotkać króla. Na szczęście było to niedaleko więc szybko i baz trudu dotarłem na miejsce. Ku mojemu zadowoleniu władca był tam gdzie przewidywałem.
- witaj - zacząłem - mam ważne wiadomości
Spojrzał na mnie i chwilę coś mruczał, ale tak cicho że nic nie było słychać. W końcu podszedł bliżej.
- witaj Rafiki - próbował być miły - o co chodzi tym razem?
- o Chortensję...
- co z nią?
Wyglądał na wystraszonego, jakby się o nią bał. Wiedziałem że martwi się o nią i troszczy nawet bardziej niż o własne córki, ale takiego strachu nie widziałem u niego od czasu gdy został wygnany. Bardzo często zastanawiałem się co on tak naprawdę widzi w tej lwiczce, ale niczego nie wywnioskowałem.
- ocknęła się - odezwałem się w końcu
Kovu w ułamku sekundy wybiegł z jaskini, ale po chwili wrócił.
- wskakuj na mój grzbiet - rzucił oschle
Bardzo chętnie z tego skorzystałem, dzięki czemu w oka mgnieniu znaleźliśmy się pod moim baobabem. Jednak drogę na drzewo musiałem pokonać już sam. Król wykonał jeden skok i był na górze, ja potrzebowałem trochę więcej czasu, ale nie zajęło mi to więcej czasu niż gdybym był małym lwiątkiem. W końcu udało mi się dostać, więc czym prędzej podszedłem do Chortensji. Kovu patrzył na nią i co chwila nerwowo przestępował z łapy na łapę. Wyglądał na zdziwionego. Podejrzewam że spodziewał się iż mała będzie w pełni sił. W każdym razie należało mu wszystko wyjaśnić. Właśnie zamierzałem coś powiedzieć, gdy usłyszałem...
- co się stało?
Była to Chortensja. W pierwszej chwili trochę mnie zatkało, jednak szybko dotarło do mnie że tak naprawdę to dobrze że mała zaczęła mówić. Król na pewno się ucieszył, jednak kompletnie nie zwróciłem na niego uwagi. Szybko podszedłem do białej, a po chwili zacząłem wyjaśniać jej wszystko co zaszło. Wprawdzie trochę mi to zajęło i nie obyło się bez pomocy władcy, ale w końcu Chortensja dowiedziała się o wszystkim co zaszło. Była odrobinę zdezorientowana, a nawet próbowała wstawać. Jednak pomału wszystko sobie poukładała w głowie, niestety wstać nie mogła gdyż łapy odmówiły jej posłuszeństwa. Tego właśnie się obawiałem. W obecnej sytuacji, byłem pewny że jej przyszłość nie będzie usłana różami. Nie chciałem jej jednak straszyć, a królowi też postanowiłem tymczasowo nic nie mówić. Wiedziałem że w końcu będę to musiał ujawnić, ale to nie mogło się wydarzyć teraz, nie i już. Jak zwykle pogrążyłem się w swoich myślach. Był bym w tym stanie jeszcze długo gdyby coś, a konkretnie ktoś mnie z nich nie wyrwał.
- Rafiki!!!!!! - rykną Kovu
- tak? - zapytałem będąc nie do końca świadomy o co tak naprawdę może chodzić
- co z nią?
- czas pokaże - w istocie najbliższa przyszłość miała pokazać jak potoczy się jej dalsze życie, ale szczery to ja nie byłem
Bardzo chciałem coś z tym zrobić, ale chcieć to nie zawsze móc. Rzeczywistości często bywa okrutna. Miałem jednak cichą nadzieję że wyliże się z tego, dodatkowo nie opuszczało mnie wrażenie że posiada swojego strażnika. Był to dla mnie wielki szok gdyż własnym opiekunem nie mógł poszczycić się byle lew. Nie miałem jednak pewności, a ilekroć próbowałem dowiedzieć się od dawnych władców czy moje podejrzenia są słuszne oni... milkli. Byłem bezradny, a może nawet zagubiony. Nie jest to dla mnie normalne, ale na szczęście jakoś sobie z tym radzę. Małe lwiątko, a tyle zagadek. Jestem pewny że skrywa nie jedną tajemnice.
- "przyczyni się do wielu nie przyjemnych zdarzeń, choć na pozór nie będzie miała z tym związku" - dowiedziałem się kiedyś od Mufasy
Z nią z całą pewnością jest coś nie tak. Może to głupio zabrzmi, ale postanowiłem ją zapytać w prost.
- Chortensja, nie ukrywasz czegoś przed nami?
Cała obecna tu trójka spojrzała na mnie dziwnie.
- gwiazdy zmieniają położenie cały czas, ale jeśli coś mają w sobie ukrytego ustają - powiedziałem by zrozumieli, ale po ich pyskach wnioskuje że nadal nie mieli pojęcia co ja mówię
Zapanowała cisza, jakby czas przestał płynąć Wszystko się zatrzymało. Nawet wiatr nie śmiał przerwać tej chwili. Ale nie wiem czy było bardziej dziwnie czy wyniośle. Mogło by to trwać jeszcze długo, gdyby... no własnie gdyby nie zachowanie naszego najznamienitszego króla który oprócz tego że z dnia na dzień jest coraz bardziej okrutny, to na dodatek kompletnie brak mu dobrych manier. Widać to było wyraźnie w tej sytuacji, gdy przerwał ten moment głośnym chrząknięciem. Oczywiście od razu spojrzałem na niego i czekałem na jakieś wyjaśnienia.
- możecie na chwilę wyjść - usłyszałem - chciałby porozmawiać chwilę na osobności z Chortensją
Spojrzałem na niego pytająco, jednak on tylko głośno się zaśmiał. Nie czekając więc dłużej oddaliłem się. Lenia musiała zrobić to chwilę przed mną gdyż już jej nigdzie nie widziałem. Postanowiłem iść na drugi koniec drzewa. Tam gdzie znajdują się malunki obecnej rodziny królewskiej. Tam też się udałem. kiedy dotarłem na miejsce uważnie zacząłem oglądać każdy z osobna. Nie wiem czego dokładnie szukałem, jednak chciałem w końcu dowiedzieć się co z skrywa król? Dlaczego jego i Kiary stosunki tak się pogorszyły? Kto obejmie tron? Jaką rolę ma w tym wszystkim Chortensja? Była jeszcze jedna rzecz związana tylko i wyłącznie z rodziną
królewską. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl. Działo się bowiem coś złego, coś co nie opuszczało jaskini. Nikt o tym nie wiedział, ja również. Byłem jednak pewny że cos jest na rzeczy. Czyjeś życie wkrótce się zakończy. ale to nie będzie byle lew czy lwica. Tak przynajmniej twierdziła Uru (jedna z dawnych królowych). Szukałem odpowiedzi dość długo. Tak długo że słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Nic jednak nie odkryłem, a może jednak? Sam już nie wiem w każdym razie szybko wróciłem do Chortensji i Malaikiego. Biała spała, a po królu nie było śladu. Postanowiłem więc że i ja już ułożę się do snu, a resztą spraw zajmę się jutro z samego rana.
_______________________________________________________________________________
Siedziałem w ciszy. Nie wiedziałem kto wszedł, ale nie martwiłem się tym. Wiedziałem że wkrótce się dowiem tak też się stało. Dostrzegłem Lennie, od razu domyśliłem się że przyszła sprawdzić co z Malaikim. Wchodząc najwyraźniej mnie nie zauważyła, od razu podeszła bowiem do swojego partnera. Zauważyłem na jej twarzy niepokój, który był wcale nie potrzebny. Z malcem nie było źle, jedynym powodem do zmartwienia było to że jeszcze się nie ocknął. Jednak po tego typu wypadkach o ile to można nazwać wypadkiem, to całkowicie normalne. Postanowiłem więc uspokoić księżniczkę.
- nie martw się wszystko będzie dobrze - powiedziałem
Momentalnie skierowała swój wzrok na mnie, wyglądała na zdziwioną, tak jakby nie spodziewała się mnie tutaj. Jednak szybko spostrzegłem że jej wzrok utkwił w Chortensji. Mała była przytomna, przeżyje, ale to jedyne czego byłam pewny. Powinienem wszystkich poinformować, jednak nie chciałem białej zostawiać samej. Postanowiłem więc wykorzystać obecność księżniczki.
- mogła byś mi w czymś pomóc? - zacząłem
- w czym? - odpowiedziała momentalnie
Spojrzałem do góry i mimowolnie zamknąłem oczy. Głęboko westchnąłem, ciężko było mi powiedzieć co tak naprawdę było powodem do rozpaczy. Tym większej iż Chortensja była ulubienicą króla. Jednak w końcu zebrałem się w sobie, poza tym nie pierwszy raz spotyka mnie coś podobnego.
- przyjaźnicie się z Chortensją, prawda? - zacząłem
- kolegujemy, przyjaźń to trochę za dużo powiedziane. Wszakże ona przyjaźni się z Shetani - odparła dość dziwnym tonem
Doskonale sam wiedziałem że lwiczki się nie znosiły od samego początku, ale jakoś musiałem zacząć rozmowę.
- Chortensja ocknęła się jak widzisz, ale... nie jest z nią najlepiej. Muszę o tym poinformować twojego ojca...
- więc w czym rzecz? - przerwała mi
Lennia zrobiła się bardzo arogancka. Ledwo ją poznawałem, nie była już w prawdzie maleńkim lwiątkiem i jej charakter ulegał zmianie, ale nie rozumiałem dlaczego aż tak się zmieniła. Dodatkowo przerażający był fakt że teraz to ona jest przyszłą królową. Nie przystępna, arogancka, myśląca tylko o sobie lwica na tronie? To z całą pewnością nie wróżyło nic dobrego. Istniała jednak na szczęście jeszcze szansa że królem będzie Sava, jednak ona nikła razem z dobrocią brązowej. Wielokrotnie próbowałem się dowiedzieć od duchów kto będzie następnym władcą, jednak oni ciągle milczeli. Ich cisza była niepokojąca, mogła zwiastować wiele rzeczy i to nie konieczne dobrych.
