niedziela, 5 sierpnia 2018

#34 Oblicze śmierci i miłości

Simba, a raczej jego ciało leżało bezwładnie u podnóża Lwiej Skały. Widok był straszny, nie minęła chwila, gdy na miejsce tragedii zbiegło się całe stado. No może nie do końca całe gdyż nie wszyscy znajdowali się akurat w tym czasie na Lwiej Skale. Jednak ci, którzy akurat byli niedaleko miejsca wypadku zwabieni ciekawością i strachem zjawili się niemal natychmiast. Jednak chyba nikt nie spodziewał się zastać takiego widoku. Wokół zaczęło się robić zamieszanie. Naprawdę ciężko było uwierzyć, że były król, który pomimo upływu lat wciąż był w bardzo dobrej kondycji fizycznej mógł już być po drugiej stronie. Nawet, pomimo iż każdy wiedział, że po śmierci Nali był emocjonalnie rozchwiany i kiedyś nastąpi dzień, gdy Simba odejdzie, ale nikomu by przez myśl nie przeszło, że nadejdzie ona tak szybko. Nagle wśród zebranych zjawił się Kovu, który o dziwo nie przybył od razu na miejsce, choć znajdował się niedaleko. Na jego widok wszyscy zgromadzeni zamilkli, a niektórzy rozstąpili się by król mógł przejść. Gdy podszedł do ciała byłego króla delikatnie się uśmiechnął i po czym wyszeptał „hakuna kitu kinanisimama”. Powiedział to jednak na tyle cicho by nikt z zebranych go nie usłyszał. Po chwili podszedł do zrozpaczonej Kiary, która momentalnie wtuliła się w lwa. Tak bardzo go teraz potrzebowała. Nie mogła jednak zapominać, że nie są już nastolatkami, którzy byli gotowi na największe poświęcenie, aby tylko być razem. Królowa doskonale pamiętała czasy, gdy Kovu musiał walczyć o uznanie Simby, czasy, w których musiał udowadniać, że nie jest zły. Właśnie, że nie jest zły, jednak czy cos się zmieniło? Wydawać by się mogło, że zmieniło się wszystko jak i nic, ale to było zbyt skomplikowane. Kiarę z zamyślenia wyrwał głos Rafikiego.
- tak mi przykro - powiedział pawian – chyba nikt się nie spodziewał śmierci Simby, a na pewno nie tak szybko – spojrzał na władców smutno – wiem, że to trudne dla nas wszystkich, ale… - zrobił krótką pauzę – należy jak najszybciej zająć się pochówkiem
Kiara odsunęła się od Kovu i spojrzała na Rafikiego. Wyglądała, co najmniej źle. Cała zapłakana z podkrążonymi oczami, które ewidentnie miała już wcześniej, ale teraz łzy bardzo ten szczegół uwydatniły. Wzięła głęboki wdech, po czym chłodnym tonem, którego nigdy dotychczas nie używała, odparła.
- Rafiki proszę – znów wzięła głęboki wdech – zajmij się tym, ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego – przerwała na chwilę – najlepiej jakbyś zrobił to, czym prędzej, a co do was – spojrzała na zebranych – to proszę was o powrót do swoich zajęć, śmierć mojego ojca – przełknęła głośno ślinę – to nie widowisko
Po swojej wypowiedzi królowa skierowała się z powrotem na Lwią Skałę, a tuż za nią podążyła większość stada. Kovu też nie zamierzał zostawać w tamtym miejscu i tak dla odmiany od tego, co robił zazwyczaj pójść sprawdzić jakaś granicę. Nie wiedział jednak, do której konkretnie miałby ochotę pójść, więc stwierdził ze sprawdzi pierwszą, do której dojdzie.
*
W zupełnie innej części sawanny pod jakimś drzewem siedziała Rumia. Jeszcze nie wiedziała, co się stało pod Lwią Skałą, ale mimo wszystko lwiczka była przygnębiona. Już od dłuższego czasu była zauroczona w pewnym lewku. Niby nic niezwykłego w końcu przecież prawie każde lwiątko przez to przechodzi. Jednak problemem było nie samo uczucie, ale to, kogo nim obdarowała. Rumia doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż nigdy nie była i nie będzie ulubienicą ojca, choć nie wiem jak by się starała. Poza tym lepiej niż inni wiedziała, że król nie darzy sympatią Torena, który przecież był jaj tak bardzo bliski. Bardzo chciałaby to się zmieniło jednak niestety nie miała na to żadnego wpływu. Ubolewała nad faktem, że nie może nic zrobić by ojciec zaakceptował jej wybór. Lwiczka była pewna, że do końca życia pragnie być tylko z Torenem. Widziała jednak, że Kovu nigdy się na to nie zgodzi poza tym wciąż nie była pewna, jakimi uczuciami darzy ją czerwony. W końcu jak by nie patrzeć nie byli sobie tak bardzo bliscy, a przynajmniej tak jej się wydawało. Były momenty, że nawet chciała z nim o tym porozmawiać, jednak nigdy nie starczyło jej na tyle odwagi by to zrobić. Przygnębiał ją jednak fakt, że i tak nie ważne czy Toren czół to samo do niej, co ona do niego, bo i tak zawsze na jej drodze będzie stał ojciec. W jednej chwili pragnęła tylko czerwonego zaś w drugiej nie miał on żadnego znaczenia gdyż przed oczami miała Kovu. Rumia była w totalnej rozsypce, nie wiedziała, co zrobić. Miała wrażenie jakby, kto umieścił ją w jakimś koszmarze. Przez pewien czas próbowała znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji jednak nic nie przychodziło jej do głowy. Obecnie była na etapie unikania czerwonego jak ognia jednak ku niepocieszeniu różowej jej uczucia do Torena wcale nie słabły. Można powiedzieć, że z dnia na dzień rosły. Rumia nie wiedziała, co zrobić, ale przecież, od czego są znajomi jak nie od udzielania genialnych rad. Nie tak dawno różowa poprosiła o pomoc Shetani. Oczywiście tak jak zawsze lwiczka udzieliła genialnej rady, sama tak przynajmniej uważała. Powiedziała Rumii, że nie widzi rozwiązania tej sytuacji i różowa albo się z tym pogodzi lub jest też inna opcja, bo przecież zawsze różowa może skoczyć z czubka Lwiej Skały. Pomimo iż takie rozwiązania wydawało się Rumii niezmiernie głupie to teraz młoda poważnie się zastanawiała czy aby to nie było najlepsze wyjście. Zapewne przesiedziałaby tak jeszcze długo gdyby nagle tuż obok niej nie zjawił się Kalemin.
- och księżniczko tu jesteś – powiedział zdyszany lis – wszędzie cię szukałem – przerwałby złapać oddech - musisz wrócić na Lwią Skałę i to w tej chwili
Rumia była zdziwiona tym, że tak nagle ma pojawić się na Lwiej Skale. W jej mniemaniu był to zwykły dzień, podczas którego nikogo nie obchodziło, co się z nią działo, a tu proszę tak niespodzianka. Rumia szybko kiwnęła łebkiem na znak, że zrozumiała, po czym razem z lisem ruszyła biegiem w obranym wcześniej kierunku. Na szczęście miejsce jej dotychczasowego pobytu nie było bardzo daleko, więc po kilku chwilach byli już na miejscu. Rumia nie mogła nie zauważyć przygnębienia, jakie panowało wokoło i dopiero teraz zaczęła się bać. Szybko pobiegła do głównej jaskini gdzie było jej rodzeństwo, matka oraz Huzuni. Wszyscy płakali, co jeszcze bardziej napawało ją niepewnością dodatkowo nigdzie nie widziała Kovu i przez moment zaczęła się martwić, że to właśnie jemu się cos stało. Co prawda jakby jej ojca już nie było połowa jej problemu nagle znikła, ale naprawdę nie chciałby cos mu się stało. Może on jej nie kochał, ale ona jego tak w końcu przecież był jej ojcem. Nie mogąc dłużej znieść tej nie wiedzy, więc w końcu postanowiła zwrócić na siebie uwagę.
- mamo… - zaczęła niepewnie – co się stało? – Po chwili Kiara spojrzała w jej kierunku – co się dzieje? Dlaczego wszyscy płaczą? – Dopytywała – proszę odpowiedz
Kiara spojrzała na córkę ze smutkiem w oczach. Nie chciała jej tego mówić, jednak wiedział, że musi. Nie może przecież tego przed nią ukrywać, bo i tak wcześniej czy później lwiczka się dowie. Po dłuższej chwili królowa w końcu zebrała się w sobie by odpowiedzieć.
- nie wiem jak to się stało – zaczęła niepewnie – ale… - do jej oczu znów napłynęły łzy – dziadek nie żyje – powiedziała w końcu
Dla Rumii te słowa były jak strzał w potylicę. Pod lwiczka momentalnie ugięły się nogi. Po chwili różowa leżała na ziemi i zanosiła się szlochem. To, co usłyszała do reszty nią wstrząsnęło. Jednak chyba najbardziej bolało ją to, że ostatnio bardzo unikała dziadka i nawet nie zdążyła się z nim pożegnać. Tak bardzo chciała cofnąć czas, chciała, ale nie mogła. Teraz miała kolejny powód, dla którego warto posłuchać rady.

