Czasami zdarza mi się pisać fragmenty przyszłych notatek, dzisiaj postanowiłam pokazać wam taki fragment, jest to fragment notatki która ukaże się za wiele, wiele, wiele, naprawdę wiele, bardzo wiele notatek, w czasach gdy nasze lwiątka będą dorosłe i wiele z obecnych postaci dawno już będzie w zaświata, a wiele też nowych postaci się pojawi, więc to będzie nie prędko, ale mimo wszystko.
Czytasz na własną odpowiedzialność
UWAGA!!!!! SPOILER
- Sava gdzie jesteś? Kochany proszę odezwij się! Gdzie jesteś? - krzyczała Chortensja prawie płacząc - Odezwij się! Proszę... Proszę... Proszę
Niedoszła królowa nie wiedziała co zrobić, dookoła walały się tylko połamane drzewa oraz odłamki skał, a miedzy nimi to co najstraszniejsze, a mianowicie martwe ciała lwów i innych zwierząt. Na dodatek zaczęło zmierzchoć. Biała zalewała się łzami, jednak nie przerywała wołania.
Jeśli przeczytałeś/przeczytałaś możesz podzielić się opinią na ten temat bądź napisać jak myślisz co się stało, w jakim sensie zostały użyte dane słowa, kogo już nie będzie oraz kto wtedy zginął lub napisać poprastu co chcesz.
Jeśli nie przeczytałaś/przeczytałeś to miało będzie jeśli i tak zostawisz po sobie ślad (zawsze możesz podać swoją opinie na temat spoilerowania lub napisać coś innego)
Jest szansa że notatka z perspektywy pojawi się podczas przerwy świątecznej
Pozdrawiam
Przeczytasz zostaw po sobie ślad, proszę.
środa, 14 grudnia 2016
czwartek, 1 września 2016
Nagrody i Dyplomy
Tak jak rok temu, tak i w tym roku postanowiłam nagrodzić kilku blogerów za pracę jaką włożyli w tworzenie swojego bloga przez ostatni rok. Tym razem ograniczyłam ich ilość do 5 by przyznać dyplomy tylko tym którzy moim zdaniem przez cały tamten rok szkolny (+ wakacje) pisali najlepiej moim zdaniem. Jednak ja ja to mam okazało się że najchętniej przyznała bym nie 5 osobą, a 55. Jednak po długich namysłach wybrałam 5 z was, ale okazało się że jeden blog który wybrałam został usunięty :( Więc musiałam zdecydować jaki inny wstawić na to miejsce, ale dziś już mam całą piątkę, Mam nadzieję że ci których postanowiłam wyróżnić ucieszą się, a ci których tu zabrakło nie obrażą się na mnie, bo jest dużo więcej wspaniałych blogów, ale przez ostatni rok w najlepszej piątce (według mnie) znaleźli się: (kolejność przypadkowa)
Pozdrawiam wszystkich moich czytelników :)
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
#30.1. Dzień z perspektywy
No i jest obiecana notatka ;) Jednak podzieliłam ją na 3 częsci więc dzis tylko z perspektywy Rafikiego. A następne dwie to będzie z perspektywy kolejno Kovu i Savy. Mam nadzieję że spodoba wam się ta notatka bo nie łatwo mi było pisać w ten sposób.
_______________________________________________________________________________
Siedziałem w ciszy. Nie wiedziałem kto wszedł, ale nie martwiłem się tym. Wiedziałem że wkrótce się dowiem tak też się stało. Dostrzegłem Lennie, od razu domyśliłem się że przyszła sprawdzić co z Malaikim. Wchodząc najwyraźniej mnie nie zauważyła, od razu podeszła bowiem do swojego partnera. Zauważyłem na jej twarzy niepokój, który był wcale nie potrzebny. Z malcem nie było źle, jedynym powodem do zmartwienia było to że jeszcze się nie ocknął. Jednak po tego typu wypadkach o ile to można nazwać wypadkiem, to całkowicie normalne. Postanowiłem więc uspokoić księżniczkę.
- nie martw się wszystko będzie dobrze - powiedziałem
Momentalnie skierowała swój wzrok na mnie, wyglądała na zdziwioną, tak jakby nie spodziewała się mnie tutaj. Jednak szybko spostrzegłem że jej wzrok utkwił w Chortensji. Mała była przytomna, przeżyje, ale to jedyne czego byłam pewny. Powinienem wszystkich poinformować, jednak nie chciałem białej zostawiać samej. Postanowiłem więc wykorzystać obecność księżniczki.