- ehemm... - usłyszałem nagle
Spojrzałem na Lennie nie wyglądała na zadowoloną. Podejrzewam że było to spowodowane moim nagłym przerwaniem rozmowy, ale co ja mogłem na to poradzić po prostu tak mam. Widząc że złość wzrasta u niej z każdą chwilą postanowiłem powrócić do rozmowy
- na czym to skończyliśmy? Pamięć trochę mi szwankuje - wykrztusiłem
Księżniczka przekręciła oczami. Na jej twarzy malował się gniew jednak wymusiła na sobie uśmiech, albo coś do niego podobnego. Sam zresztą nie wiem wzrok też mam słaby. W końcu jednak cicho chrząknęła.
- miałeś do mnie jakąś prośbę
Zacząłem się chwilę zastanawiać co ja mogłem chcieć. Nic mi jednak nie przychodziło do głowy. Nie byłem już taki jak dawniej. Wiek robił swoje. Zacząłem gorączkowo myśleć o wszystkim, a przede wszystkim o tym co ja takiego mogłem chcieć. Trochę to zajęło jednak w końcu przypomniałem sobie o Chortensji i tym że nie mogę zostawić jej samej, a więc dłużej nie zwlekając zwróciłem się do księżniczki
- wprawdzie twoja przyjaciółka się ocknęła się, ale...
- koleżanka!!!!! Ile razy mam powtarzać - przerwała mi prawie krzycząc
Spojrzałem na nią karcąco, ale co ja mogłem zrobić nie miałem na nią żadnego wpływu. Mogłem wprawdzie o niej porozmawiać z królem, ale nie spodziewałbym się efektu, a to dlatego gdyż Kovu zrobił się bardzo nie przystępy. Jednak z nim to już nikt nie mógł nic poradzić. Pan i władca, tyle można o nim powiedzieć. No cóż jakby nie było muszę teraz się do niego wybrać.
- mogła byś przypilnować Chortensji, abym ja mógł iść do twojego ojca? - zwróciłem się z powrotem do następczyni
Spojrzała na mnie tak jakby czegoś nie zrozumiała i już miałem jej ochotę to powtórzyć. Jednak wstrzymałem się na chwilę i jak się okazało słusznie
- jasne - burknęła tak jakby chciała, a nie mogła
Nie czekając więc dłużej chwyciłem laskę i popędziłem w kierunku zejścia z baobabu, jednak kiedy byłem już na miejscu spojrzałem jeszcze raz w stronę Chortensji i Malaikiego
- biedactwa - pomyślałem po czym zsunąłem się z drzewa
Trochę co prawda się potłukłem, ale co to dla mnie przeżyłem czasy Mufasy, Skazy, Simby, a teraz Kovu. Może nawet dożyję momentu kiedy na tron wstąpi Lennia lub Sava. Sam nie wiem, ale parę siniaków to dla mnie nic. Szybko zebrałem się jednak w sobie kończąc rozmyślania. Bowiem czym prędzej wrócę z powrotem tym lepiej. Ruszyłem w kierunku Lwiej Skały. Lwiątka zapewne powiedziałyby że nawet antylopa z kamieniami na plecach i trzymana przez lwa szybciej by dotarła od mnie, ale cóż starałem się być jak najszybszy. W końcu jednak udało mi się dotrzeć na miejsce. Prawie. Musiałem jeszcze wspiąć się na górę co nie było ze względu na mój wiek łatwe. Ale jednak możliwe. Dlatego po dłuższym czasie udało mi się pokonać połowę drogi. Więc pół sukcesu za mną jeszcze drugie pół i będę na miejscu. Pozostała część drogi na szczęście była łagodniejsza, więc dalsza droga zajęła mi o wiele mniej czasu. W końcu udało się. Odetchnąłem z ulgą. Powinienem był od razu ruszyć do jaskini, gdzie spodziewałem się Kovu, ale musiałem chwilę odpocząć gdyż byłem bardzo zmęczony. Usiadłem więc na jakiejś skałce i chwilę odpoczywałem, po czym ruszyłem do miejsca gdzie miałem nadzieję spotkać króla. Na szczęście było to niedaleko więc szybko i baz trudu dotarłem na miejsce. Ku mojemu zadowoleniu władca był tam gdzie przewidywałem.
- witaj - zacząłem - mam ważne wiadomości
Spojrzał na mnie i chwilę coś mruczał, ale tak cicho że nic nie było słychać. W końcu podszedł bliżej.
- witaj Rafiki - próbował być miły - o co chodzi tym razem?
- o Chortensję...
- co z nią?
Wyglądał na wystraszonego, jakby się o nią bał. Wiedziałem że martwi się o nią i troszczy nawet bardziej niż o własne córki, ale takiego strachu nie widziałem u niego od czasu gdy został wygnany. Bardzo często zastanawiałem się co on tak naprawdę widzi w tej lwiczce, ale niczego nie wywnioskowałem.
- ocknęła się - odezwałem się w końcu
Kovu w ułamku sekundy wybiegł z jaskini, ale po chwili wrócił.
- wskakuj na mój grzbiet - rzucił oschle
Bardzo chętnie z tego skorzystałem, dzięki czemu w oka mgnieniu znaleźliśmy się pod moim baobabem. Jednak drogę na drzewo musiałem pokonać już sam. Król wykonał jeden skok i był na górze, ja potrzebowałem trochę więcej czasu, ale nie zajęło mi to więcej czasu niż gdybym był małym lwiątkiem. W końcu udało mi się dostać, więc czym prędzej podszedłem do Chortensji. Kovu patrzył na nią i co chwila nerwowo przestępował z łapy na łapę. Wyglądał na zdziwionego. Podejrzewam że spodziewał się iż mała będzie w pełni sił. W każdym razie należało mu wszystko wyjaśnić. Właśnie zamierzałem coś powiedzieć, gdy usłyszałem...
- co się stało?
Była to Chortensja. W pierwszej chwili trochę mnie zatkało, jednak szybko dotarło do mnie że tak naprawdę to dobrze że mała zaczęła mówić. Król na pewno się ucieszył, jednak kompletnie nie zwróciłem na niego uwagi. Szybko podszedłem do białej, a po chwili zacząłem wyjaśniać jej wszystko co zaszło. Wprawdzie trochę mi to zajęło i nie obyło się bez pomocy władcy, ale w końcu Chortensja dowiedziała się o wszystkim co zaszło. Była odrobinę zdezorientowana, a nawet próbowała wstawać. Jednak pomału wszystko sobie poukładała w głowie, niestety wstać nie mogła gdyż łapy odmówiły jej posłuszeństwa. Tego właśnie się obawiałem. W obecnej sytuacji, byłem pewny że jej przyszłość nie będzie usłana różami. Nie chciałem jej jednak straszyć, a królowi też postanowiłem tymczasowo nic nie mówić. Wiedziałem że w końcu będę to musiał ujawnić, ale to nie mogło się wydarzyć teraz, nie i już. Jak zwykle pogrążyłem się w swoich myślach. Był bym w tym stanie jeszcze długo gdyby coś, a konkretnie ktoś mnie z nich nie wyrwał.
- Rafiki!!!!!! - rykną Kovu
- tak? - zapytałem będąc nie do końca świadomy o co tak naprawdę może chodzić
- co z nią?
- czas pokaże - w istocie najbliższa przyszłość miała pokazać jak potoczy się jej dalsze życie, ale szczery to ja nie byłem
Bardzo chciałem coś z tym zrobić, ale chcieć to nie zawsze móc. Rzeczywistości często bywa okrutna. Miałem jednak cichą nadzieję że wyliże się z tego, dodatkowo nie opuszczało mnie wrażenie że posiada swojego strażnika. Był to dla mnie wielki szok gdyż własnym opiekunem nie mógł poszczycić się byle lew. Nie miałem jednak pewności, a ilekroć próbowałem dowiedzieć się od dawnych władców czy moje podejrzenia są słuszne oni... milkli. Byłem bezradny, a może nawet zagubiony. Nie jest to dla mnie normalne, ale na szczęście jakoś sobie z tym radzę. Małe lwiątko, a tyle zagadek. Jestem pewny że skrywa nie jedną tajemnice.
- "przyczyni się do wielu nie przyjemnych zdarzeń, choć na pozór nie będzie miała z tym związku" - dowiedziałem się kiedyś od Mufasy
Z nią z całą pewnością jest coś nie tak. Może to głupio zabrzmi, ale postanowiłem ją zapytać w prost.
- Chortensja, nie ukrywasz czegoś przed nami?
Cała obecna tu trójka spojrzała na mnie dziwnie.
- gwiazdy zmieniają położenie cały czas, ale jeśli coś mają w sobie ukrytego ustają - powiedziałem by zrozumieli, ale po ich pyskach wnioskuje że nadal nie mieli pojęcia co ja mówię
Zapanowała cisza, jakby czas przestał płynąć Wszystko się zatrzymało. Nawet wiatr nie śmiał przerwać tej chwili. Ale nie wiem czy było bardziej dziwnie czy wyniośle. Mogło by to trwać jeszcze długo, gdyby... no własnie gdyby nie zachowanie naszego najznamienitszego króla który oprócz tego że z dnia na dzień jest coraz bardziej okrutny, to na dodatek kompletnie brak mu dobrych manier. Widać to było wyraźnie w tej sytuacji, gdy przerwał ten moment głośnym chrząknięciem. Oczywiście od razu spojrzałem na niego i czekałem na jakieś wyjaśnienia.