Tym czasem do jaskini ukradkiem zaglądał Toren. Bardzo chciał jakoś pomóc Rumii. Niestety po pierwsze nie mógł, bo mogłoby się to dla niego źle skończyć, a po drugie nawet jakby było mu dane pomóc lwiczce poczuć się lepiej to i tak nie wiedziałby jak. Gdy patrzył na jej rozpacz jego serce rozpadało się na milion kawałeczków, tak bardzo chciałby była szczęśliwa. Była jego pierwszą przyjaciółką, a teraz jeszcze na dodatek była dla niego kimś więcej. Była jego sensem życia, choć wiedział, że to jednostronne uczucie to jednak nie chciał go tłumić. Poza tym zapewne nawet jakby chciał to i tak by mu się nie udało. Rumia była dla niego nieosiągalna, na drodze do niej stał Kovu, a nawet gdyby nie stał to i tak lwiczka zapewne by go nie chciała. Ona była księżniczką, a on… On był nikim. Bo kim może być syn zdrajcy? Uważał, że nie zasługuje na kogoś tak wspaniałego jak Rumia, ale mimo wszystko chciał się o nią troszczyć. Zawsze, gdy patrzył na różową podzielał jej emocje. Gdy była szczęśliwa i on był szczęśliwy, podobnie było jak była smutna czy zła. Taki to był urok tego dziwnego uczucia, którym ją darzył i nic nie mogło tego zmienić. Wątpił, że jeszcze, kiedy uda mu się czuć cos tak silnego do kogoś innego niż Rumia. Po dłuższej chwili namysłu postanowił wrócić do swoich zajęć w końcu i tak jego obecność tutaj była zbędna. Ostrożnie zaczął się wycofywać by odejść jak najdalej od jaskinie nie robiąc przy tym hałasu. Jednak, gdy zrobił kilka kroków stanął tuż przed swoim najgorszym koszmarem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kto płacze tak samo jak ja? Mam nadzieję że się podobało :) Szczerze to bardzo źle pisało mi się te notatkę kilkanaście razy zmieniałam wszystko, dodawałam usuwałam. Jakos nie pisze mi się najlepiej takich scen, no ale jest, napisałam. No to nie pozostaje nic jak tylko "Do następnego"
Pozdrawiam 

