niedziela, 22 lipca 2018

#32 Chwila ciszy

Zła ziemia tak bardzo przyciągała lwiątka. Nikt nie wiedział, co miała w sobie, ale to może przez tą aurę tajemniczości? Przez wszystkich uczestników tej nieodpowiedzialnej wycieczki przeszedł dreszcz ekscytacji, a stało się to w monecie, gdy przekroczyli kładkę.
- Naprzód przygodo! – Krzyknął Sava, po czym skierował się prosto przed siebie, niezbyt go nawet interesowało czy reszta podąża za nim.
Na szczęście, a może i nie do końca na szczęście pozostałe lwiątka miały trochę więcej w głowie od księcia i postanowiły się nie rozdzielać.  Tak już szli przez dłuższy czas. Jednak nic się takiego nie działo, mijali skały, skały, więcej skał, uschnięte rośliny, więcej uschniętych roślin i nic więcej. Savę zaczęło to już irytować, ponieważ liczył, że znajdzie tu cos ciekawego, a na jego nieszczęście nic takiego tu nie było. Nie chciała się jednak poddać i przyznać, że wyprawa w to miejsce nie miała najmniejszego sensu, bo w końcu jakże on mógłby popełnić błąd. On taki nieomylny. Do tej pory wszyscy byli cicho jednak i pozostałym pomału kończyła się cierpliwość. W końcu Huzuni przerwała ten bezsensowny marsz.
- Sava! Sava stój! - Lewek gwałtownie się odwrócił – gdzie ty nas ciągniesz? Po drodze nie widzieliśmy nic oprócz skał i martwych drzew i szczerze to wątpię by dalej było cos bardziej interesującego
Lewek wydawał się bardzo urażony wypowiedzą cioci. W końcu przecież uraziła jego dumę, a to jest niewybaczalne, gdyby tylko był już królem. Ale nie jest i nie wiadomo czy kiedykolwiek nim zostanie. Według niego to jest obraza jego osoby jednak, co on mógł z tym zrobić? Nic.
- Wiem, co robię – odezwał się po chwili ciszy – poza tym nikt przecież nie kazał ci tu ze mną przychodzić – ostatnie słowa wypowiedział niemal warcząc
- O nie mój drogi! Przesadzasz! – Warknęła – przyszłam tu z wami, bo TY jesteś nieodpowiedzialny i nie można cię na odejść krok byś nie zrobił czegoś głupiego
Już od dawna Sava nie był tak wściekły. Co ona sobie niby myśli żeby mówić do niego w ten sposób. Jak tylko zostanie królem to wszyscy pożałują tej swojej ignorancji względem niego. Bo przecież Kovu nie mógłby podjąć innej decyzji. On i tylko on nadaje się do tej roli, tak przynajmniej mu się wydawało.
- Jak śmiesz! – Warczał – Nie masz prawa tak…
- Ona ma rację – przerwała mu Rumia – naprawdę źle się zachowujesz
Gdy wszystkie oczy zwróciły się w kierunku lwiczki ta nieśmiało się skuliła. Każdy, no prawie każdy stał w tej dyskusji po stornie, po której stała księżniczka oraz Huzuni. Lwiątka naprawdę miały już dość bezsensownej wędrówki. Książę musiał ustąpić i jakoś sobie poradzić z nadszarpniętą dumą. Choć w myślach już planował zemstę jego słowa wyrażały skruchę. No może nie do końca skruchę, ale jednak był to akt poddania się.
- Widzę, że nie mam wyjścia – odparł zrezygnowany – dobrze, wracamy
Wszyscy, no może poza Shetani, która liczyła na rozlew krwi albo przynajmniej jakąś morderczą akcję, byli zadowoleni z tego, iż nareszcie wrócą z tej bezsensownej wędrówki, w którą z własnej woli się wpakowali. W drodze powrotnej na Lwią Ziemię wszyscy bardzo się ożywili. Rozmową nie było końca.
*
Tym czasem na lwiej ziemi Toren siedział pod drzewem i rozmyślał. Zastanawiał się, co zrobić by w końcu wkupić się w łaski króla Kovu. Wiedział, że dotąd dopóki jest młody niektóre sprawy mogą pozostać niezauważone. Co się jednak stanie, gdy dorośnie. Nie wiedział czy któregoś dnia nie zostanie zabity ot tak, bo król stwierdzi, że złamał jakieś prawo, o którym nikt nie miał pojęcia. Jednak im dłużej lewek myślał ty bardziej zdawał sobie sprawę, że to bezsensowne. Przecież, co by nie zrobił i tak będzie tym złym. Nie ważne, że on nic nie zrobił, jak widać dla niektórych liczy się to czyim jest się dzieckiem zamiast tego, jakim ktoś jest. Przykre, lecz niestety prawdziwe. Toren doskonale zdał sobie z tego sprawę, jednak wciąż się łudził, że uda mu się cos z tym zrobić. Zastanawiał się nawet czy nie spróbować dogadać się z Savą, jednak szybko zmienił zdanie po tym, co się stało Malaikiemu. Siedział tak już dość długo, gdy nagle usłyszał jakiś szelest. Postanowił się nie ruszać z miejsca i wciąż nasłuchiwać. Nie minęło kilka sekund, gdy okazał się któż to taki jest sprawcą tego hałasu. By ta nikt inny jak księżniczka Lennia. Czerwony odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że to ona. Jednak zdziwił go fakt, iż lwiczka była wyjątkowo szczęśliwa.