- możecie na chwilę wyjść - usłyszałem - chciałby porozmawiać chwilę na osobności z Chortensją
Spojrzałem na niego pytająco, jednak on tylko głośno się zaśmiał. Nie czekając więc dłużej oddaliłem się. Lenia musiała zrobić to chwilę przed mną gdyż już jej nigdzie nie widziałem. Postanowiłem iść na drugi koniec drzewa. Tam gdzie znajdują się malunki obecnej rodziny królewskiej. Tam też się udałem. kiedy dotarłem na miejsce uważnie zacząłem oglądać każdy z osobna. Nie wiem czego dokładnie szukałem, jednak chciałem w końcu dowiedzieć się co z skrywa król? Dlaczego jego i Kiary stosunki tak się pogorszyły? Kto obejmie tron? Jaką rolę ma w tym wszystkim Chortensja? Była jeszcze jedna rzecz związana tylko i wyłącznie z rodziną
królewską. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl. Działo się bowiem coś złego, coś co nie opuszczało jaskini. Nikt o tym nie wiedział, ja również. Byłem jednak pewny że cos jest na rzeczy. Czyjeś życie wkrótce się zakończy. ale to nie będzie byle lew czy lwica. Tak przynajmniej twierdziła Uru (jedna z dawnych królowych). Szukałem odpowiedzi dość długo. Tak długo że słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Nic jednak nie odkryłem, a może jednak? Sam już nie wiem w każdym razie szybko wróciłem do Chortensji i Malaikiego. Biała spała, a po królu nie było śladu. Postanowiłem więc że i ja już ułożę się do snu, a resztą spraw zajmę się jutro z samego rana.
niedziela, 15 maja 2016
Pierwsze Urodziny!!!!!
Dzisiaj dokładnie mija rok odkąd założyłam tego o to bloga. Podczas całego jego istnienia już kilka razy miał być zawieszany jednak tak się nie stało. Ten blog osiągnął taki sukces tylko dzięki wam. Miałam wstawić tę notatkę jeden dzień z perspektywy każdej z trzech postaci które osiągną najwięcej głosów w ankiecie, niestety sytuacje losowe nie pozwoliły mi na to. Dlatego przedłużam ważność ankiety i jeśli ktoś nie zagłosował może to zrobić, a notatka pojawi się jak tylko uporam sprawy prywatne. Ale ja tu się rozpisuję, a tu dziś no moim blogu święto. Mam nadzieję że cieszycie się razem ze mną że to już rok :)
środa, 4 maja 2016
#29. Problem akceptacji
Nastał kolejny dzień. Sava nie mógł się otrząsnąć po tym co się stało. Wiedział że na to zasłużył. Jednak gdzieś w głębi serca wierzył iż do tego nie dojdzie. Przyszły król powinien szanować wszystkich i wszystko, a on rzucił się bez większych powodów na przyjaciela. Jego koronacja lub jej brak zależała teraz tylko od Malaikiego. Książę jednak nie miał złudzeń że kremowy jako partner Lenni, obecnej następczyni tronu nie przepuścić takiej okazji. W końcu jakby nie patrzeć w grę wchodził tron Lwiej Ziemi. Nie każdy ma szanse choćby się do niego zbliżyć, nie mówiąc o władaniu nim oraz całą Lwią Ziemią. Czarny jednak bardziej niż o tron martwił się jednak o przyjaciela. W końcu brak władzy to nie koniec świata. Zawsze może być na przykład lwem patrolującym, albo walczącym, a nawet królewskim doradcą. Władza dla niego to nie wszystko, znakomicie widział siebie również w innej roli. Już od jakiegoś czasu uważał że brązowa lepiej sprawdzi się na tronie niż on. Była taka mądra i dobra że, aż wydawało się to nierealne, jednak tak było. Sava bardzo chciał sprawdzić co u przyjaciela, niestety zabroniono mu tego. To spowodowało że maluch siedział sam, smutny w jaskini. Niespodziewanie do groty wbiegła Huzuni razem z Rumią, były bardzo rozradowane. Skakały wokoło i coś mówiły jednak ciężko je było zrozumieć. Nagle jak na komendę obie spoważniały i podeszły do Savy.
- będziesz tak tu siedział cały dzień? - zaczęła Huzuni
- a co mam innego robić, mój przyjaciel jest przez mnie w krytycznym stanie. Siostra mnie nienawidzi, a rodzice nie chcą mnie widzieć, nie mówiąc już o reszcie stada
- chyba trochę przesadzasz - odparła
- czyżby?
- tak! Nie marudź, tylko choć z nami się przejść
Książę wstał i ruszył przed siebie z lwiczkami. Pomimo iż był naprawdę zdołowany cieszył się iż ktoś jeszcze na tym świecie się nim interesował. Nie chciał jednak tego okazywać, dlatego ciągle musiał tłumić delikatny uśmieszek pojawiający się na jego pyszczku. Krążyli w milczeniu po sawannie bez najmniejszego celu. Nagle nie wiadomo czemu coś ich tchnęło i postanowili skręcić nad wodopój. Wszyscy doskonale wiedzieli że o tej porze prawie nikt tam nie chodzi, ale mimo wszystko tam ruszyli. Lwiczki widziały w tym okazję do rozmowy, a książę zdawał sobie sprawę co zamierzają. Nie zamierzał jednak protestować, w zasadzie to sam chciał tam iść. Miał jakieś dziwne przeczucie, zdawało mu się że jest tam coś ważnego i nie omylił się. Kiedy dotarli na miejsce, nie zauważyli niczego niezwykłego. Sava mimo miał jednak wrażenie że coś jest tu nie tak, dlatego zaczął obchodzić taflę wody dookoła. Zadziwiona Rumia wraz z Huzuni ruszyły za nim. Kiedy już oddalili się o całkiem spory kawałek, coś zwróciło ich uwagę. Była to biała plama oddalona o kilkanaście metrów. Książę bez większego zastanowienia skierował się w to miejsce, a lwiczki były tuż za nim. Cała trójka szła ostrożnie i powoli, w każdej chwili byli gotowi do ucieczki. Rumia i Huzuni drżały ze strachu, czarny jednak bez najmniejszego strachu zmierzał ku postaci. Po dłuższym czasie znaleźli się w wystarczającej odległości aby stwierdzić że jest to lwiak w ich wieku. Sava pamiętając nauki ojca z czasów kiedy jeszcze był następcą, śmiało podszedł do przybysza, zostawiając towarzyszki z dala. Chciał się dowiedzieć przede wszystkim, kim jest oraz czego tu szuka. To sprawiło że sam podszedł do białego. Książę bardzo się zadziwił ponieważ nieznajomy był bardzo zapłakany i nawet nie zwrócił na niego uwagi. Sava nie należał do cierpliwych, dlatego postanowił zwrócić uwagę przybysza.
- yhmm... Jestem książę i następ... to jest książę Sava, syn władców tych ziem, a ty kim jesteś? - zaczął
Odpowiedziała mu jedynie cisza. Przybysz wcale nie reagował, wciąż spoglądał w taflę wody i płakał. Nic do niego nie docierało, pomimo iż czarny powtórzył swoją przemowę wielokrotnie. Rumia już nawet zaczęła się śmiać z brata. Nie rozumiała jego uporu. Ona sama już dawno by dopuściła, ale zawsze była inna niż jej brat i siostra. Huzuni nie podzielała jej entuzjazmu, miała mieszane uczucia. Siostra Kiary nie zamierzała jednak dłużej przyglądać się całemu widowisku, dlatego podeszła do lwiaków. Książę lekko na nią zawarczał, aby wracała gdzie jej miejsce, jednak ona nie zwróciła na niego żadnej uwagi. Podeszła do przybysza i z całej siły uderzyła go w kark. Tak jak myślała, poskutkowało. Biały natychmiast wyrwał się z zamyśleń i z przerażeniem spojrzał na nieznane mu lwiątka. Już miał coś powiedzieć jednak czarny go uprzedził.
- to jest Lwia Ziemia królestwo moich rodziców, a ja jestem książę Sava. Ty kim jesteś i czego tu szukasz?
Przybyszowi napłynęły łzy do oczu, jeszcze nie otrząsną się z niedawnych wydarzeń, a już musiał się zmierzyć z nowymi problemami. Dodatkowo książę mówił takim tonem że mógłby wystraszyć każdego, a zwłaszcza lwiątko po przeżyciach. Nie zwlekał jednak z odpowiedzią.
- nazywam się Mazuri i pochodzę z Perłowej Ziemi. Dlaczego tu jestem? Sam nie wiem, trafiłem tu gdy błąkałem się po różnych miejscach. Uciekam tak z jednego miejsca do drugiego, od kąt straciłem rodziców
Wszyscy bez wyjątku byli zszokowani jego wypowiedzią. Nikt nawet nie śmiał myśleć że ktoś tak może mieć złe zamiary. Również nikt nie miał pojęcia co robić. Najlepszym rozwiązaniem było iść z tym do dorosłych. Tylko do kogo? Najlepiej do władców. Maluchy nie wiedziały jak oni zareagują, dlatego wciąż stali i wymieniali niepewne spojrzenia z Mazurim. Księciu już się nudziło, dlatego postanowił zakończyć to milczenie.
- miło cię poznać Mazuri. Chodźmy może do moich rodziców, możliwe że ci pomogą
- dlaczego nie - odparł nadal zapłakany Mazuri
Czała czwórka ruszyła w kierunku Lwiej Skały. Wszyscy milczeli oprócz księcia, który usilnie próbował dowiedzieć się czegoś więcej o przybyszy. Mazuri wciąż jednak milczał. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, iż nie miał kolorowo w życiu i nie chce do tego wracać. W końcu wszyscy dotarli na miejsce. Biały trochę przeraził się ogromem miejsca, ale mimo wszystko wszedł za pozostałymi. Sava szybko zauważył matkę i ojca, więc czym prędzej do nich podszedł i po krótkiej wymianie zdań wszyscy podeszli do przybysza.
- a więc nie masz domu? - zaczął Kovu
- nie - powiedział cichutko Mazuri
- i chciałbyś tu zostać?
- jeśli bym mógł
Całą sytuacją zainteresowała się Vitani, która akurat była niedaleko.
- no nie wiem, musiałby się ktoś tobą zająć, a poza tym...