niedziela, 29 lipca 2018

#33. Zło zakrada się do serca

Od wizyty lwiątek na złej ziemi minęło już trochę czasu. Na szczęście dla nich ta wyprawa przeszła niezauważona. No cóż lwiątka miały wiele szczęścia, że nie natchnęły się na nikogo niepowołanego. W końcu samotnie wędrujące lwiątka na obcym terenie łatwo mogłyby paść ofiarą takich stworzeń jak na przykład hieny lub istniała też ewentualność ze, kto chciałby je wykorzystać do zawładnięcia Lwią Ziemią, a takie lwy mogły być wszędzie. Jednak nic się nie stało. Niestety nie wszystkie lwiątka to doceniały. Savie ewidentnie brakowało wrażeń. Jednak od kont dowiedział się, że jego przyjaciel przeżyje starał się nie robić nic głupiego i o dziwo wcale nie szło mu tak najgorzej. Do tej pory jeszcze nikogo nie ogłuszył, więc był duży postęp. Szkoda tylko, że takiego postępu nie było w jego sercu, które ciągle pragnęło zemsty. Wiedział jednak, że musi być jak najlepszy by Malaiki zdecydował, że to on nadaje się na króla, a nie jego siostra. Liczył na rozsądek Malaikiego. Na początku podejrzewał, że lewek podejmie decyzję od razu, ale skoro ten tego nie zrobił to Sava uznał, że nadal ma szansę na tron. Uważał, że to najwspanialsza rzecz na świecie, po prostu być następcą. Nie musieć zabijać rodzeństwa tylko po to by dostać koronę tylko po prostu ją mieć od zawsze. Ciężko mu było się przystosować, ale wiedział, że musi. W końcu jak by nie patrzeć cel uświęca środki. Chorensja wróciła na Lwią Skałę, pomimo iż nie była do końca sprawna. Miała duże problemy z chodzeniem, a szczególny problem sprawiały jej tylnie łapy. Mała była jednak dzielna i z drobnymi problemami, ale jednak poruszała się po Lwiej Skale. Niestety była na tyle nie sprawna, że nie mogła jej opuszczać by bawić się z innymi lwiątkami. Malaiki był już w pełni zdrowy i całkowicie oddał się życiu, jakie prowadziły inne lwiątka. Jednak bacznie obserwował zachowanie Savy. Zdarzało mu się również obserwować ukochaną tylko po to by stwierdzić, które z rodzeństwa bardziej nadaje się na władcę. Jednak nadal nie umiał podjąć decyzji.
Podczas gdy lwiątka żyły swoim życiem i swoimi sprawami Kovu miał, co innego na głowie, a może raczej, kogo innego już od dawna nie obchodziły go sprawy królestwa. Tym zajmowała się Kiara. Kovu pochłonięty był długimi rozmyślaniami na odnośnie tego jak wychować idealnego władcę oraz jak bardziej zbliżyć się do lwic. Wiedział, że jako król ma autorytet i żadna mu się nie sprzeciwi, nie chciał jednak im mimo wszystko niczego narzucać. Uważał, że ciekawsza zabawa jest, gdy same ulegają jego wdziękom. Teraz na oku miał drobną i wyjątkowo grzeczna lwicę. Była nią Alra, dokładnie ta lwica, która opiekowała się Torenem. Chciał się do niej zbliżyć, choć sam nie wiedział, dlaczego. Zazwyczaj trzymał się od takich lwic z daleka, a tu proszę taka niespodzianka. Jakoś chwilę temu wysłał po nią Kalemina, więc teraz czekał na jej przybycie i szczerze niecierpliwił się. Na szczęście lwica nie kazała mu na siebie długo czekać.
- Panie wzywałeś mnie – powiedziała na dzień dobry – Kalemin poinformował mnie przed chwilą, przepraszam, że musiałeś czekać
- Tak, wzywałem – odparł – chciałbym z tobą porozmawiać, ale może nie tutaj – rozejrzał się po jaskini – może przespacerujemy się i na spokojnie porozmawiamy
Lwica skinęła i niemal od razu podążyła za królem, który szybko ruszył w kierunku zejścia z Lwiej Skały. Tego zejścia, które jest utrapieniem dla młodych lwiątek. Na szczęście dorosłym lwom i lwicom nie sprawia żadnego problemu. Król Kovu podążył prosto przed siebie nie kierując się w żadne konkretne miejsce, zaś Alra podążyła tuż za nim. Chwile szli w ciszy jednak nie trwała ona długo.
- Alra powiedz mi proszę – zaczął Kovu – jak to jest ze uroda zawsze idzie w parze z inteligencja – Alra spojrzała na niego zaskoczona – proszę odpowiedz, uważam, że lwica obdarzona właśnie tymi cechami doskonale będzie wiedziała, dlaczego tak właśnie jest
- Wasza Wysokość dziękuję za komplement, a naprawdę nie rozumiem, o co chodzi – odparła nieśmiało, – ale oczywiście, jeśli Król chce znać moje zdanie – zaczęła – to uważam, iż te cechy nie zawsze idą ze sobą w parze
- Doprawdy zaskakujesz mnie moja droga Alro – udał zdziwionego – jesteś jeszcze mądrzejsza niż myślałem w takim razie – uśmiechnął się chytrze – powiedz mi, co o mnie sądzisz, ale proszę cię byś była szczera. Zniosę wszystko co powiesz, nawet jeśli to będzie sama krytyka, więc proszę nie krępuj się