- Cóż się takiego stało – zagadał nieśmiało – cała promieniejesz
- Jestem taka szczęśliwa – pisnęła – jak zapewne wiesz była u Rafikiego – Toren pokiwał głową – poszłam sprawdzić, co z Malaikim zresztą jak zawsze, odkąd, odkąd… zresztą sam wiesz odkąd – lewek znów pokiwał głową – nastawiłam się, że znów zastanę go nieprzytomnego, bo niby, co takiego miałoby się nagle wydarzyć – lwiczka ekscytowała się coraz bardziej z każdym słowem – ja tam zachodzę i wyobraź sobie widzę Malaikiego, który stoi o własnych łapach – Toren wytrzeszczył oczy – ocknął się! Dzisiaj się ocknął! – Krzyczała lwiczka – jestem taka szczęśliwa! Co prawda jeszcze musi zostać u Rafikiego, ale się ocknął, czyli jest już dobrze – piszczała
W tym momencie Torenowi cos przyszło do głowy. Skoro lwiczka mu to powiedziała to nie może być do niego negatywnie nastawiona. Pozostało, więc namówić Malaikiego by to ją wskazał, jako następcę. Wiedział jednak, że to nie będzie takie łatwe, poza tym, jeśli wyszłoby na jaw, że mieszał w tym łapy mogłoby być z nim źle. Dlatego musiał to jeszcze przemyśleć, jednak teraz nie pozostało mu nic innego jak cieszyć się, że w najbliższym czasie nie będzie pogrzebu, a przynajmniej żadnego na ten moment planowanego. Bo faktem, iż nie jeden lew czy lwica spisał już Malaikiego na pewną śmierć, a tu taka niespodzianka.
- Chodź – nagle z zamyślenia wyrwała go Lennia – trzeba mojego ojca poinformować – piszczała zadowolona
- Ale – zaczął czerwony – przecież, ja…
- No cicho już – delikatnie pchnęła lewka – nie gadaj tylko chodź
Toren nie dyskutował już więcej z księżniczką tyko posłusznie skierował się za księżniczką w kierunku Lwiej Skały. Nie wiedział jak ta sytuacja wpłynie na jego wizerunek w oczach Kovu, jednak czy cos złego mogłoby się stać? Poza tym myśli cały czas mu zajmowała postawa księżniczki. Naprawdę nie miał pojęcia, co powinien o niej myśleć. Możliwe było, że księżniczka uznała, że nie jest on nikim złym, no ale cóż, kto wie jak było naprawdę. Myśli tak pochłonęły Torena, że nim się spostrzegł był już na Lwiej Skale dosłownie parę metrów od króla. Lennia radośnie podeszła do ojca. Radość tak bardzo rysowała się na jej pyszczku, że Kovu spojrzał na nią jak poparzony.
- Tato, tatusiu! – Wykrzyczała radośnie – wiesz co się stało? Na pewno wiesz! No zgadnij co się stało! – Piszczała – już dawno nie byłam taka szczęśliwa – aż zaczęła podskakiwać w miejscu – no jak myślisz? Nareszcie mamy powód do świętowania!
Król spojrzał na córkę poważnie. Domyślał się, o co mogło chodzić jednak nie uważał tego za tak świetną nowinę, a przynajmniej, że aż tak bardzo jak Lennia. Miał teraz wiele na głowie, naprawdę dużo się ostatnio działo, o czym oczywiście lwiątka nie miały pojęcia. Postanowił jednak, że nie zaszkodzi mu jak spróbuje poudawać dobrego ojca. W końcu, co mu szkodzi? Wziął głęboki wdech, po czym się odezwał.
- Mogę się domyślać, że to ta sprawa, która ostatnimi czasy spędzała ci sen z powiek – zaczął – domyślam się również, że doszło do jej szczęśliwego rozwiązania. Wiec, jeśli się nie mylę, a jak zapewne ty i wszyscy inny wiedzą ja prawie nigdy się nie mylę chodzi o Malaikiego – lwiczka pokiwała łebkiem za znak aprobaty słów Kovu – więc skoro sprawa dotyczy właśnie jego to znaczy, że nareszcie się ocknął – wydawało się jakby ostanie słowa podkreślił – a skoro nie ma go tu z tobą – zrobił krótką pałę – tylko przyszedł tu ten wywłoka – wyszeptał jakby dla siebie – to znaczy że nadal jest u Rafikiego, a ty zapewne chciałabyś abym go odwiedził, zgadza się? – Lwiczka znów pokiwała łebkiem – w takim razie zajmę się tym tylko później, a teraz, jeśli pozwolisz wrócę do swoich spraw