Do rozmowy postanowiła się włączyć siostra Króla
- przepraszam bracie że ci przerywam, ale ja mogę się nim zająć - straciła się Vitani
Wszyscy byli tym zdziwieni, a najbardziej. Skoro jednak sama chciała, to problem opiekuna był rozwiązany, ale... Mimo wszystko to kolejne lwiątko w stadzie. Kovu i Kiara mieli dylemat czy się zgodzić czy nie. W końcu przyprowadził go Sava który wczoraj nieźle się popisał. Zaczęli się poważnie zastanawiać. W końcu wymienili pomiędzy sobą porozumiewawcze spojrzenia, po czym Kiara zabrała głos
- przyjmiemy cię do stada, od dziś masz się słuchać Vitani - dowiedziawszy to zwruciła się do pomarańczowej - pokaż mu wszystko
- tak jest - skłoniła się lekko i zabrała wciąż smutnego lewka
Kovu i Kiara wrócili do wcześniejszej rozmowy, a tak właściwie kłótni. Maluchy zaś postanowili odszukać Lennię, Altanię, Shetani i Torena, dlatego ruszyli z powrotem na sawannę. Mieli, im bowiem co opowiadać .
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy postać z konkursu :) (właścicielkę postaci proszę o niezdradzanie jego historii, ujawnię ja z czasem) Rozdział szybko, ale i tak jest okropny kolejny krótki i beznadziejny. Ostatnio nic nie umiem napisać porządnie, ale może jakoś wytrzymacie mój kryzys twórczy.
:)
- będziesz tak tu siedział cały dzień? - zaczęła Huzuni
- a co mam innego robić, mój przyjaciel jest przez mnie w krytycznym stanie. Siostra mnie nienawidzi, a rodzice nie chcą mnie widzieć, nie mówiąc już o reszcie stada
- chyba trochę przesadzasz - odparła
- czyżby?
- tak! Nie marudź, tylko choć z nami się przejść
Książę wstał i ruszył przed siebie z lwiczkami. Pomimo iż był naprawdę zdołowany cieszył się iż ktoś jeszcze na tym świecie się nim interesował. Nie chciał jednak tego okazywać, dlatego ciągle musiał tłumić delikatny uśmieszek pojawiający się na jego pyszczku. Krążyli w milczeniu po sawannie bez najmniejszego celu. Nagle nie wiadomo czemu coś ich tchnęło i postanowili skręcić nad wodopój. Wszyscy doskonale wiedzieli że o tej porze prawie nikt tam nie chodzi, ale mimo wszystko tam ruszyli. Lwiczki widziały w tym okazję do rozmowy, a książę zdawał sobie sprawę co zamierzają. Nie zamierzał jednak protestować, w zasadzie to sam chciał tam iść. Miał jakieś dziwne przeczucie, zdawało mu się że jest tam coś ważnego i nie omylił się. Kiedy dotarli na miejsce, nie zauważyli niczego niezwykłego. Sava mimo miał jednak wrażenie że coś jest tu nie tak, dlatego zaczął obchodzić taflę wody dookoła. Zadziwiona Rumia wraz z Huzuni ruszyły za nim. Kiedy już oddalili się o całkiem spory kawałek, coś zwróciło ich uwagę. Była to biała plama oddalona o kilkanaście metrów. Książę bez większego zastanowienia skierował się w to miejsce, a lwiczki były tuż za nim. Cała trójka szła ostrożnie i powoli, w każdej chwili byli gotowi do ucieczki. Rumia i Huzuni drżały ze strachu, czarny jednak bez najmniejszego strachu zmierzał ku postaci. Po dłuższym czasie znaleźli się w wystarczającej odległości aby stwierdzić że jest to lwiak w ich wieku. Sava pamiętając nauki ojca z czasów kiedy jeszcze był następcą, śmiało podszedł do przybysza, zostawiając towarzyszki z dala. Chciał się dowiedzieć przede wszystkim, kim jest oraz czego tu szuka. To sprawiło że sam podszedł do białego. Książę bardzo się zadziwił ponieważ nieznajomy był bardzo zapłakany i nawet nie zwrócił na niego uwagi. Sava nie należał do cierpliwych, dlatego postanowił zwrócić uwagę przybysza.
- yhmm... Jestem książę i następ... to jest książę Sava, syn władców tych ziem, a ty kim jesteś? - zaczął
Odpowiedziała mu jedynie cisza. Przybysz wcale nie reagował, wciąż spoglądał w taflę wody i płakał. Nic do niego nie docierało, pomimo iż czarny powtórzył swoją przemowę wielokrotnie. Rumia już nawet zaczęła się śmiać z brata. Nie rozumiała jego uporu. Ona sama już dawno by dopuściła, ale zawsze była inna niż jej brat i siostra. Huzuni nie podzielała jej entuzjazmu, miała mieszane uczucia. Siostra Kiary nie zamierzała jednak dłużej przyglądać się całemu widowisku, dlatego podeszła do lwiaków. Książę lekko na nią zawarczał, aby wracała gdzie jej miejsce, jednak ona nie zwróciła na niego żadnej uwagi. Podeszła do przybysza i z całej siły uderzyła go w kark. Tak jak myślała, poskutkowało. Biały natychmiast wyrwał się z zamyśleń i z przerażeniem spojrzał na nieznane mu lwiątka. Już miał coś powiedzieć jednak czarny go uprzedził.
- to jest Lwia Ziemia królestwo moich rodziców, a ja jestem książę Sava. Ty kim jesteś i czego tu szukasz?
Przybyszowi napłynęły łzy do oczu, jeszcze nie otrząsną się z niedawnych wydarzeń, a już musiał się zmierzyć z nowymi problemami. Dodatkowo książę mówił takim tonem że mógłby wystraszyć każdego, a zwłaszcza lwiątko po przeżyciach. Nie zwlekał jednak z odpowiedzią.
- nazywam się Mazuri i pochodzę z Perłowej Ziemi. Dlaczego tu jestem? Sam nie wiem, trafiłem tu gdy błąkałem się po różnych miejscach. Uciekam tak z jednego miejsca do drugiego, od kąt straciłem rodziców
Wszyscy bez wyjątku byli zszokowani jego wypowiedzią. Nikt nawet nie śmiał myśleć że ktoś tak może mieć złe zamiary. Również nikt nie miał pojęcia co robić. Najlepszym rozwiązaniem było iść z tym do dorosłych. Tylko do kogo? Najlepiej do władców. Maluchy nie wiedziały jak oni zareagują, dlatego wciąż stali i wymieniali niepewne spojrzenia z Mazurim. Księciu już się nudziło, dlatego postanowił zakończyć to milczenie.
- miło cię poznać Mazuri. Chodźmy może do moich rodziców, możliwe że ci pomogą
- dlaczego nie - odparł nadal zapłakany Mazuri
Czała czwórka ruszyła w kierunku Lwiej Skały. Wszyscy milczeli oprócz księcia, który usilnie próbował dowiedzieć się czegoś więcej o przybyszy. Mazuri wciąż jednak milczał. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, iż nie miał kolorowo w życiu i nie chce do tego wracać. W końcu wszyscy dotarli na miejsce. Biały trochę przeraził się ogromem miejsca, ale mimo wszystko wszedł za pozostałymi. Sava szybko zauważył matkę i ojca, więc czym prędzej do nich podszedł i po krótkiej wymianie zdań wszyscy podeszli do przybysza.
- a więc nie masz domu? - zaczął Kovu
- nie - powiedział cichutko Mazuri
- i chciałbyś tu zostać?
- jeśli bym mógł
Całą sytuacją zainteresowała się Vitani, która akurat była niedaleko.
- no nie wiem, musiałby się ktoś tobą zająć, a poza tym...
Do rozmowy postanowiła się włączyć siostra Króla
- przepraszam bracie że ci przerywam, ale ja mogę się nim zająć - straciła się Vitani
Wszyscy byli tym zdziwieni, a najbardziej. Skoro jednak sama chciała, to problem opiekuna był rozwiązany, ale... Mimo wszystko to kolejne lwiątko w stadzie. Kovu i Kiara mieli dylemat czy się zgodzić czy nie. W końcu przyprowadził go Sava który wczoraj nieźle się popisał. Zaczęli się poważnie zastanawiać. W końcu wymienili pomiędzy sobą porozumiewawcze spojrzenia, po czym Kiara zabrała głos
- przyjmiemy cię do stada, od dziś masz się słuchać Vitani - dowiedziawszy to zwruciła się do pomarańczowej - pokaż mu wszystko
- tak jest - skłoniła się lekko i zabrała wciąż smutnego lewka
Kovu i Kiara wrócili do wcześniejszej rozmowy, a tak właściwie kłótni. Maluchy zaś postanowili odszukać Lennię, Altanię, Shetani i Torena, dlatego ruszyli z powrotem na sawannę. Mieli, im bowiem co opowiadać .
*
W tym czasie kiedy wszyscy byli pochłonięci swoimi sprawami, Rafiki zajmował się nieprzytomnymi malcami. Już pomału tracił nadzieję co do białej lwiczki i dlatego zwrócił się do duchów przodków. Kiedy skończył z nimi ,,rozmowę", wrócił do Chortensji i Malaikiego. Ku jego zdziwieniu biała ocknęła, choć nie do końca była świadoma tego co się stało. Nie wyglądała jednak najlepiej. Mandryl obawiał się że przez ten wypadek może mieć trwały uszczerbek na zdrowiu. Postanowił dowiedzieć się jak się czuje. Nic jednak nie pytał. Mała również milczała. Nagle ktoś wszedł na jego drzewo, co oderwało szamana od ówczesnego zajęcia.-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy postać z konkursu :) (właścicielkę postaci proszę o niezdradzanie jego historii, ujawnię ja z czasem) Rozdział szybko, ale i tak jest okropny kolejny krótki i beznadziejny. Ostatnio nic nie umiem napisać porządnie, ale może jakoś wytrzymacie mój kryzys twórczy.