- Ja naprawdę nie rozumiem, ale – zaczęła nieśmiało – wiedz Królu, iż naprawdę cię cenię, tak samo jak każdy twój poddany, ciężko mi porównywać cię do innych władców gdyż na ogół tego nie robię – zrobiła krótką pauzę – jednak bez problemu mogę powiedzieć, że jesteś wielkim i potężnym królem, choć odrobinę martwię się o Królową chodzi jakoś zmartwiona ostatnimi czasy
- Dziękuję ci za twoją szczerość – przerwał – jeśli chodzi o Kiarę to nie ma, co się nią przejmować – spojrzał na lwicę – nic jej nie będzie, jednak, co do ciebie to nie chciałabyś może mi częściej towarzyszyć – delikatnie się uśmiechnął – twoje towarzystwo daje mi dużo radości
- Och Wasza Wysokość naprawdę nie wiem – przerwała – muszę to przemyśleć, więc jeśli Król pozwoli to ja już wrócę do swoich obowiązków
Kovu skinął lwicy na zgodę zaś sam postanowił kontynuować bezcelowy spacer, jakoś nie miał ochoty wracać na Lwią Skałę i wysłuchiwać narzekań Kiary. Naprawdę nie lubił jak Kira robiła mu wypominki, że nic nie robi i wszystko zostawia na jej głowie, ale w sumie to nie powinna się czepiać, bo to w końcu ona jest dzieckiem Simby nie on. Królowa jednak najwyraźniej lubiła sobie ponarzekać, a Król nic sobie z tego nie robił, bo niby, dlaczego miałby się przejmować jej gadaniem? On miał swoje sprawy, a Kiara według niego nie powinna się w to mieszać tylko należycie zająć królestwem. W końcu jak by nie patrzeć, podczas gdy ona robi mu wypominki traci cenny czas, który mogłaby poświęcić na cos innego.
*
W jednej z mniejszych jaskiń na Lwiej Skale odpoczywał zmęczony patrolowaniem granicy ze Złą Ziemią Kopa. Sam się sobie dziwił, że do tej pory to wciąż robi.  Doskonale wiedział co się dziele, zdawał sobie lepiej niż nikt inny sprawę z tego, że Kovu jako król nie robi nic. Miał naprawdę szczerą ochotę się go pozbyć jednak uważał, że to jeszcze nie jest dobry moment. Gdy tak siedział pogrążony w ciszy do jaskini weszła Vitani. Lwica jak zawsze emanowała energią. Jednak, gdy tylko spojrzała na ukochanego cały jej entuzjazm jakby gdzieś prysł.
- Co się stało – zapytała – siedzisz tutaj taki zmartwiony, pomału zaczynam się o ciebie martwić
- Och Vit – spojrzał na lwicę – naprawdę nie ma się czy martwić, jestem po prostu trochę zmęczony – uśmiechnął się do niej – zobaczysz trochę odpocznę i moja mimika od razu zacznie wyrażać, co innego. Naprawdę martwisz się bez powodu
Lwica jakoś niezbyt miała ochotę mu wierzyć jednak pokiwała tylko głową. Jakoś nie bardzo miała ochotę drążyć temat. Poza tym wiedziała że nawet jeśli by chciała to i tak niczego z Kopy nie wyciągnie. On już taki był i już. Nic nie mogła na to poradzić, więc pozostało jej tylko zaakceptować go takim jakim jest.
- No dobrze – odezwała się po chwili Vitani – to chodź – wskazała na wyjście z jaskini – niedawno wraz z innymi lwicami wróciłam z polowania, udało się dziś upolować dwie antylopy i zebrę
Kopa jak usłyszał o zebrze od razu się oblizał. Od bardzo dawna jej nie jadł, a musiał przyznać że naprawdę ją lubił. Nie czekając więc dłużej wyszedł z jaskini tuż za Vitani. Momentalnie skierował się do miejsca gdzie znajdowała się zdobycz. Na miejscu oprócz kilku lwic była już Kiara, Kovu i kilka lwiątek w tym ukochany podopieczny Vitani. Jak on szczerze nie lubił tego lwiątka. Nie wiedział co go tak od niego odpycha, ale to coś bardzo na niego działało. Przez pewien czas nawet próbował się przekonać do lwiątka, ale jakoś nie był w stanie. Nie czekając zbyt długo Kopa zbliżył się do zdobyczy, oczywiście najpierw przywitał się z Królem i Królową co z tego że była jego siostrą i tak wypadało to zrobić. Gdy już część powiedzmy oficjalną miał za sobą zabrał się za konsumowanie posiłku. Udało mu się złapać porządną część podudzia zebry. Był z tego bardzo zadowolony, a ten posiłek bez mała mógłby uznać prawdziwą ucztą, może nie czymś bardzo wielkim, ale jednak. Dopiero teraz, pierwszy raz od bardzo dawna się uśmiechnął, co nie uszło uwadze Kiary.
- Co tam bracie – zaśmiała się – do zebry to się uśmiechasz a do mnie to już nie – znów się zaśmiała – nieładnie braciszku, bardzo nie ładnie
- Och wybacz – zaczął – ale najwidoczniej zebra ma lepszy dar przekonywania od ciebie, ale tak poza tym – zrobił krótką pauzę – to miło popatrzeć jak i ty się śmiejesz, nie często ostatnio to się zdarza
- No cóż – zaczęła – może i nie często, ale zdarza, poza tym wiesz ile teraz mam na głowie – lew pokiwał na znak aprobaty – a teraz wybacz bracie ale muszę uciekać do swoich spraw