- mogła byś mi w czymś pomóc? - zacząłem
- w czym? - odpowiedziała momentalnie
Spojrzałem do góry i mimowolnie zamknąłem oczy. Głęboko westchnąłem, ciężko było mi powiedzieć co tak naprawdę było powodem do rozpaczy. Tym większej iż Chortensja była ulubienicą króla. Jednak w końcu zebrałem się w sobie, poza tym nie pierwszy raz spotyka mnie coś podobnego.
- przyjaźnicie się z Chortensją, prawda? - zacząłem
- kolegujemy, przyjaźń to trochę za dużo powiedziane. Wszakże ona przyjaźni się z Shetani - odparła dość dziwnym tonem
Doskonale sam wiedziałem że lwiczki się nie znosiły od samego początku, ale jakoś musiałem zacząć rozmowę.
- Chortensja ocknęła się jak widzisz, ale... nie jest z nią najlepiej. Muszę o tym poinformować twojego ojca...
- więc w czym rzecz? - przerwała mi
Lennia zrobiła się bardzo arogancka. Ledwo ją poznawałem, nie była już w prawdzie maleńkim lwiątkiem i jej charakter ulegał zmianie, ale nie rozumiałem dlaczego aż tak się zmieniła. Dodatkowo przerażający był fakt że teraz to ona jest przyszłą królową. Nie przystępna, arogancka, myśląca tylko o sobie lwica na tronie? To z całą pewnością nie wróżyło nic dobrego. Istniała jednak na szczęście jeszcze szansa że królem będzie Sava, jednak ona nikła razem z dobrocią brązowej. Wielokrotnie próbowałem się dowiedzieć od duchów kto będzie następnym władcą, jednak oni ciągle milczeli. Ich cisza była niepokojąca, mogła zwiastować wiele rzeczy i to nie konieczne dobrych.
- ehemm... - usłyszałem nagle
Spojrzałem na Lennie nie wyglądała na zadowoloną. Podejrzewam że było to spowodowane moim nagłym przerwaniem rozmowy, ale co ja mogłem na to poradzić po prostu tak mam. Widząc że złość wzrasta u niej z każdą chwilą postanowiłem powrócić do rozmowy
- na czym to skończyliśmy? Pamięć trochę mi szwankuje - wykrztusiłem
Księżniczka przekręciła oczami. Na jej twarzy malował się gniew jednak wymusiła na sobie uśmiech, albo coś do niego podobnego. Sam zresztą nie wiem wzrok też mam słaby. W końcu jednak cicho chrząknęła.
- miałeś do mnie jakąś prośbę
Zacząłem się chwilę zastanawiać co ja mogłem chcieć. Nic mi jednak nie przychodziło do głowy. Nie byłem już taki jak dawniej. Wiek robił swoje. Zacząłem gorączkowo myśleć o wszystkim, a przede wszystkim o tym co ja takiego mogłem chcieć. Trochę to zajęło jednak w końcu przypomniałem sobie o Chortensji i tym że nie mogę zostawić jej samej, a więc dłużej nie zwlekając zwróciłem się do księżniczki
- wprawdzie twoja przyjaciółka się ocknęła się, ale...
- koleżanka!!!!! Ile razy mam powtarzać - przerwała mi prawie krzycząc
Spojrzałem na nią karcąco, ale co ja mogłem zrobić nie miałem na nią żadnego wpływu. Mogłem wprawdzie o niej porozmawiać z królem, ale nie spodziewałbym się efektu, a to dlatego gdyż Kovu zrobił się bardzo nie przystępy. Jednak z nim to już nikt nie mógł nic poradzić. Pan i władca, tyle można o nim powiedzieć. No cóż jakby nie było muszę teraz się do niego wybrać.