:)
poniedziałek, 2 maja 2016
#28. Rozstanie
Było bardzo wcześnie, a książę już wstał, a tak właściwie dzisiejszej nocy wcale nie spał. Cały czas bowiem myślał. Zastanawiał się nad tym co się stało. Momentami w to po prostu nie wierzył. Trudno mu było zrozumieć jak ktoś może tak się tak zachowywać i to tylko i wyłącznie dla władzy. Mimo to jednak nadal ją kochał, naprawdę, szczerze. Wiedział jednak że nie może żyć z kimś kto widzi w nim tylko i wyłącznie źródło zysków. Po prostu nie mógł. Musiał więc coś z tym zrobić. Dorosłym nie chciał o niczym mówić gdyż uważał że sam musi się z tym uporać. Nie widział jednak co zrobi. Długo nad tym myślał, na tyle długo że wszyscy już w stali i porozchodzili się do swoich zajęć. Sava nie miał innego wyjścia jak tylko porozmawiać ze swoją dziewczyną. Ociężale więc wstał i ruszył w kierunku wyjścia. Wszystko wyglądało normalnie. Dzień jak dzień, no może poza faktem iż władcy niemal skakali sobie do gardeł. Jednak do tego wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić. Książę nie zastanawiając się już dłużej zszedł z Lwiej Skały w poszukiwaniu Shetani. Zaczął myśleć co jej powie i powarkiwać, co pomimo jego młodego wieku brzmiało dość groźnie. Niestety przez dłuższy czas nie mógł jej znaleźć. Tak właściwie to po drodze nie spotkał nikogo, nie licząc stada żyraf. Szukał więc dalej, w końcu po żmudnych poszukiwaniach natrafił na Malaikiego oraz Lennie, którzy rozmawiali i byli szczęśliwi. Mimo to lwiak dostrzegł księcia i jak to miał w zwyczaju postanowił się dowiedzieć co się stało. Prędko wstał i podszedł do przyjaciela. Ten jednak udał że go nie widzi i szedł dalej. Kremowy nie chciał się jednak poddawać.
- co się stało? - zapytał z troską
Nie usłyszał jednak żadanej odpowiedzi, dlatego ponowił pytanie jeszcze raz. Jednak znów odpowiedziała mu cisza. Postanowił zapytać jeszcze raz. Tym razem czarny odpowiedział
- odczep się
- chcę ci pomóc - Malaiki nie ustępował
- pomożesz jak dasz mi spokój
- Sava! Proszę! Nie zachowuj się tak... tak... jak Skaza
Książę gwałtownie się odwrócił. Nie wierzył że lwiak mógł tak do niego powiedzieć. Uważał go za najlepszego przyjaciela, a on co? Mówi mu że jest jak ten który zabił jego pradziadka. Nigdy nie czuł się tak urażony. Dodatkowo potęgowała w nim złość na Shetani, ale również na wszystkie lwiątka które chciały zataić przed nim to co się stało. Nie panował już nad sobą, nie potrafił już dłużej tego znieść. Ryknął najgłośniej jak potrafił, czyli dość cicho. Nie było to jednak bezcelowe.
- jak śmiesz - powiedział w końcu i rzucił się na kremowego
Malaiki był tym tak zszokowany że nawet się nie bronił. Następca wysunął pazurki zaczął gryźć oraz drapać Malaikiego. Nim maluch zdał sobie sprawę z tego co się dzieje był już bardzo poraniony. Mimo to udało mu się wydostać z żelaznego uścisku. Staną przed księciem i spojrzał mu prosto w oczy był zagniewany, zły i zrozpaczony. Partner Lenni nie wiedział co wywołało u niego takie emocje, bo na pewno nie to co powiedział. Te emocje kłębiły się w nim od dłuższego czasu, a on pomógł im się tylko uwolnić. Gdyby nad tym pomyśleć można byłoby to zrozumieć, lecz na to nie było już czasu. Sava ponownie rzucił się na kremowego. Tym razem malec spodziewał się tego. Mimo jednak to nie unikną ataku, z pyszczka polała mu się krew. Nie przejął się jednak tym tylko przystąpił do kontrataku. Równie celnego i silnego jaki otrzymał, z tą różnicą iż on nie chciał skrzywdzić księcia. Atakował więc bez pazurów co minimalizowało obrażenia. Miało to jedynie na celu uspokojenie księcia, niestety nie zadziałało. Następca uderzył swojego przyjaciela jeszcze raz, ale tym razem tak że ten stracił przytomność. Sava chciał się na niego rzucić i nadal atakować, ale w tej właśnie chwili Lennia zasłoniła ukochanego. Następca w ostatniej chwili cafnoł łapę, powstrzymując cios.
- odsuń się - sykną
- nie! - warknęła na brata
- a więc tak? Stoisz po jego stronie? Czy ty zdajesz sobie sprawę co on zrobił?
- co takiego niby zrobił? Porównał cię do Skazy? Wiesz co miał rację, naprawdę zachowujesz się tak jak on!!!!!
- kiedy zostanę królem...
- o ile nim zostaniesz! - przerwała mu po czym odwróciła się, wzięła Malaikiego na plecy i ruszyła do Rafikiego
Sava również się odwrócił i ruszył przed siebie. Kiedy był już daleko od miejsca w którym doszło do tego niefartownego wydarzenia zdał sobie sprawę jak bardzo głupio się zachował. Kremowy chciał mu tylko pomóc, a on go skrzywdził. Dlaczego? Bo miał gorszy dzień? To go nie usprawiedliwia. Lennia ma rację nie powinien być królem. Do jego oczu napłynęły łzy. Miał wyrzuty sumienia. Nie mógł zrozumieć jak do tego doszło. Był zły sam na siebie. Spojrzał przed siebie i zaryczał gniewnie. Wzrok jego był niewyraźny. W pewnym momencie zaczął ronić łzy.
Już całkiem zapomniał o tym co miał do zrobienia. Wszystko wydawało się takie beznadziejne. Chodził całkiem bez celu. Nie myślał, ale w głębi duszy martwił się co będzie z Malaikim. Zarazem również bał się jak zareagują rodzice na tę wieść. Nie pozostawało mu nic innego jak tylko pozostać tu gdzie był. Nagle coś... ktoś mignął mu przed oczami. Nie wiadomo dlaczego podniósł wzrok i dostrzegł szarą postać. Nie mógł jednak rozpoznać kim ona jest.
- kto tam? - zapytał
- nie poznajesz? - postać zbliżyła się - to ja... Shetani
Sava poczuł jakby ktoś uderzył go w pyszczek. To co się wydarzyło to wszystko przez nią, tylko i wyłącznie. Miał już jej serdecznie dosyć. Wysunął pazurki i już szykował się do ataku, gdy usłyszał czyjś głos
- Sava!!!!!
Momentalnie odwrócił się i zobaczył Torena. Postanowił go zignorować, ale schował pazurki.
- dobrze że jesteś - zaczął Sava - obawiam się że nie będę królem
- co?!!!!!? Ale... ale... ale... jak to? Dlaczego? - odparła zszokowana
- obawiam się że nie podołam
- zwariowałeś
- nie, a i jeszcze jedno nie możemy być razem
Szara nie wierzyła własnym uszom, ale skoro i tak zrezygnował z tronu to po co jej on? Zła, poszła prosto przed siebie. Czerwony tylko przyglądał się księciu ze zdziwieniem i zastanawiał skąd ten wiedział o zmianie planów co do następcy. Nie chciał się jednak o to dopatrywać, gdyż czarny nie był w najlepszym humorze. Sava już miał odejść kiedy czerwony zagrodził mu drogę.
- zejdź mi z drogi - warkną książę
- przykro mi wasza wysokości - lekko się skłonił - ale twoi rodzice pilnie proszą cię o przybycie na Lwią Skałę
Maluch już wiedział co go czeka, dlatego nic nie mówiąc po prostu ruszył do ,,domu" razem z czerwonym. Sava starał się opóźnić dojście najbardziej jak tylko mógł. Mizernie mu to jednak szło, gdyż Toren ciągle go poganiał. W końcu dotarli pod Lwią Skałę. Czerwony wbiegł pierwszy, zaś książę poruszał się bardzo wolno z spuszczoną głową i miną niczym skazańca. Zajęło to trochę czasu, ale w końcu doszedł na miejsce. Tam już na niego czekali źli rodzice. Z ich min można było wyczytać iż byli bardzo zawiedzeni.
- Sava coś ty zrobił? - zapytał zagniewany Kovu
- tato... ja... ja... ja... przepraszam. Naprawdę tego nie chciałem. Poniosło mnie - z oczu księcia popłynęły łzy
- wybaczamy ci bo jesteś naszym synem oraz widzimy jak bardzo tego żałujesz, ale... - odparł już łagodniej król
Sava podniósł zapłakane oczy na ojca. Nie śmiał jednak nic powiedzieć, wiedział że postąpił źle i musi ponieść tego konsekwencje. Dlatego z niepokojem wyczekiwał słów ojca. Tym razem głos zabrała jednak Kiara
- ale jest takie że nie jesteś już następcą, a przynajmniej do czasu aż Malaiki wyzdrowieje. Jeśli ci wybaczy odzyskasz swój tytuł, a jeśli nie królową zostanie...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że jakoś przeżyjecie to co napisałam. Wiem, wiem miała ta notatka być tydzień temu, ale nie dałam rady napisać, a to co teraz wstawiłam jest gorsze niż złe. Krótkie, przepełnione dialogami, beznadziejnie napisane. Bardzo was za to przeprasza, ale jakoś nie byłam wstanie napisać niczego lepszego.