Gdy tylko skończył swoją wypowiedz od razu oddalił się nie dając córce możliwości, na jaką kolwiek wypowiedz. Lwiczka nie była z tego faktu zadowolona, niestety nie mogła nic z tym zrobić. Jednak nie przejmowała się postawą ojca zbyt długo. W tej chwili była zbyt szczęśliwa, aby zajmować się zamartwianiem. Szybko pożegnała się z Torenem po czy umknęła do swojego ukochanego. Wydawało jej się, że nic nie zepsuje tego szczęścia. Niestety jak złudne były to nadzieje, o czym miała się niedługo przekonać. Teraz jednak nieświadoma tego, co przyniesie przyszłość skakała niemal pod chmury, a tak przynajmniej wydawało się Torenowi, który obserwował księżniczkę jeszcze przez chwilę. Czerwony, jako iż nie był już przedmiotem niczyich zainteresowań postanowił wrócić pod „swoje” drzewo. Po drodze postanowił jeszcze zahaczyć o wodopój gdyż nagle bardzo zachciało mu się pić. W końcu nic dziwnego gdyż dzień był wyjątkowo upalny. Bez większego zastanowienia podszedł do wody, po czym zaczął pić. Zwyczajna czynność, którą wykonuje każdy lew każdego dnia. Cóż ciekawego mogłoby być w zwykłej rutynie. Czerwony jako jeden z nielicznych lubił taką rutynę pozwalała mu się odprężyć. Gdy podniósł łebek znad wody nie wiadomo, dlaczego spojrzał w stronę polujących lwic, które z oddanie wykonywały swoją rolę w stadzie. Wszystkie harmonijnie ze sobą współpracowałyby osiągnąć wspólny cel. Wydawało się, że wszystko działa w idealnym porządku. To właśnie takie momenty Toren uważał za wspaniałe. Momenty, gdy wszystko tworzy jedną wspólną całość bez żadnej skazy, w takich właśnie chwilach czół się tak dobrze jak wtedy, gdy jego matka żyła. Myślami zaczął wracać do swojego życia na Czerwonej Ziemi do czasów sprzed wojny. Wydawało mu się to tak odległe jakby wydarzyło się kilka epok temu, a jednak było to całkiem niedawno. Na wspomnienie tamtych czasów z jego oczu zaczęły płynąć łzy. W tamtej właśnie chwili uświadomił sobie, że to wcale nie Król Kovu jest jego największym wrogiem. Nie, w końcu on zabrał mu tylko ojca. Toren wiedział, że kiedyś w przyszłości o ile jej dożyje przyjdzie mu się zmierzyć z tym, co zabił jego matkę oraz połowę stada, z tym, który zmusił jego ojca do szukania pomocy na Lwiej Ziemi, z tym, który sprowadził na niego taki los.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :) Tak wiem że ostania notatka była rok temu, ale mam nadzieję że są tu tacy którzy jeszcze we mnie nie zwątpili. Nie chcę nic obiecywać ale być może wrócę do regularnego pisania, więc do następnego...