- mogła byś przypilnować Chortensji, abym ja mógł iść do twojego ojca? - zwróciłem się z powrotem do następczyni
Spojrzała na mnie tak jakby czegoś nie zrozumiała i już miałem jej ochotę to powtórzyć. Jednak wstrzymałem się na chwilę i jak się okazało słusznie
- jasne - burknęła tak jakby chciała, a nie mogła
Nie czekając więc dłużej chwyciłem laskę i popędziłem w kierunku zejścia z baobabu, jednak kiedy byłem już na miejscu spojrzałem jeszcze raz w stronę Chortensji i Malaikiego
- biedactwa - pomyślałem po czym zsunąłem się z drzewa
Trochę co prawda się potłukłem, ale co to dla mnie przeżyłem czasy Mufasy, Skazy, Simby, a teraz Kovu. Może nawet dożyję momentu kiedy na tron wstąpi Lennia lub Sava. Sam nie wiem, ale parę siniaków to dla mnie nic. Szybko zebrałem się jednak w sobie kończąc rozmyślania. Bowiem czym prędzej wrócę z powrotem tym lepiej. Ruszyłem w kierunku Lwiej Skały. Lwiątka zapewne powiedziałyby że nawet antylopa z kamieniami na plecach i trzymana przez lwa szybciej by dotarła od mnie, ale cóż starałem się być jak najszybszy. W końcu jednak udało mi się dotrzeć na miejsce. Prawie. Musiałem jeszcze wspiąć się na górę co nie było ze względu na mój wiek łatwe. Ale jednak możliwe. Dlatego po dłuższym czasie udało mi się pokonać połowę drogi. Więc pół sukcesu za mną jeszcze drugie pół i będę na miejscu. Pozostała część drogi na szczęście była łagodniejsza, więc dalsza droga zajęła mi o wiele mniej czasu. W końcu udało się. Odetchnąłem z ulgą. Powinienem był od razu ruszyć do jaskini, gdzie spodziewałem się Kovu, ale musiałem chwilę odpocząć gdyż byłem bardzo zmęczony. Usiadłem więc na jakiejś skałce i chwilę odpoczywałem, po czym ruszyłem do miejsca gdzie miałem nadzieję spotkać króla. Na szczęście było to niedaleko więc szybko i baz trudu dotarłem na miejsce. Ku mojemu zadowoleniu władca był tam gdzie przewidywałem.
- witaj - zacząłem - mam ważne wiadomości
Spojrzał na mnie i chwilę coś mruczał, ale tak cicho że nic nie było słychać. W końcu podszedł bliżej.
- witaj Rafiki - próbował być miły - o co chodzi tym razem?
- o Chortensję...
- co z nią?
Wyglądał na wystraszonego, jakby się o nią bał. Wiedziałem że martwi się o nią i troszczy nawet bardziej niż o własne córki, ale takiego strachu nie widziałem u niego od czasu gdy został wygnany. Bardzo często zastanawiałem się co on tak naprawdę widzi w tej lwiczce, ale niczego nie wywnioskowałem.
- ocknęła się - odezwałem się w końcu
Kovu w ułamku sekundy wybiegł z jaskini, ale po chwili wrócił.
- wskakuj na mój grzbiet - rzucił oschle
Bardzo chętnie z tego skorzystałem, dzięki czemu w oka mgnieniu znaleźliśmy się pod moim baobabem. Jednak drogę na drzewo musiałem pokonać już sam. Król wykonał jeden skok i był na górze, ja potrzebowałem trochę więcej czasu, ale nie zajęło mi to więcej czasu niż gdybym był małym lwiątkiem. W końcu udało mi się dostać, więc czym prędzej podszedłem do Chortensji. Kovu patrzył na nią i co chwila nerwowo przestępował z łapy na łapę. Wyglądał na zdziwionego. Podejrzewam że spodziewał się iż mała będzie w pełni sił. W każdym razie należało mu wszystko wyjaśnić. Właśnie zamierzałem coś powiedzieć, gdy usłyszałem...
- co się stało?
Była to Chortensja. W pierwszej chwili trochę mnie zatkało, jednak szybko dotarło do mnie że tak naprawdę to dobrze że mała zaczęła mówić. Król na pewno się ucieszył, jednak kompletnie nie zwróciłem na niego uwagi. Szybko podszedłem do białej, a po chwili zacząłem wyjaśniać jej wszystko co zaszło. Wprawdzie trochę mi to zajęło i nie obyło się bez pomocy władcy, ale w końcu Chortensja dowiedziała się o wszystkim co zaszło. Była odrobinę zdezorientowana, a nawet próbowała wstawać. Jednak pomału wszystko sobie poukładała w głowie, niestety wstać nie mogła gdyż łapy odmówiły jej posłuszeństwa. Tego właśnie się obawiałem. W obecnej sytuacji, byłem pewny że jej przyszłość nie będzie usłana różami. Nie chciałem jej jednak straszyć, a królowi też postanowiłem tymczasowo nic nie mówić. Wiedziałem że w końcu będę to musiał ujawnić, ale to nie mogło się wydarzyć teraz, nie i już. Jak zwykle pogrążyłem się w swoich myślach. Był bym w tym stanie jeszcze długo gdyby coś, a konkretnie ktoś mnie z nich nie wyrwał.
- Rafiki!!!!!! - rykną Kovu
- tak? - zapytałem będąc nie do końca świadomy o co tak naprawdę może chodzić
- co z nią?