Kiara szybo odeszła zostawiając Kope w towarzystwie lwic które jeszcze nie skończyły swojego posiłku. Co prawda Kopie poprawił się na moment humor, jednak to nie zmieniło faktu iż był czujny i tylko czekał na odpowiedni moment by sięgnąć po koronę. W chwili gdy miał się już oddalić nagle usłyszał huk. Szybko pobiegł w kierunku z którego on dochodził, jednak to co zobaczył zmroziło mu krew w żyłach.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :) Jak pewnie zauważyliście mój styl pisania podczas mojej nieobecności uległ drastycznej zmianie, mam jednak nadzieję że podobnie jak ja uważacie że jest lepiej. Zachęcam do zostawienie opinii i podzielenia się przemyśleniami. Dobra nie rozpisuję się tylko piszę dalej
Pozdrawiam

niedziela, 22 lipca 2018

#32 Chwila ciszy

Zła ziemia tak bardzo przyciągała lwiątka. Nikt nie wiedział, co miała w sobie, ale to może przez tą aurę tajemniczości? Przez wszystkich uczestników tej nieodpowiedzialnej wycieczki przeszedł dreszcz ekscytacji, a stało się to w monecie, gdy przekroczyli kładkę.
- Naprzód przygodo! – Krzyknął Sava, po czym skierował się prosto przed siebie, niezbyt go nawet interesowało czy reszta podąża za nim.
Na szczęście, a może i nie do końca na szczęście pozostałe lwiątka miały trochę więcej w głowie od księcia i postanowiły się nie rozdzielać.  Tak już szli przez dłuższy czas. Jednak nic się takiego nie działo, mijali skały, skały, więcej skał, uschnięte rośliny, więcej uschniętych roślin i nic więcej. Savę zaczęło to już irytować, ponieważ liczył, że znajdzie tu cos ciekawego, a na jego nieszczęście nic takiego tu nie było. Nie chciała się jednak poddać i przyznać, że wyprawa w to miejsce nie miała najmniejszego sensu, bo w końcu jakże on mógłby popełnić błąd. On taki nieomylny. Do tej pory wszyscy byli cicho jednak i pozostałym pomału kończyła się cierpliwość. W końcu Huzuni przerwała ten bezsensowny marsz.
- Sava! Sava stój! - Lewek gwałtownie się odwrócił – gdzie ty nas ciągniesz? Po drodze nie widzieliśmy nic oprócz skał i martwych drzew i szczerze to wątpię by dalej było cos bardziej interesującego
Lewek wydawał się bardzo urażony wypowiedzą cioci. W końcu przecież uraziła jego dumę, a to jest niewybaczalne, gdyby tylko był już królem. Ale nie jest i nie wiadomo czy kiedykolwiek nim zostanie. Według niego to jest obraza jego osoby jednak, co on mógł z tym zrobić? Nic.
- Wiem, co robię – odezwał się po chwili ciszy – poza tym nikt przecież nie kazał ci tu ze mną przychodzić – ostatnie słowa wypowiedział niemal warcząc
- O nie mój drogi! Przesadzasz! – Warknęła – przyszłam tu z wami, bo TY jesteś nieodpowiedzialny i nie można cię na odejść krok byś nie zrobił czegoś głupiego
Już od dawna Sava nie był tak wściekły. Co ona sobie niby myśli żeby mówić do niego w ten sposób. Jak tylko zostanie królem to wszyscy pożałują tej swojej ignorancji względem niego. Bo przecież Kovu nie mógłby podjąć innej decyzji. On i tylko on nadaje się do tej roli, tak przynajmniej mu się wydawało.
- Jak śmiesz! – Warczał – Nie masz prawa tak…
- Ona ma rację – przerwała mu Rumia – naprawdę źle się zachowujesz
Gdy wszystkie oczy zwróciły się w kierunku lwiczki ta nieśmiało się skuliła. Każdy, no prawie każdy stał w tej dyskusji po stornie, po której stała księżniczka oraz Huzuni. Lwiątka naprawdę miały już dość bezsensownej wędrówki. Książę musiał ustąpić i jakoś sobie poradzić z nadszarpniętą dumą. Choć w myślach już planował zemstę jego słowa wyrażały skruchę. No może nie do końca skruchę, ale jednak był to akt poddania się.
- Widzę, że nie mam wyjścia – odparł zrezygnowany – dobrze, wracamy
Wszyscy, no może poza Shetani, która liczyła na rozlew krwi albo przynajmniej jakąś morderczą akcję, byli zadowoleni z tego, iż nareszcie wrócą z tej bezsensownej wędrówki, w którą z własnej woli się wpakowali. W drodze powrotnej na Lwią Ziemię wszyscy bardzo się ożywili. Rozmową nie było końca.
*
Tym czasem na lwiej ziemi Toren siedział pod drzewem i rozmyślał. Zastanawiał się, co zrobić by w końcu wkupić się w łaski króla Kovu. Wiedział, że dotąd dopóki jest młody niektóre sprawy mogą pozostać niezauważone. Co się jednak stanie, gdy dorośnie. Nie wiedział czy któregoś dnia nie zostanie zabity ot tak, bo król stwierdzi, że złamał jakieś prawo, o którym nikt nie miał pojęcia. Jednak im dłużej lewek myślał ty bardziej zdawał sobie sprawę, że to bezsensowne. Przecież, co by nie zrobił i tak będzie tym złym. Nie ważne, że on nic nie zrobił, jak widać dla niektórych liczy się to czyim jest się dzieckiem zamiast tego, jakim ktoś jest. Przykre, lecz niestety prawdziwe. Toren doskonale zdał sobie z tego sprawę, jednak wciąż się łudził, że uda mu się cos z tym zrobić. Zastanawiał się nawet czy nie spróbować dogadać się z Savą, jednak szybko zmienił zdanie po tym, co się stało Malaikiemu. Siedział tak już dość długo, gdy nagle usłyszał jakiś szelest. Postanowił się nie ruszać z miejsca i wciąż nasłuchiwać. Nie minęło kilka sekund, gdy okazał się któż to taki jest sprawcą tego hałasu. By ta nikt inny jak księżniczka Lennia. Czerwony odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że to ona. Jednak zdziwił go fakt, iż lwiczka była wyjątkowo szczęśliwa.
- Cóż się takiego stało – zagadał nieśmiało – cała promieniejesz
- Jestem taka szczęśliwa – pisnęła – jak zapewne wiesz była u Rafikiego – Toren pokiwał głową – poszłam sprawdzić, co z Malaikim zresztą jak zawsze, odkąd, odkąd… zresztą sam wiesz odkąd – lewek znów pokiwał głową – nastawiłam się, że znów zastanę go nieprzytomnego, bo niby, co takiego miałoby się nagle wydarzyć – lwiczka ekscytowała się coraz bardziej z każdym słowem – ja tam zachodzę i wyobraź sobie widzę Malaikiego, który stoi o własnych łapach – Toren wytrzeszczył oczy – ocknął się! Dzisiaj się ocknął! – Krzyczała lwiczka – jestem taka szczęśliwa! Co prawda jeszcze musi zostać u Rafikiego, ale się ocknął, czyli jest już dobrze – piszczała
W tym momencie Torenowi cos przyszło do głowy. Skoro lwiczka mu to powiedziała to nie może być do niego negatywnie nastawiona. Pozostało, więc namówić Malaikiego by to ją wskazał, jako następcę. Wiedział jednak, że to nie będzie takie łatwe, poza tym, jeśli wyszłoby na jaw, że mieszał w tym łapy mogłoby być z nim źle. Dlatego musiał to jeszcze przemyśleć, jednak teraz nie pozostało mu nic innego jak cieszyć się, że w najbliższym czasie nie będzie pogrzebu, a przynajmniej żadnego na ten moment planowanego. Bo faktem, iż nie jeden lew czy lwica spisał już Malaikiego na pewną śmierć, a tu taka niespodzianka.
- Chodź – nagle z zamyślenia wyrwała go Lennia – trzeba mojego ojca poinformować – piszczała zadowolona
- Ale – zaczął czerwony – przecież, ja…
- No cicho już – delikatnie pchnęła lewka – nie gadaj tylko chodź
Toren nie dyskutował już więcej z księżniczką tyko posłusznie skierował się za księżniczką w kierunku Lwiej Skały. Nie wiedział jak ta sytuacja wpłynie na jego wizerunek w oczach Kovu, jednak czy cos złego mogłoby się stać? Poza tym myśli cały czas mu zajmowała postawa księżniczki. Naprawdę nie miał pojęcia, co powinien o niej myśleć. Możliwe było, że księżniczka uznała, że nie jest on nikim złym, no ale cóż, kto wie jak było naprawdę. Myśli tak pochłonęły Torena, że nim się spostrzegł był już na Lwiej Skale dosłownie parę metrów od króla. Lennia radośnie podeszła do ojca. Radość tak bardzo rysowała się na jej pyszczku, że Kovu spojrzał na nią jak poparzony.
- Tato, tatusiu! – Wykrzyczała radośnie – wiesz co się stało? Na pewno wiesz! No zgadnij co się stało! – Piszczała – już dawno nie byłam taka szczęśliwa – aż zaczęła podskakiwać w miejscu – no jak myślisz? Nareszcie mamy powód do świętowania!
Król spojrzał na córkę poważnie. Domyślał się, o co mogło chodzić jednak nie uważał tego za tak świetną nowinę, a przynajmniej, że aż tak bardzo jak Lennia. Miał teraz wiele na głowie, naprawdę dużo się ostatnio działo, o czym oczywiście lwiątka nie miały pojęcia. Postanowił jednak, że nie zaszkodzi mu jak spróbuje poudawać dobrego ojca. W końcu, co mu szkodzi? Wziął głęboki wdech, po czym się odezwał.
- Mogę się domyślać, że to ta sprawa, która ostatnimi czasy spędzała ci sen z powiek – zaczął – domyślam się również, że doszło do jej szczęśliwego rozwiązania. Wiec, jeśli się nie mylę, a jak zapewne ty i wszyscy inny wiedzą ja prawie nigdy się nie mylę chodzi o Malaikiego – lwiczka pokiwała łebkiem za znak aprobaty słów Kovu – więc skoro sprawa dotyczy właśnie jego to znaczy, że nareszcie się ocknął – wydawało się jakby ostanie słowa podkreślił – a skoro nie ma go tu z tobą – zrobił krótką pałę – tylko przyszedł tu ten wywłoka – wyszeptał jakby dla siebie – to znaczy że nadal jest u Rafikiego, a ty zapewne chciałabyś abym go odwiedził, zgadza się? – Lwiczka znów pokiwała łebkiem – w takim razie zajmę się tym tylko później, a teraz, jeśli pozwolisz wrócę do swoich spraw