Pozdrawiam

środa, 27 czerwca 2018

Kilka słów...

Po pierwsze przepraszam za ten "Koniec" po drugie przepraszam za obietnice bez odzwierciedlenia w rzeczywistości po trzecie przeprasza za zaniedbanie bloga.

Dobrze a teraz do rzeczy. Do bloga kiedyś wrócę, kiedy nie wiem. Postaram się coś ty wstawiać ale jak to wyjdzie to nie wiem. Przez ostatni rok zaniedbałam bardzo dużo "rzeczy". Jednak zrozumcie poszłam do jednego z najlepszych liceów w województwie na biol-chem. Chyba więcej nie muszę wyjaśniać by zorientować się że nie mam czasu na sen a co dopiero na inne "sprawy". Planuję też w swoim czasie przenieść się na wattpad. Oczywiście to nie tyczy się historii która toczy się na blogu, a innej mojej twórczości, ale kiedy do tego dojdzie to nie wiem.

A teraz taka malutka reklama.
Zapraszam na grupę na Facebooku "Młodzi Przyszłością Ojczyzny"
Gdzie na tę chwilę muszę doprowadzić wszystko do porządku ;)
Grupa ma na celu zjednoczenie młodzieży polskiej i dążenie aby kiedys razem żyło się nam lepiej :)
Koniec reklamy

Mam nadzieję że mi wybaczycie to cos się stało z blogiem i wrócicie do czytania jak tylko coś zacznę publikować ;)

Pozdrawiam

niedziela, 23 lipca 2017

#31. Zakazane miejsce

- Ile jeszcze mamy czekać? - warknęła jedna z lwic- powiedziałeś że czas zemsty się zbliża
Lew popatrzyła na nią groźnie. Miał swoje powody by czekać. Na Lwiej Ziemi była coraz gorzej, a czas działał na jego korzyść. Tłumaczył to już lwicą wiele razy, ale najwidoczniej one tego nie rozumiały. To on tu był przywódcą więc nawet nie pofatygował się by odpowiedzieć tylko odszedł w kierunku swojego legowiska ukrytego za jedną ze skał.