- czas pokaże - w istocie najbliższa przyszłość miała pokazać jak potoczy się jej dalsze życie, ale szczery to ja nie byłem
Bardzo chciałem coś z tym zrobić, ale chcieć to nie zawsze móc. Rzeczywistości często bywa okrutna. Miałem jednak cichą nadzieję że wyliże się z tego, dodatkowo nie opuszczało mnie wrażenie że posiada swojego strażnika. Był to dla mnie wielki szok gdyż własnym opiekunem nie mógł poszczycić się byle lew. Nie miałem jednak pewności, a ilekroć próbowałem dowiedzieć się od dawnych władców czy moje podejrzenia są słuszne oni... milkli. Byłem bezradny, a może nawet zagubiony. Nie jest to dla mnie normalne, ale na szczęście jakoś sobie z tym radzę. Małe lwiątko, a tyle zagadek. Jestem pewny że skrywa nie jedną tajemnice.
- "przyczyni się do wielu nie przyjemnych zdarzeń, choć na pozór nie będzie miała z tym związku" - dowiedziałem się kiedyś od Mufasy
Z nią z całą pewnością jest coś nie tak. Może to głupio zabrzmi, ale postanowiłem ją zapytać w prost.
- Chortensja, nie ukrywasz czegoś przed nami?
Cała obecna tu trójka spojrzała na mnie dziwnie.
- gwiazdy zmieniają położenie cały czas, ale jeśli coś mają w sobie ukrytego ustają - powiedziałem by zrozumieli, ale po ich pyskach wnioskuje że nadal nie mieli pojęcia co ja mówię
Zapanowała cisza, jakby czas przestał płynąć Wszystko się zatrzymało. Nawet wiatr nie śmiał przerwać tej chwili. Ale nie wiem czy było bardziej dziwnie czy wyniośle. Mogło by to trwać jeszcze długo, gdyby... no własnie gdyby nie zachowanie naszego najznamienitszego króla który oprócz tego że z dnia na dzień jest coraz bardziej okrutny, to na dodatek kompletnie brak mu dobrych manier. Widać to było wyraźnie w tej sytuacji, gdy przerwał ten moment głośnym chrząknięciem. Oczywiście od razu spojrzałem na niego i czekałem na jakieś wyjaśnienia.
- możecie na chwilę wyjść - usłyszałem - chciałby porozmawiać chwilę na osobności z Chortensją
Spojrzałem na niego pytająco, jednak on tylko głośno się zaśmiał. Nie czekając więc dłużej oddaliłem się. Lenia musiała zrobić to chwilę przed mną gdyż już jej nigdzie nie widziałem. Postanowiłem iść na drugi koniec drzewa. Tam gdzie znajdują się malunki obecnej rodziny królewskiej. Tam też się udałem. kiedy dotarłem na miejsce uważnie zacząłem oglądać każdy z osobna. Nie wiem czego dokładnie szukałem, jednak chciałem w końcu dowiedzieć się co z skrywa król? Dlaczego jego i Kiary stosunki tak się pogorszyły? Kto obejmie tron? Jaką rolę ma w tym wszystkim Chortensja? Była jeszcze jedna rzecz związana tylko i wyłącznie z rodziną
królewską. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl. Działo się bowiem coś złego, coś co nie opuszczało jaskini. Nikt o tym nie wiedział, ja również. Byłem jednak pewny że cos jest na rzeczy. Czyjeś życie wkrótce się zakończy. ale to nie będzie byle lew czy lwica. Tak przynajmniej twierdziła Uru (jedna z dawnych królowych). Szukałem odpowiedzi dość długo. Tak długo że słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Nic jednak nie odkryłem, a może jednak? Sam już nie wiem w każdym razie szybko wróciłem do Chortensji i Malaikiego. Biała spała, a po królu nie było śladu. Postanowiłem więc że i ja już ułożę się do snu, a resztą spraw zajmę się jutro z samego rana.
_______________________________________________________________________________
Siedziałem w ciszy. Nie wiedziałem kto wszedł, ale nie martwiłem się tym. Wiedziałem że wkrótce się dowiem tak też się stało. Dostrzegłem Lennie, od razu domyśliłem się że przyszła sprawdzić co z Malaikim. Wchodząc najwyraźniej mnie nie zauważyła, od razu podeszła bowiem do swojego partnera. Zauważyłem na jej twarzy niepokój, który był wcale nie potrzebny. Z malcem nie było źle, jedynym powodem do zmartwienia było to że jeszcze się nie ocknął. Jednak po tego typu wypadkach o ile to można nazwać wypadkiem, to całkowicie normalne. Postanowiłem więc uspokoić księżniczkę.