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
#27. Oblicze prawdy
Od wygnania Lunny minęło już wiele czasu, jednak atmosfera na Lwiej Ziemi była nadal niepokojąca. Na pierwszy rzut oka widać było iż władcy się nie dogadują. Potrafili pokłócić się o drobnostki. Było to dość niepokojące, niestety nikt nie mógł nic z tym zrobić. Po prostu tak było i już. Jedynie Simba próbował pogodzić władców. Niestety ilekroć zaczynał z nimi rozmowę, nagle okazywało się że jest coś niezwykle pilnego do zrobienia z czym nie można zaczekać, jednak lew nie chciał ustąpić. Postanowił więc porozmawiać z wnukami, niestety jak za złość nie mógł ich nigdzie znaleźć. Lwiątka w tym czasie były niezmiernie zajęte obserwowaniem antylop.
- ale to nudne! - powiedział w końcu Sava. Bardzo mu się nudziło. Z początku nie chciał tego mówić, ale teraz nie wytrzymał. Nie zauważył jednak żadnej reakcji więc powtórzył jeszcze raz.
- nudno tu. Choćmy pobawić się gdzieś indziej - ryknoł najgłośniej jak potrafił
Dopiero teraz maluchy spojrzały na księcia. Nie były zadowolone z zachowania następcy, podobało im się ówczesne zajęcie. Już chciały mu to powiedzieć gdy nagle stado spłoszyło. Antylopy zaczęły pędzić prosto przed siebie, lwiątka trochę się przeraziły, ale szybko zorientowały się że zwierzęta je omijają, a przynajmniej tak było przez pewien czas. Po pewnym czasie jedną z antylop skręciła w stronę gdzie znajdowały się lwiątka. Pierwsza zauważyła do Shetani i odsunęła się w bezpieczne miejsce nikomu nie mówiąc o niebezpieczne. Cała reszta zauważyła to dopiero w ostatniej chwili, gdy szanse na ucieczkę były znikome. Na całe szczęście księżniczkom oraz Torenowi, Malaikiem i Huzuni udało się uniknąć kopyt. Niestety pozostała trójka nie miała tyle szczęścia. Antylopa bowiem przebiegła prosto po nich. Książę był potłuczony, zresztą tak samo jak Chortensja i Altania. Ich towarzysze zobaczywszy to bardzo się przestraszyli. Wszyscy oprócz Shetani. Lwiczka miała bowiem już podwinąć ogonek i odejść, kiedy zatrzymał ją Malaiki.
- gdzie idziesz? - zaczął powarkiwać
- odpocząć - odparła z przyciskiem
- a co z księciem? - zdenerwował się jeszcze bardziej
- wy się nim zajmiecie - wykrzyczała
- to twój partner!
- to mój... bilet do władzy - odpowiedziała już naprawdę zła
Lwiak naprawdę się ze złościł. Już nie mógł wytrzymać bezduszności siostry. Wszystko w nim buzowało, dlatego w przypływie emocji rzucił się na Shetani. Zaczęła się szamotanina i to w całe nie dla zabawy, ale na poważnie. Można by rzec że na śmierć i życie. Rodzeństwo przez dłuższy czas przewracało jedno drugiego warcząc przy tym wściekle. W końcu lwiak powalił lwiczkę tak że nie była wstanie się wyswobodzić. Wtem wyciągną swoje króciutkie pazurki i chciał ją uderzyć, jednak ta zrobiła unik. Spowodowało to że samiec stracił równowagę i spadł na trawę, a samiczka przygniotła go jeszcze bardziej do podłoża. Maluch szybko zorientował się co Shetani zamierza i dlatego ugryzł ją w łapę co pozwoliło mu się wydostać z ,,żelaznego uścisku". Teraz rodzeństwo stanęło na przeciw siebie, warcząc najlepiej i najgroźniej jak potrafili. Oboje wyciągnęli pazurki i ruszyli ku sobie. Pierwszy zaatakował Malaiki i o dziwo trafił. Uderzenie nie było jednak na tyle mocne by cokolwiek stało się samicy. Powtórzył atak jeszcze raz, ale tym razem zamiast uderzyć siostrę trafił Torena który od dłuższego czasu próbował ich rozdzielić, uderzenie tym razem było jednak na tyle mocne że miejsce w które oberwał zaczęło krwawić. Nie miał jednak tego za złe koledze, wiedział bowiem że to niechcący, jednak postanowił się już nie mieszać i patrzeć na całe zdarzenie z boku. Wiedział że to się źle skończy, no ale cóż próbował. Jednak nim znów wrócił do ,,oglądania" Shetani porządnie oberwała w oko z którego teraz spływała krew, a jej brat złamał na jakimś kamieniu kilka pazurków. Walka nie wyglądała już tak łagodnie jak na początku. Przybrała ona iście brutalny wygląd. Co chwila padały ciosy. Raz od lwa, raz od lwicy. Większość z nich była celna, choć tylko niektóre na tyle sine, aby wyrządzić jaką kol wiek krzywdę. Po dłuższym czasie oboje byli zmęczeni i poranieni, jednak żadne nie miało zamiaru dopuścić. Gorycz wzbierała w nich z każdą chwilą. Jedno pragnęło zemsty na drugim, w tym czasie nie liczyło się dla nich nic co działo się w około. Po prostu walczyli i walczyli, aż w końcu Shetani upadła na ziemię. Malaiki zaczął ją drapać co sił i nikt nie wie co by się stało gdyby Toren nie odciągną by go od ,,ofiary", a księżniczki jej nie zasłoniły. Lwiak nie był z tego powodu zadowolony, przez dłuższy czas próbował się wyrwać i dostać do siostry. Nic jednak nie wyszło z jego prób, dlatego po dłuższym czasie opuścił. Lwiątka spojrzały na niego groźnie. Lwiak chyba zrozumiał swój błąd, bo smętnie spuścił głowę. Maluchy nie chciały mu prawić morałów, jednak zdawały sobie sprawę jakie mogą mieć kłopoty. Na dodatek Sava, Chortensja i Altania nadal leżeli w tym samym miejscu gdzie na początku, całkiem bez pomocy. Nastała cisza, którą szybko przerwała Lennia.
- coś ty najlepszego narobił!? - powiedział delikatnie, ale z zaciśniętymi zębami
- ja... nie chciałem... przepraszam... ale... ale... ja naprawdę... -jąkał się
- no dobrze, dobrze. Jednak teraz trzeba pomyśleć co zrobimy - odparła Rumia
Malaiki trochę poweselał, ale nie na długo. Miał bowiem wyrzuty sumienia o to co zrobił siostrze. Nigdy nie był taki, nie łatwo go było zdenerwować, a co dopiero doprowadzić do takiego stanu. Tak naprawdę to sam nie wiedział co się z nim stało. Zaczął więc rozmyślać o tym co zrobił. Jednak po dłuższej chwili rozmyślania przerwała mu Huzuni.
- musimy wszystko powiedzieć dorosłym
Wszyscy popatrzyli po sobie. Doskonale zdawali sobie sprawę że to najbardziej rozsądne wyjście, może inne byłoby najlepsze ale czy mieli inne wyjście? Najgorzej na tym wyszedł by Malaiki, dlatego zaczął ich prosić
- nie proszę! Nie mówcie im prawdy! Będę miał poważne kłopoty!
- obawiam się że nie mamy innego wyjścia - odrzekła Rumia
- a co jeśli nadciągniemy prawdę? - odparła Lennia
Wszystkie oczy zwróciły się na księżniczkę. Nikomu nawet coś takiego by przez myśl nie przeszło, poza tym pozostawało pytanie co powiedzieć. Każdy czekał aż lwiczka w końcu im to wyjaśni swój plan. Nie czekali jednak długo.
- Powiemy jej prawdę co do antylop, tylko oprócz Savy, Chortensji i Altani poszkodowana została również Shetani. Dorośli w to uwierzą, a my nie będziemy mieli kłopotów
- a co z ranami Torena i Malaikiego? - dopytywała Huzuni
- powiemy... hmmm... że wdali się w bójkę
Toren gdy to usłyszał o mało nie zemdlał. Nie zrobił nic złego, a jeśli księżniczki tak powiedzą na pewno będzie musiał opuścić Lwią Ziemię albo zostać na niej martwy. Nie mógł pozwolić na takie kłamstwo, ale wiedział że z dorosłych nikt mu nie uwierzy. Jednak to co usłyszał później bardzo go zdziwiło.
- nie możemy tak powiedzieć! Dobrze wiesz że ojciec nienawidzi Torena, wykorzysta to aby go się pozbyć, a na to nie mogę pozwolić - powiedziała jednym tchem Rumia
Nikt nie wierzył w to co słyszy. Nikt bowiem nie przepadał za czerwonym, s tu nagle księżniczka się o niego martwi. Wydawało się to trochę dziwne, ale nikt nie miał czasu się tym martwić. Musieli na szybko wymyślić jakieś rozsądne wyjaśnienie. Po dłuższym namyśle Lennia znów wpadła na świetny pomysł, jednak tym razem w dodatku że nikogo nie odciążała to na dodatek stawiała lewków w roli bohaterów. Tego pomysłu nikt nie ważył się zakwestionować, dlatego lwiątka zabrały się do przenoszenia rannych. Toren wioł Savę, Malaiki niósł Shetani, Huzuni zajęła się Altanią, a Rumia podniosła Chortensję. Teraz wszystkie lwiątka ruszyły w stronę baobabu Rafikiego, z wyjątkiem Lenni która pobiegła poinformować o wszystkim rodziców. Lwiątka spieszyły się jak tylko mogły jednak dodatkowy ciężar bardzo je spowalniał. To spowodowało że starsza księżniczka dobiegła na miejsce pierwsza. Była bardzo zdyszana, dlatego każdy od razu zwrócił na nią uwagę
- Kiara i Kovu od razu do niej podbiegli.