*
Tym czasem w swoim królestwie Kovu wylegiwał się w jaskini. Nieświadom nawet gdzie podziewa się jego potomstwo, a oni mieli naprawdę zuchwały plan, a raczej Sava go miał. Maluchy bowiem postanowiły pozwiedzać Złą Ziemię. Miejsce odwiecznego zainteresowania i ciągłych kłopotów. Tak się akurat składa że książę miał ich już wystarczająco dużo, ale najwyraźniej się tym nie przejmował, bo jak to on stwierdził musi w końcu ,,odreagować". Jednak był jedne problem.
- wiem kim jesteś! - wykrzyczał Sava - Przecież nie zapomniałem co zrobiłem, nie pozwalasz mi nawet przez chwilę o tym nie myśleć. Ciągle tylko jest Malaiki, Malaiki i Malaiki
- czego ty jeszcze narzekasz! Jesteś głupi i tyle! - warknęła Lennia - Zamiast narzekać okazał byś odrobinę skruchy
- a niby co ja robię? Że chcę na chwilę o tym zapomnieć, to taka wielka zbrodnia? Myślisz że nie przeżywam tego co zrobiłem? Myślisz że mi jest łatwo? Patrzeć nie mogę na Shetani...
- Ej! - warknęła wywołana - mnie w to nie mieszaj
- że niby co? - oburzył się czarny - a czyja to wina?
- może twoja? - odburknęła Lennia - zganiasz na niewinną lwice swoje przestępstwa
- bo to jej wina! Poza tym nie nazywaj tego tak, sroce piór z ogona nie wyrwałem. A poza tym...
Sava przerwał w pół zdania bo nagle poczuł w ustach krew spływającą z jego czoła. Nie pierwszy jaz jej smakował, ale za każdym razem stwierdzał że ma w istocie paskudny smak. A gdy już określił smak tego życiodajnego płynu dotarła do niego skąd się wziął. To jego ukochana siostrzyczka, która tak do złudzenia przypominała z wyglądu matkę potraktowała go swoimi świeżo wypolerowanymi pazurkami. Które teraz pomimo iż rana zadana księciu nie była głęboka ociekały krwią.
- jak ty... - zaczął czarny i już gotował się do oddania ciosu - jak ty.. ty... ty...
- co ja - warczała oprawczyni gotowa do obrony - co? no czego ty chcesz? Mnie też skrzywdzisz?
- a co jeśli tak? Myślisz że tego nie zrobię?
- Przekonajmy się!
Brat i siostra zaczęli szykować się do walki. Jeszcze chwila, jeszcze moment. Zaraz rodzeństwo, następcy, dzieci jednych rodziców rzucą się sobie do gardeł. Jedno drugiego wykończy. Jedno zniweczy przyszłość drugiego. Któreś z nich nigdy już więcej nie ujrzy słońca, nie pójdzie na polowanie, nie pobawi się z berka, nie zje antylopy, ani zebry, nie usłyszy śpiewu ptaków, nie zobaczy rodziców, nie wytarza się w trawie, nie pozna nikogo nowego, nie porozmawia z dziadkiem, ani nie usłyszy już nigdy więcej jego historii, nie pobawi się już z nikim, nie będzie miało szansy do tronu. A nie to ostatnie to oboje bo kto by chciał na tronie mordercę. Zaraz chwila... przez taką błahostkę zniszczą swoje życie. Co zwycięzca zrobi? Kim będzie? Sam ucieknie, a  możne zostanie wygnany? Co pomyślą Kovu i Kiara? Co się wtedy stanie? Pewne jest że to co się stanie, nie powinno mieć prawa bytu. Nigdy! Ale jednak własnie od czegoś takiego jesteśmy o krok. Dwoje potomków Kovu i Kiary patrzy na siebie teraz morderczo pragnąć skosztować krwi drugiego oraz pałaszować się jego śmiercią. Nim to jednak nastąpi okrążają siebie wzajemnie, szczerząc kły i wysuwając swoje małe pazurki. Oboje wiedzą co planują, ale chyba nie zdają sobie sprawy jakie to konsekwencje niesie za sobą. Nawet przez moment żadnemu nie przeszła przez mysl smutna wizja życia na wygnaniu zdala od wszystkich na których im zależy. Kovu na pewno by kazał zabójcy odejsć, nie zwracając uwagi na fakt iż to jego dziecko. Bo niby dlaczego? Młode zabiło drugie młode. Jedno jego i drugie również. Więc na pewno by sie nie powstrzymywał. Ale Lenni i Savie najwyraźniej to nie obchodzi, bo nadal krążą dookoła powarkując groźnie. Teraz dosłownie sekundy dzieliły ich od walki. A Shetani nawet czeła odliczać w myslach.
- 20, 19, 18, 17, 16, przydałby sie jakich popcorn - myslała - 15, 14, 13, tylko skąd go wziąsc, 12, 11, 10, liczę na Lennie, 9, 8, 7, należy się Savie za to co mi zrobił, 6, 5, 4, 3, 2, i...
-STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!
Nagle rozległ się tak głosny ryk że wszyscy zwrócili się w jego kierunku, a czarny i brązowa nagle stracili sobą zainteresowanie. Przez dłuższy moment nikt nie był wstanie zrozumieć co się stało. To wszystko działo się tak szybko. Shetani wydała z siebie nawet cichy pomruk niezadowolenia, które wywołało przerwanie bardzo interesującej walki. Cisza trwała, ale nikt nie odważył się jej przerwać. Bezdźwięczny moment coraz bardziej się wydłużał, a na dodatek niektórym zaczął on dzwonić w uszach. Trwało to i trwało i mogła by trwać nadal gdyby nie Rumia.