Gdy tylko skończył swoją wypowiedz od razu oddalił się nie dając córce możliwości, na jaką kolwiek wypowiedz. Lwiczka nie była z tego faktu zadowolona, niestety nie mogła nic z tym zrobić. Jednak nie przejmowała się postawą ojca zbyt długo. W tej chwili była zbyt szczęśliwa, aby zajmować się zamartwianiem. Szybko pożegnała się z Torenem po czy umknęła do swojego ukochanego. Wydawało jej się, że nic nie zepsuje tego szczęścia. Niestety jak złudne były to nadzieje, o czym miała się niedługo przekonać. Teraz jednak nieświadoma tego, co przyniesie przyszłość skakała niemal pod chmury, a tak przynajmniej wydawało się Torenowi, który obserwował księżniczkę jeszcze przez chwilę. Czerwony, jako iż nie był już przedmiotem niczyich zainteresowań postanowił wrócić pod „swoje” drzewo. Po drodze postanowił jeszcze zahaczyć o wodopój gdyż nagle bardzo zachciało mu się pić. W końcu nic dziwnego gdyż dzień był wyjątkowo upalny. Bez większego zastanowienia podszedł do wody, po czym zaczął pić. Zwyczajna czynność, którą wykonuje każdy lew każdego dnia. Cóż ciekawego mogłoby być w zwykłej rutynie. Czerwony jako jeden z nielicznych lubił taką rutynę pozwalała mu się odprężyć. Gdy podniósł łebek znad wody nie wiadomo, dlaczego spojrzał w stronę polujących lwic, które z oddanie wykonywały swoją rolę w stadzie. Wszystkie harmonijnie ze sobą współpracowałyby osiągnąć wspólny cel. Wydawało się, że wszystko działa w idealnym porządku. To właśnie takie momenty Toren uważał za wspaniałe. Momenty, gdy wszystko tworzy jedną wspólną całość bez żadnej skazy, w takich właśnie chwilach czół się tak dobrze jak wtedy, gdy jego matka żyła. Myślami zaczął wracać do swojego życia na Czerwonej Ziemi do czasów sprzed wojny. Wydawało mu się to tak odległe jakby wydarzyło się kilka epok temu, a jednak było to całkiem niedawno. Na wspomnienie tamtych czasów z jego oczu zaczęły płynąć łzy. W tamtej właśnie chwili uświadomił sobie, że to wcale nie Król Kovu jest jego największym wrogiem. Nie, w końcu on zabrał mu tylko ojca. Toren wiedział, że kiedyś w przyszłości o ile jej dożyje przyjdzie mu się zmierzyć z tym, co zabił jego matkę oraz połowę stada, z tym, który zmusił jego ojca do szukania pomocy na Lwiej Ziemi, z tym, który sprowadził na niego taki los.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :) Tak wiem że ostania notatka była rok temu, ale mam nadzieję że są tu tacy którzy jeszcze we mnie nie zwątpili. Nie chcę nic obiecywać ale być może wrócę do regularnego pisania, więc do następnego...

Pozdrawiam

środa, 27 czerwca 2018

Kilka słów...

Po pierwsze przepraszam za ten "Koniec" po drugie przepraszam za obietnice bez odzwierciedlenia w rzeczywistości po trzecie przeprasza za zaniedbanie bloga.

Dobrze a teraz do rzeczy. Do bloga kiedyś wrócę, kiedy nie wiem. Postaram się coś ty wstawiać ale jak to wyjdzie to nie wiem. Przez ostatni rok zaniedbałam bardzo dużo "rzeczy". Jednak zrozumcie poszłam do jednego z najlepszych liceów w województwie na biol-chem. Chyba więcej nie muszę wyjaśniać by zorientować się że nie mam czasu na sen a co dopiero na inne "sprawy". Planuję też w swoim czasie przenieść się na wattpad. Oczywiście to nie tyczy się historii która toczy się na blogu, a innej mojej twórczości, ale kiedy do tego dojdzie to nie wiem.