- co się stało? - zapytała zaniepokojona Kiara
- antylopa! Sava, Shetani, Chortensja i Altania są u Rafikiego. Nie wiem co z nimi! Gdyby nie Malaiki i Toren ze mną, Rumią i Huzuni było by to samo! - powiedziała udając zdenerwowanie
Władcy nie zastanawiając się długo zostawili córkę i pobiegli w stronę drzewa mandryla. Droga była krótka, dlatego szybko tam dobiegli. Bez trudu wskoczyli na baobab w środku znajdował się Rafiki wraz z lwiątkami. Sava i Chortensja byli nieprzytomni, Altania i Shetani były przytomne, ale osłabione, a szara dodatkowo poraniona. Malaiki i Toren byli jedynie trochę poranieni, a Rumi i Huzuni nic nie było. Kovu i Kiara wyglądali na zszokowanych, ale przede wszystkim byli wystraszeni. Kiedy szaman ich dostrzegł od razu do nich podszedł.
- witajcie! Maluchy miały sporo szczęścia... na prawie... - zaczął Rafiki
- nie rozumiem - odparł Kovu
- chodzi o Chortensję. Jest w dużo gorszym stanie niż reszta. Z księciem też nie jest najlepiej, ale do wieczora powinien dojść do siebie, co do reszty to niedługo powinni wrócić na Lwią Skałę
Władcy usłyszawszy to uspokoili się, ale mimo wszystko nie chcieli wracać. Postanowili poczekać aż część maluchów będzie mogła wrócić do ,,domu". W między czasie przyglądali się najróżniejszym malunkom. Było ich bardzo wiele, a rozmyślania nad nimi zajmowały wiele czasu, dlatego nim się spostrzegli czas było wracać. Niestety musieli tu jeszcze zostawić księcia i białą lwiczkę. Chwilę wahali się czy nie lepiej zostać, ale po namyśle wrócili na Lwią Skałę razem z maluchami. Po ich powrocie bardzo szybko zbiegło się całe stado, każdy chciał się coś dowiedzieć. Jednak ku ich rozczarowaniu najmłodsi nie byli zbyt rozmowni. Mieli oni bowiem swoje problemy, które jak się okaże mogą mieć wpływ na losy Lwiej Ziemi. Dlatego dość szybko pozbyli się dorosłych, a sami poszli nad wodopój. O tej porze było tam cicho i spokojnie, a tego potrzebowali teraz najbardziej. Po drodze nie spieszyli się zbytnio. Droga była przyjemna i nawet nie zauważyli kiedy dotarli na miejsce. Gdyby to był normalny dzień pewnie by zaraz wskoczyli do wody, niestety mieli coś ważnego do załatwienia. Nikomu bowiem nie podobało się zachowanie Malaikiego i teraz musieli to wyjaśnić.
- Malaiki - zaczęła Lennia - wszyscy wiemy co się rano stało
- ja nie wiem - w traciła się Altania
- później ci wytłumaczymy. A więc... - kontynuowała - kryliśmy cię przed rodzicami, nie takiego cię poznałam
- Lennia, ja... przepraszam, ale dłużej już tego nie mogłem znieść
W tym czasie księże ocknoł się i postanowił poszukać przyjaciół. Nigdzie jednak nie mógł ich znaleźć. Był w wszystkich miejsca gdzie zazwyczaj przebywali, no prawie. Zrezygnowany miał już wracać na lwią skałę gdy przypomniał sobie o jeszcze jednym miejscu. Więc czym prędzej tam pobiegł i na jego szczęście wszyscy tam byli oprócz Chortensji która nadal leżała nieprzytomna u Rafikiego. Sava już miał się zbliżyć gdy dobiegła go jakaś dziwna rozmowa, dlatego pozostał w ukryciu
- chodzi o to że ona go nie kocha, a to mój najlepszy przyjaciel, nie pozwolę go tak wykorzystywać
Następca nie wiedział o kogo chodzi, aż usłyszał te słowa
- sądzisz że Shetani jest z nim tylko dla władzy?
- tak
W tej chwili dało się słyszeć śmiech należący do szarej oraz jej cienki głosik
- a jakże inaczej mam osiągnąć cel? Jak zostać królową? Wy na serio myśleliście że ja go kocham
Wszystkie lwiątka zawarczały i już miały się na nią zrzucić, a Sava wyskoczyć z kryjówki, ale właśnie ktoś się odezwał
- niech zostanie tak jak jest, nic nie mówmy Savie, to mogło by na niego źle wpłynąć
Po tych słowach książę poczuł się tak jakby ktoś wbił mu pazury prosto w pierś. Musiał bardzo się starać by nie wybuchnąć płaczem, dlatego czym prędzej zaczął uciekać. W dodatku zaczęła zbierać się mgła dlatego Sava postanowił mimo wszytko wrócić na Lwią Skałę, na szczęście okazało się że jest niedaleko. Maluch jednak nie miał zamiaru na nią wchodzić. Usiadł opodal niej i zaczął myśleć o tym wszystkim co się stało.
Wiedział że nie wybaczy tego swojej partnerce, ale co będzie dalej nie miał pojęcia. Wiedział jedynie że nie łatwo mu będzie rozwiązać tę sytuację.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podobało się? Teraz więcej będzie o lwiątkach. Wiem że zostawiłam wiele niewyjaśnionego z poprzedniej, ale spokojnie wszystko napiszę. Teraz notatki powinny się pojawiać częściej średnio raz na tydzień raz na dwa tygodnie i tak wiem że miałam to wstawić rano, ale się nie wyrobiłam. Moim zdaniem trochę zepsułam końcówkę i ogólnie to miało trochę inaczej wyglądać, ale cóż tak wyszło.
- ale to nudne! - powiedział w końcu Sava. Bardzo mu się nudziło. Z początku nie chciał tego mówić, ale teraz nie wytrzymał. Nie zauważył jednak żadnej reakcji więc powtórzył jeszcze raz.
- nudno tu. Choćmy pobawić się gdzieś indziej - ryknoł najgłośniej jak potrafił
Dopiero teraz maluchy spojrzały na księcia. Nie były zadowolone z zachowania następcy, podobało im się ówczesne zajęcie. Już chciały mu to powiedzieć gdy nagle stado spłoszyło. Antylopy zaczęły pędzić prosto przed siebie, lwiątka trochę się przeraziły, ale szybko zorientowały się że zwierzęta je omijają, a przynajmniej tak było przez pewien czas. Po pewnym czasie jedną z antylop skręciła w stronę gdzie znajdowały się lwiątka. Pierwsza zauważyła do Shetani i odsunęła się w bezpieczne miejsce nikomu nie mówiąc o niebezpieczne. Cała reszta zauważyła to dopiero w ostatniej chwili, gdy szanse na ucieczkę były znikome. Na całe szczęście księżniczkom oraz Torenowi, Malaikiem i Huzuni udało się uniknąć kopyt. Niestety pozostała trójka nie miała tyle szczęścia. Antylopa bowiem przebiegła prosto po nich. Książę był potłuczony, zresztą tak samo jak Chortensja i Altania. Ich towarzysze zobaczywszy to bardzo się przestraszyli. Wszyscy oprócz Shetani. Lwiczka miała bowiem już podwinąć ogonek i odejść, kiedy zatrzymał ją Malaiki.
- gdzie idziesz? - zaczął powarkiwać
- odpocząć - odparła z przyciskiem
- a co z księciem? - zdenerwował się jeszcze bardziej
- wy się nim zajmiecie - wykrzyczała
- to twój partner!
- to mój... bilet do władzy - odpowiedziała już naprawdę zła
Lwiak naprawdę się ze złościł. Już nie mógł wytrzymać bezduszności siostry. Wszystko w nim buzowało, dlatego w przypływie emocji rzucił się na Shetani. Zaczęła się szamotanina i to w całe nie dla zabawy, ale na poważnie. Można by rzec że na śmierć i życie. Rodzeństwo przez dłuższy czas przewracało jedno drugiego warcząc przy tym wściekle. W końcu lwiak powalił lwiczkę tak że nie była wstanie się wyswobodzić. Wtem wyciągną swoje króciutkie pazurki i chciał ją uderzyć, jednak ta zrobiła unik. Spowodowało to że samiec stracił równowagę i spadł na trawę, a samiczka przygniotła go jeszcze bardziej do podłoża. Maluch szybko zorientował się co Shetani zamierza i dlatego ugryzł ją w łapę co pozwoliło mu się wydostać z ,,żelaznego uścisku". Teraz rodzeństwo stanęło na przeciw siebie, warcząc najlepiej i najgroźniej jak potrafili. Oboje wyciągnęli pazurki i ruszyli ku sobie. Pierwszy zaatakował Malaiki i o dziwo trafił. Uderzenie nie było jednak na tyle mocne by cokolwiek stało się samicy. Powtórzył atak jeszcze raz, ale tym razem zamiast uderzyć siostrę trafił Torena który od dłuższego czasu próbował ich rozdzielić, uderzenie tym razem było jednak na tyle mocne że miejsce w które oberwał zaczęło krwawić. Nie miał jednak tego za złe koledze, wiedział bowiem że to niechcący, jednak postanowił się już nie mieszać i patrzeć na całe zdarzenie z boku. Wiedział że to się źle skończy, no ale cóż próbował. Jednak nim znów wrócił do ,,oglądania" Shetani porządnie oberwała w oko z którego teraz spływała krew, a jej brat złamał na jakimś kamieniu kilka pazurków. Walka nie wyglądała już tak łagodnie jak na początku. Przybrała ona iście brutalny wygląd. Co chwila padały ciosy. Raz od lwa, raz od lwicy. Większość z nich była celna, choć tylko niektóre na tyle sine, aby wyrządzić jaką kol wiek krzywdę. Po dłuższym czasie oboje byli zmęczeni i poranieni, jednak żadne nie miało zamiaru dopuścić. Gorycz wzbierała w nich z każdą chwilą. Jedno pragnęło zemsty na drugim, w tym czasie nie liczyło się dla nich nic co działo się w około. Po prostu walczyli i walczyli, aż w końcu Shetani upadła na ziemię. Malaiki zaczął ją drapać co sił i nikt nie wie co by się stało gdyby Toren nie odciągną by go od ,,ofiary", a księżniczki jej nie zasłoniły. Lwiak nie był z tego powodu zadowolony, przez dłuższy czas próbował się wyrwać i dostać do siostry. Nic jednak nie wyszło z jego prób, dlatego po dłuższym czasie opuścił. Lwiątka spojrzały na niego groźnie. Lwiak chyba zrozumiał swój błąd, bo smętnie spuścił głowę. Maluchy nie chciały mu prawić morałów, jednak zdawały sobie sprawę jakie mogą mieć kłopoty. Na dodatek Sava, Chortensja i Altania nadal leżeli w tym samym miejscu gdzie na początku, całkiem bez pomocy. Nastała cisza, którą szybko przerwała Lennia.