- no na co się tak patrzycie? - zaczęła nieśmiało - ktos musiał cos zrobić. Sava, Lennia. Jesteście dla mnie bardzo ważni nie chciałabym stracić któregokolwiek z was
Lwiaki czym prędzej zawstydzone spuściły głowy. W jednej chwili dotarło do nich co mieli zamiar zrobić.
- nie powiem nic rodzicom - znów zaczęła - ale pod jednym warunkiem...
Wszystkie oczy znów skierowały się na różową. Ale teraz gdy emocje prawie całkowicie już opadły najmłodsza trochę się zawahała. Nie lubiła przebywać w centrum uwagi. To nie była jej bajka, jednak co zaczęła musiała skończyć.
- wyświadczycie mi pewną przysługę - prawie wyszeptała - ale jaką to powiem wam później. A co do naszej wyprawy to proponuję by ci którzy mają na nią chęć po prostu tam poszli, a jesli ktos nie chce to może zostać. Co wy na to?
Rumia przemawiała niczym królowa, tyle że to brzmiało raczej jakby słowa monarchini wypowiadała otoczona antylopa bez szans na ucieczkę, która jednocześnie jest świadoma że to ona będzie dzisiaj kolacją. Jednakże młoda lwiczka miała w sobie ziarenko tego czegos. Potrafiła przekalkulować cała sytucację na spokojnie w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa. Teraz nie było powodu do kłótni, znikł nagle niczym mgła. Pomimo krwawiącej rany Sava uspokoił się dosć znacząco. Młodzieniec wzioł głęboki wdech po czym powiedział, a raczej wykrzyczał
- to w takim razie kto idzie? Jesli nie chcecie proszę bardzo, nikt nie musi isć, ale...-na chwilę przerwał- później nie miejcie pretensji że straciliście dobrą zabawę
Lwiaki tylko popatrzyły po sobie, jakby nie wiedząc co powiedzieć. Na ich szczęscie, a może nie? Sava wcale nie chciał słuchac tego co mają do powiedzenia. Po prostu odwrócił się i zaczoł powoli isć w stronę Złej Ziemi. Kto wie ile czasu by zajeło lwiątką zorientowanie się w sytuacji gdyby ku zdziwieniu wszystkich, Huzuni... ta ułożona i grzeczna lwiczka... ona po prostu ruszyła za Savą. W slad za nią ruszyła Shetani oraz Rumia, a po chwili wachania dołączyła do nich Altania. Gdy maluchy oddaliły się już znaczący kawałek również Mazuri ruszył w obranym przez nich kierunku. Tak że na miejscu zostali tylko Toren i Lennia. Jednak ani jedno, ani drugie nie miało zamiaru tam isć. Co prawda oboje zostali z roznych powodow, ale to nie miało znaczenia. Ważne że zostali, jednak nie mieli zamiaru spędzać razem czasu. Dlatego po niezbyt długiej chwili postanowili się rozejsć. Lennia do rafikiego, zas Toren ruszył w kierunku drzewa, niezbyt dużego, ale Toren je lubił i często tam przebywał, dlatego tam własnie ruszył. Nikt jednak nie spodziewał się że każda z drug którą obrali tego dnia tak na nich wpłynie.
*
Gdzies w oddali tam gdzie nie sięga wzrok mieszkanców Lwiej Skły stała lwica. Dobrze wszystkim znana. W końcu to ona namieszała w życiu władców. Teraz była ona już w całkiem widocznej ciąży i zbliżała się do rozwiązania. Spoglądała smutno na ten teren sawanny. Wiedziała co chce zrobić, niestety teraz mogła tylko czekać. Oba maleństwa na których opierała wszystko były jeszcze nie gotowe, było za wczesnie. Jednak ona cały czas monitorowała co się działo na Lwiej Ziemi. Teraz wlasnie czekała na zwiadowcę. Nie niecierpliwiła choć czas mijał jej dosć wolno. Ona nie była jak inne lwice. Była zrodzona do takich rzeczy, a do tego dochodziło jeszcze wychowanie. Czas mijał, mijał, mijał, ciągnął się i ciągnął. Nie wiadomo jak długo czekała, ale była cierpliwa. Wiedziała że jej się to opłaci. Po bardzo, a to bardzo długie chwili. Usłyszała szelest. Doskonale wiedziała kto to, dlatego ie zlękła się.
- pani - lew delikatnie się przed nią skłonił - jest tak jak myslałas
- ile nam zostało? - zapytała podenerwowana
- wystarczająco- lew rozejrzał się wokół siebie - nasz król jest silniejszy niż się wydaje, ale wciąż jest niegotowy, a my...
- wiem - urwała mu krótko - już chyba czas wracać - spojrzała na towarzysza dając mu znak by ruszył do miejsca z którego przybyli
*
Tymczasem gromadka lwiątek zdążyła już dojsć do przejscia którym można było się dostać na Złą Ziemię. Przejcie nic się nie zmieniło od czasu gdy to Kiara postanowiła wybrac się na przechadzkę. Nadal było niebezpieczne, a na około pływały krokodyle. Maluchy stały w obliczu nieznanego. Sava prawie dopiął swego. Wystarczyło tylko przejsć po kładce i zaczynała się przygoda... przygoda której pragną...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam! Wiem że notatka dosć krótka, miała byc dłuższa, ale nie miałam za dużo czasu, a chciałam wam to już wrzucić. Teraz wracam na całego.
Pozdrawiam :)