A teraz taka malutka reklama.
Zapraszam na grupę na Facebooku "Młodzi Przyszłością Ojczyzny"
Gdzie na tę chwilę muszę doprowadzić wszystko do porządku ;)
Grupa ma na celu zjednoczenie młodzieży polskiej i dążenie aby kiedys razem żyło się nam lepiej :)
Koniec reklamy

Mam nadzieję że mi wybaczycie to cos się stało z blogiem i wrócicie do czytania jak tylko coś zacznę publikować ;)

Pozdrawiam

niedziela, 23 lipca 2017

#31. Zakazane miejsce

- Ile jeszcze mamy czekać? - warknęła jedna z lwic- powiedziałeś że czas zemsty się zbliża
Lew popatrzyła na nią groźnie. Miał swoje powody by czekać. Na Lwiej Ziemi była coraz gorzej, a czas działał na jego korzyść. Tłumaczył to już lwicą wiele razy, ale najwidoczniej one tego nie rozumiały. To on tu był przywódcą więc nawet nie pofatygował się by odpowiedzieć tylko odszedł w kierunku swojego legowiska ukrytego za jedną ze skał.

*
Tym czasem w swoim królestwie Kovu wylegiwał się w jaskini. Nieświadom nawet gdzie podziewa się jego potomstwo, a oni mieli naprawdę zuchwały plan, a raczej Sava go miał. Maluchy bowiem postanowiły pozwiedzać Złą Ziemię. Miejsce odwiecznego zainteresowania i ciągłych kłopotów. Tak się akurat składa że książę miał ich już wystarczająco dużo, ale najwyraźniej się tym nie przejmował, bo jak to on stwierdził musi w końcu ,,odreagować". Jednak był jedne problem.
- wiem kim jesteś! - wykrzyczał Sava - Przecież nie zapomniałem co zrobiłem, nie pozwalasz mi nawet przez chwilę o tym nie myśleć. Ciągle tylko jest Malaiki, Malaiki i Malaiki
- czego ty jeszcze narzekasz! Jesteś głupi i tyle! - warknęła Lennia - Zamiast narzekać okazał byś odrobinę skruchy
- a niby co ja robię? Że chcę na chwilę o tym zapomnieć, to taka wielka zbrodnia? Myślisz że nie przeżywam tego co zrobiłem? Myślisz że mi jest łatwo? Patrzeć nie mogę na Shetani...
- Ej! - warknęła wywołana - mnie w to nie mieszaj
- że niby co? - oburzył się czarny - a czyja to wina?
- może twoja? - odburknęła Lennia - zganiasz na niewinną lwice swoje przestępstwa
- bo to jej wina! Poza tym nie nazywaj tego tak, sroce piór z ogona nie wyrwałem. A poza tym...
Sava przerwał w pół zdania bo nagle poczuł w ustach krew spływającą z jego czoła. Nie pierwszy jaz jej smakował, ale za każdym razem stwierdzał że ma w istocie paskudny smak. A gdy już określił smak tego życiodajnego płynu dotarła do niego skąd się wziął. To jego ukochana siostrzyczka, która tak do złudzenia przypominała z wyglądu matkę potraktowała go swoimi świeżo wypolerowanymi pazurkami. Które teraz pomimo iż rana zadana księciu nie była głęboka ociekały krwią.
- jak ty... - zaczął czarny i już gotował się do oddania ciosu - jak ty.. ty... ty...
- co ja - warczała oprawczyni gotowa do obrony - co? no czego ty chcesz? Mnie też skrzywdzisz?
- a co jeśli tak? Myślisz że tego nie zrobię?
- Przekonajmy się!
Brat i siostra zaczęli szykować się do walki. Jeszcze chwila, jeszcze moment. Zaraz rodzeństwo, następcy, dzieci jednych rodziców rzucą się sobie do gardeł. Jedno drugiego wykończy. Jedno zniweczy przyszłość drugiego. Któreś z nich nigdy już więcej nie ujrzy słońca, nie pójdzie na polowanie, nie pobawi się z berka, nie zje antylopy, ani zebry, nie usłyszy śpiewu ptaków, nie zobaczy rodziców, nie wytarza się w trawie, nie pozna nikogo nowego, nie porozmawia z dziadkiem, ani nie usłyszy już nigdy więcej jego historii, nie pobawi się już z nikim, nie będzie miało szansy do tronu. A nie to ostatnie to oboje bo kto by chciał na tronie mordercę. Zaraz chwila... przez taką błahostkę zniszczą swoje życie. Co zwycięzca zrobi? Kim będzie? Sam ucieknie, a  możne zostanie wygnany? Co pomyślą Kovu i Kiara? Co się wtedy stanie? Pewne jest że to co się stanie, nie powinno mieć prawa bytu. Nigdy! Ale jednak własnie od czegoś takiego jesteśmy o krok. Dwoje potomków Kovu i Kiary patrzy na siebie teraz morderczo pragnąć skosztować krwi drugiego oraz pałaszować się jego śmiercią. Nim to jednak nastąpi okrążają siebie wzajemnie, szczerząc kły i wysuwając swoje małe pazurki. Oboje wiedzą co planują, ale chyba nie zdają sobie sprawy jakie to konsekwencje niesie za sobą. Nawet przez moment żadnemu nie przeszła przez mysl smutna wizja życia na wygnaniu zdala od wszystkich na których im zależy. Kovu na pewno by kazał zabójcy odejsć, nie zwracając uwagi na fakt iż to jego dziecko. Bo niby dlaczego? Młode zabiło drugie młode. Jedno jego i drugie również. Więc na pewno by sie nie powstrzymywał. Ale Lenni i Savie najwyraźniej to nie obchodzi, bo nadal krążą dookoła powarkując groźnie. Teraz dosłownie sekundy dzieliły ich od walki. A Shetani nawet czeła odliczać w myslach.
- 20, 19, 18, 17, 16, przydałby sie jakich popcorn - myslała - 15, 14, 13, tylko skąd go wziąsc, 12, 11, 10, liczę na Lennie, 9, 8, 7, należy się Savie za to co mi zrobił, 6, 5, 4, 3, 2, i...
-STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!