- coś ty najlepszego narobił!? - powiedział delikatnie, ale z zaciśniętymi zębami
- ja... nie chciałem... przepraszam... ale... ale... ja naprawdę... -jąkał się
- no dobrze, dobrze. Jednak teraz trzeba pomyśleć co zrobimy - odparła Rumia
Malaiki trochę poweselał, ale nie na długo. Miał bowiem wyrzuty sumienia o to co zrobił siostrze. Nigdy nie był taki, nie łatwo go było zdenerwować, a co dopiero doprowadzić do takiego stanu. Tak naprawdę to sam nie wiedział co się z nim stało. Zaczął więc rozmyślać o tym co zrobił. Jednak po dłuższej chwili rozmyślania przerwała mu Huzuni.
- musimy wszystko powiedzieć dorosłym
Wszyscy popatrzyli po sobie. Doskonale zdawali sobie sprawę że to najbardziej rozsądne wyjście, może inne byłoby najlepsze ale czy mieli inne wyjście? Najgorzej na tym wyszedł by Malaiki, dlatego zaczął ich prosić
- nie proszę! Nie mówcie im prawdy! Będę miał poważne kłopoty!
- obawiam się że nie mamy innego wyjścia - odrzekła Rumia
- a co jeśli nadciągniemy prawdę? - odparła Lennia
Wszystkie oczy zwróciły się na księżniczkę. Nikomu nawet coś takiego by przez myśl nie przeszło, poza tym pozostawało pytanie co powiedzieć. Każdy czekał aż lwiczka w końcu im to wyjaśni swój plan. Nie czekali jednak długo.
- Powiemy jej prawdę co do antylop, tylko oprócz Savy, Chortensji i Altani poszkodowana została również Shetani. Dorośli w to uwierzą, a my nie będziemy mieli kłopotów
- a co z ranami Torena i Malaikiego? - dopytywała Huzuni
- powiemy... hmmm... że wdali się w bójkę
Toren gdy to usłyszał o mało nie zemdlał. Nie zrobił nic złego, a jeśli księżniczki tak powiedzą na pewno będzie musiał opuścić Lwią Ziemię albo zostać na niej martwy. Nie mógł pozwolić na takie kłamstwo, ale wiedział że z dorosłych nikt mu nie uwierzy. Jednak to co usłyszał później bardzo go zdziwiło.
- nie możemy tak powiedzieć! Dobrze wiesz że ojciec nienawidzi Torena, wykorzysta to aby go się pozbyć, a na to nie mogę pozwolić - powiedziała jednym tchem Rumia
Nikt nie wierzył w to co słyszy. Nikt bowiem nie przepadał za czerwonym, s tu nagle księżniczka się o niego martwi. Wydawało się to trochę dziwne, ale nikt nie miał czasu się tym martwić. Musieli na szybko wymyślić jakieś rozsądne wyjaśnienie. Po dłuższym namyśle Lennia znów wpadła na świetny pomysł, jednak tym razem w dodatku że nikogo nie odciążała to na dodatek stawiała lewków w roli bohaterów. Tego pomysłu nikt nie ważył się zakwestionować, dlatego lwiątka zabrały się do przenoszenia rannych. Toren wioł Savę, Malaiki niósł Shetani, Huzuni zajęła się Altanią, a Rumia podniosła Chortensję. Teraz wszystkie lwiątka ruszyły w stronę baobabu Rafikiego, z wyjątkiem Lenni która pobiegła poinformować o wszystkim rodziców. Lwiątka spieszyły się jak tylko mogły jednak dodatkowy ciężar bardzo je spowalniał. To spowodowało że starsza księżniczka dobiegła na miejsce pierwsza. Była bardzo zdyszana, dlatego każdy od razu zwrócił na nią uwagę
- Kiara i Kovu od razu do niej podbiegli.
- co się stało? - zapytała zaniepokojona Kiara
- antylopa! Sava, Shetani, Chortensja i Altania są u Rafikiego. Nie wiem co z nimi! Gdyby nie Malaiki i Toren ze mną, Rumią i Huzuni było by to samo! - powiedziała udając zdenerwowanie
Władcy nie zastanawiając się długo zostawili córkę i pobiegli w stronę drzewa mandryla. Droga była krótka, dlatego szybko tam dobiegli. Bez trudu wskoczyli na baobab w środku znajdował się Rafiki wraz z lwiątkami. Sava i Chortensja byli nieprzytomni, Altania i Shetani były przytomne, ale osłabione, a szara dodatkowo poraniona. Malaiki i Toren byli jedynie trochę poranieni, a Rumi i Huzuni nic nie było. Kovu i Kiara wyglądali na zszokowanych, ale przede wszystkim byli wystraszeni. Kiedy szaman ich dostrzegł od razu do nich podszedł.
- witajcie! Maluchy miały sporo szczęścia... na prawie... - zaczął Rafiki
- nie rozumiem - odparł Kovu
- chodzi o Chortensję. Jest w dużo gorszym stanie niż reszta. Z księciem też nie jest najlepiej, ale do wieczora powinien dojść do siebie, co do reszty to niedługo powinni wrócić na Lwią Skałę
Władcy usłyszawszy to uspokoili się, ale mimo wszystko nie chcieli wracać. Postanowili poczekać aż część maluchów będzie mogła wrócić do ,,domu". W między czasie przyglądali się najróżniejszym malunkom. Było ich bardzo wiele, a rozmyślania nad nimi zajmowały wiele czasu, dlatego nim się spostrzegli czas było wracać. Niestety musieli tu jeszcze zostawić księcia i białą lwiczkę. Chwilę wahali się czy nie lepiej zostać, ale po namyśle wrócili na Lwią Skałę razem z maluchami. Po ich powrocie bardzo szybko zbiegło się całe stado, każdy chciał się coś dowiedzieć. Jednak ku ich rozczarowaniu najmłodsi nie byli zbyt rozmowni. Mieli oni bowiem swoje problemy, które jak się okaże mogą mieć wpływ na losy Lwiej Ziemi. Dlatego dość szybko pozbyli się dorosłych, a sami poszli nad wodopój. O tej porze było tam cicho i spokojnie, a tego potrzebowali teraz najbardziej. Po drodze nie spieszyli się zbytnio. Droga była przyjemna i nawet nie zauważyli kiedy dotarli na miejsce. Gdyby to był normalny dzień pewnie by zaraz wskoczyli do wody, niestety mieli coś ważnego do załatwienia. Nikomu bowiem nie podobało się zachowanie Malaikiego i teraz musieli to wyjaśnić.
- Malaiki - zaczęła Lennia - wszyscy wiemy co się rano stało
- ja nie wiem - w traciła się Altania
- później ci wytłumaczymy. A więc... - kontynuowała - kryliśmy cię przed rodzicami, nie takiego cię poznałam
- Lennia, ja... przepraszam, ale dłużej już tego nie mogłem znieść
W tym czasie księże ocknoł się i postanowił poszukać przyjaciół. Nigdzie jednak nie mógł ich znaleźć. Był w wszystkich miejsca gdzie zazwyczaj przebywali, no prawie. Zrezygnowany miał już wracać na lwią skałę gdy przypomniał sobie o jeszcze jednym miejscu. Więc czym prędzej tam pobiegł i na jego szczęście wszyscy tam byli oprócz Chortensji która nadal leżała nieprzytomna u Rafikiego. Sava już miał się zbliżyć gdy dobiegła go jakaś dziwna rozmowa, dlatego pozostał w ukryciu
- chodzi o to że ona go nie kocha, a to mój najlepszy przyjaciel, nie pozwolę go tak wykorzystywać
Następca nie wiedział o kogo chodzi, aż usłyszał te słowa
- sądzisz że Shetani jest z nim tylko dla władzy?
- tak
W tej chwili dało się słyszeć śmiech należący do szarej oraz jej cienki głosik
- a jakże inaczej mam osiągnąć cel? Jak zostać królową? Wy na serio myśleliście że ja go kocham
Wszystkie lwiątka zawarczały i już miały się na nią zrzucić, a Sava wyskoczyć z kryjówki, ale właśnie ktoś się odezwał
- niech zostanie tak jak jest, nic nie mówmy Savie, to mogło by na niego źle wpłynąć
Po tych słowach książę poczuł się tak jakby ktoś wbił mu pazury prosto w pierś. Musiał bardzo się starać by nie wybuchnąć płaczem, dlatego czym prędzej zaczął uciekać. W dodatku zaczęła zbierać się mgła dlatego Sava postanowił mimo wszytko wrócić na Lwią Skałę, na szczęście okazało się że jest niedaleko. Maluch jednak nie miał zamiaru na nią wchodzić. Usiadł opodal niej i zaczął myśleć o tym wszystkim co się stało.
Wiedział że nie wybaczy tego swojej partnerce, ale co będzie dalej nie miał pojęcia. Wiedział jedynie że nie łatwo mu będzie rozwiązać tę sytuację.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podobało się? Teraz więcej będzie o lwiątkach. Wiem że zostawiłam wiele niewyjaśnionego z poprzedniej, ale spokojnie wszystko napiszę. Teraz notatki powinny się pojawiać częściej średnio raz na tydzień raz na dwa tygodnie i tak wiem że miałam to wstawić rano, ale się nie wyrobiłam. Moim zdaniem trochę zepsułam końcówkę i ogólnie to miało trochę inaczej wyglądać, ale cóż tak wyszło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