środa, 14 grudnia 2016

SPOILER

Czasami zdarza mi się pisać fragmenty przyszłych notatek, dzisiaj postanowiłam pokazać wam taki fragment, jest to fragment notatki która ukaże się za wiele, wiele, wiele, naprawdę wiele, bardzo wiele notatek, w czasach gdy nasze lwiątka będą dorosłe i wiele z obecnych postaci dawno już będzie w zaświata, a wiele też nowych postaci się pojawi, więc to będzie nie prędko, ale mimo wszystko.




Czytasz na własną odpowiedzialność












              UWAGA!!!!!      SPOILER









- Sava gdzie jesteś? Kochany proszę odezwij się! Gdzie jesteś? - krzyczała Chortensja prawie płacząc - Odezwij się! Proszę... Proszę... Proszę
Niedoszła królowa nie wiedziała co zrobić, dookoła walały się tylko połamane drzewa oraz odłamki skał, a miedzy nimi to co najstraszniejsze, a mianowicie martwe ciała lwów i innych zwierząt. Na dodatek zaczęło zmierzchoć. Biała zalewała się łzami, jednak nie przerywała wołania.




Jeśli przeczytałeś/przeczytałaś możesz podzielić się opinią na ten temat bądź napisać jak myślisz co się stało, w jakim sensie zostały użyte dane słowa, kogo już nie będzie oraz kto wtedy zginął lub napisać poprastu co chcesz.

Jeśli nie przeczytałaś/przeczytałeś to miało będzie jeśli i tak zostawisz po sobie ślad (zawsze możesz podać swoją opinie na temat spoilerowania lub napisać coś innego)

Jest szansa że notatka z perspektywy pojawi się podczas przerwy świątecznej

Pozdrawiam

Przeczytasz zostaw po sobie ślad, proszę.

czwartek, 1 września 2016

Nagrody i Dyplomy

Tak jak rok temu, tak i w tym roku postanowiłam nagrodzić kilku blogerów za pracę jaką włożyli w tworzenie swojego bloga przez ostatni rok. Tym razem ograniczyłam ich ilość do 5 by przyznać dyplomy tylko tym którzy moim zdaniem przez cały tamten rok szkolny (+ wakacje) pisali najlepiej moim zdaniem. Jednak ja ja to mam okazało się że najchętniej przyznała bym nie 5 osobą, a 55. Jednak po długich namysłach wybrałam 5 z was, ale okazało się że jeden blog który wybrałam został usunięty :( Więc musiałam zdecydować jaki inny wstawić na to miejsce, ale dziś już mam całą piątkę, Mam nadzieję że ci których postanowiłam wyróżnić ucieszą się, a ci których tu zabrakło nie obrażą się na mnie, bo jest dużo więcej wspaniałych blogów, ale przez ostatni rok w najlepszej piątce (według mnie) znaleźli się: (kolejność przypadkowa)










Pozdrawiam wszystkich moich czytelników :)