Nagle rozległ się tak głosny ryk że wszyscy zwrócili się w jego kierunku, a czarny i brązowa nagle stracili sobą zainteresowanie. Przez dłuższy moment nikt nie był wstanie zrozumieć co się stało. To wszystko działo się tak szybko. Shetani wydała z siebie nawet cichy pomruk niezadowolenia, które wywołało przerwanie bardzo interesującej walki. Cisza trwała, ale nikt nie odważył się jej przerwać. Bezdźwięczny moment coraz bardziej się wydłużał, a na dodatek niektórym zaczął on dzwonić w uszach. Trwało to i trwało i mogła by trwać nadal gdyby nie Rumia.
- no na co się tak patrzycie? - zaczęła nieśmiało - ktos musiał cos zrobić. Sava, Lennia. Jesteście dla mnie bardzo ważni nie chciałabym stracić któregokolwiek z was
Lwiaki czym prędzej zawstydzone spuściły głowy. W jednej chwili dotarło do nich co mieli zamiar zrobić.
- nie powiem nic rodzicom - znów zaczęła - ale pod jednym warunkiem...
Wszystkie oczy znów skierowały się na różową. Ale teraz gdy emocje prawie całkowicie już opadły najmłodsza trochę się zawahała. Nie lubiła przebywać w centrum uwagi. To nie była jej bajka, jednak co zaczęła musiała skończyć.
- wyświadczycie mi pewną przysługę - prawie wyszeptała - ale jaką to powiem wam później. A co do naszej wyprawy to proponuję by ci którzy mają na nią chęć po prostu tam poszli, a jesli ktos nie chce to może zostać. Co wy na to?
Rumia przemawiała niczym królowa, tyle że to brzmiało raczej jakby słowa monarchini wypowiadała otoczona antylopa bez szans na ucieczkę, która jednocześnie jest świadoma że to ona będzie dzisiaj kolacją. Jednakże młoda lwiczka miała w sobie ziarenko tego czegos. Potrafiła przekalkulować cała sytucację na spokojnie w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa. Teraz nie było powodu do kłótni, znikł nagle niczym mgła. Pomimo krwawiącej rany Sava uspokoił się dosć znacząco. Młodzieniec wzioł głęboki wdech po czym powiedział, a raczej wykrzyczał
- to w takim razie kto idzie? Jesli nie chcecie proszę bardzo, nikt nie musi isć, ale...-na chwilę przerwał- później nie miejcie pretensji że straciliście dobrą zabawę
Lwiaki tylko popatrzyły po sobie, jakby nie wiedząc co powiedzieć. Na ich szczęscie, a może nie? Sava wcale nie chciał słuchac tego co mają do powiedzenia. Po prostu odwrócił się i zaczoł powoli isć w stronę Złej Ziemi. Kto wie ile czasu by zajeło lwiątką zorientowanie się w sytuacji gdyby ku zdziwieniu wszystkich, Huzuni... ta ułożona i grzeczna lwiczka... ona po prostu ruszyła za Savą. W slad za nią ruszyła Shetani oraz Rumia, a po chwili wachania dołączyła do nich Altania. Gdy maluchy oddaliły się już znaczący kawałek również Mazuri ruszył w obranym przez nich kierunku. Tak że na miejscu zostali tylko Toren i Lennia. Jednak ani jedno, ani drugie nie miało zamiaru tam isć. Co prawda oboje zostali z roznych powodow, ale to nie miało znaczenia. Ważne że zostali, jednak nie mieli zamiaru spędzać razem czasu. Dlatego po niezbyt długiej chwili postanowili się rozejsć. Lennia do rafikiego, zas Toren ruszył w kierunku drzewa, niezbyt dużego, ale Toren je lubił i często tam przebywał, dlatego tam własnie ruszył. Nikt jednak nie spodziewał się że każda z drug którą obrali tego dnia tak na nich wpłynie.
*
Gdzies w oddali tam gdzie nie sięga wzrok mieszkanców Lwiej Skły stała lwica. Dobrze wszystkim znana. W końcu to ona namieszała w życiu władców. Teraz była ona już w całkiem widocznej ciąży i zbliżała się do rozwiązania. Spoglądała smutno na ten teren sawanny. Wiedziała co chce zrobić, niestety teraz mogła tylko czekać. Oba maleństwa na których opierała wszystko były jeszcze nie gotowe, było za wczesnie. Jednak ona cały czas monitorowała co się działo na Lwiej Ziemi. Teraz wlasnie czekała na zwiadowcę. Nie niecierpliwiła choć czas mijał jej dosć wolno. Ona nie była jak inne lwice. Była zrodzona do takich rzeczy, a do tego dochodziło jeszcze wychowanie. Czas mijał, mijał, mijał, ciągnął się i ciągnął. Nie wiadomo jak długo czekała, ale była cierpliwa. Wiedziała że jej się to opłaci. Po bardzo, a to bardzo długie chwili. Usłyszała szelest. Doskonale wiedziała kto to, dlatego ie zlękła się.
- pani - lew delikatnie się przed nią skłonił - jest tak jak myslałas
- ile nam zostało? - zapytała podenerwowana
- wystarczająco- lew rozejrzał się wokół siebie - nasz król jest silniejszy niż się wydaje, ale wciąż jest niegotowy, a my...
- wiem - urwała mu krótko - już chyba czas wracać - spojrzała na towarzysza dając mu znak by ruszył do miejsca z którego przybyli
*
Tymczasem gromadka lwiątek zdążyła już dojsć do przejscia którym można było się dostać na Złą Ziemię. Przejcie nic się nie zmieniło od czasu gdy to Kiara postanowiła wybrac się na przechadzkę. Nadal było niebezpieczne, a na około pływały krokodyle. Maluchy stały w obliczu nieznanego. Sava prawie dopiął swego. Wystarczyło tylko przejsć po kładce i zaczynała się przygoda... przygoda której pragną...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam! Wiem że notatka dosć krótka, miała byc dłuższa, ale nie miałam za dużo czasu, a chciałam wam to już wrzucić. Teraz wracam na całego.
Pozdrawiam :)