- nie martw się wszystko będzie dobrze - powiedziałem
Momentalnie skierowała swój wzrok na mnie, wyglądała na zdziwioną, tak jakby nie spodziewała się mnie tutaj. Jednak szybko spostrzegłem że jej wzrok utkwił w Chortensji. Mała była przytomna, przeżyje, ale to jedyne czego byłam pewny. Powinienem wszystkich poinformować, jednak nie chciałem białej zostawiać samej. Postanowiłem więc wykorzystać obecność księżniczki.
- mogła byś mi w czymś pomóc? - zacząłem
- w czym? - odpowiedziała momentalnie
Spojrzałem do góry i mimowolnie zamknąłem oczy. Głęboko westchnąłem, ciężko było mi powiedzieć co tak naprawdę było powodem do rozpaczy. Tym większej iż Chortensja była ulubienicą króla. Jednak w końcu zebrałem się w sobie, poza tym nie pierwszy raz spotyka mnie coś podobnego.
- przyjaźnicie się z Chortensją, prawda? - zacząłem
- kolegujemy, przyjaźń to trochę za dużo powiedziane. Wszakże ona przyjaźni się z Shetani - odparła dość dziwnym tonem
Doskonale sam wiedziałem że lwiczki się nie znosiły od samego początku, ale jakoś musiałem zacząć rozmowę.
- Chortensja ocknęła się jak widzisz, ale... nie jest z nią najlepiej. Muszę o tym poinformować twojego ojca...
- więc w czym rzecz? - przerwała mi
Lennia zrobiła się bardzo arogancka. Ledwo ją poznawałem, nie była już w prawdzie maleńkim lwiątkiem i jej charakter ulegał zmianie, ale nie rozumiałem dlaczego aż tak się zmieniła. Dodatkowo przerażający był fakt że teraz to ona jest przyszłą królową. Nie przystępna, arogancka, myśląca tylko o sobie lwica na tronie? To z całą pewnością nie wróżyło nic dobrego. Istniała jednak na szczęście jeszcze szansa że królem będzie Sava, jednak ona nikła razem z dobrocią brązowej. Wielokrotnie próbowałem się dowiedzieć od duchów kto będzie następnym władcą, jednak oni ciągle milczeli. Ich cisza była niepokojąca, mogła zwiastować wiele rzeczy i to nie konieczne dobrych.
- ehemm... - usłyszałem nagle
Spojrzałem na Lennie nie wyglądała na zadowoloną. Podejrzewam że było to spowodowane moim nagłym przerwaniem rozmowy, ale co ja mogłem na to poradzić po prostu tak mam. Widząc że złość wzrasta u niej z każdą chwilą postanowiłem powrócić do rozmowy
- na czym to skończyliśmy? Pamięć trochę mi szwankuje - wykrztusiłem
Księżniczka przekręciła oczami. Na jej twarzy malował się gniew jednak wymusiła na sobie uśmiech, albo coś do niego podobnego. Sam zresztą nie wiem wzrok też mam słaby. W końcu jednak cicho chrząknęła.
- miałeś do mnie jakąś prośbę
Zacząłem się chwilę zastanawiać co ja mogłem chcieć. Nic mi jednak nie przychodziło do głowy. Nie byłem już taki jak dawniej. Wiek robił swoje. Zacząłem gorączkowo myśleć o wszystkim, a przede wszystkim o tym co ja takiego mogłem chcieć. Trochę to zajęło jednak w końcu przypomniałem sobie o Chortensji i tym że nie mogę zostawić jej samej, a więc dłużej nie zwlekając zwróciłem się do księżniczki
- wprawdzie twoja przyjaciółka się ocknęła się, ale...
- koleżanka!!!!! Ile razy mam powtarzać - przerwała mi prawie krzycząc
Spojrzałem na nią karcąco, ale co ja mogłem zrobić nie miałem na nią żadnego wpływu. Mogłem wprawdzie o niej porozmawiać z królem, ale nie spodziewałbym się efektu, a to dlatego gdyż Kovu zrobił się bardzo nie przystępy. Jednak z nim to już nikt nie mógł nic poradzić. Pan i władca, tyle można o nim powiedzieć. No cóż jakby nie było muszę teraz się do niego wybrać.
- mogła byś przypilnować Chortensji, abym ja mógł iść do twojego ojca? - zwróciłem się z powrotem do następczyni
Spojrzała na mnie tak jakby czegoś nie zrozumiała i już miałem jej ochotę to powtórzyć. Jednak wstrzymałem się na chwilę i jak się okazało słusznie
- jasne - burknęła tak jakby chciała, a nie mogła
Nie czekając więc dłużej chwyciłem laskę i popędziłem w kierunku zejścia z baobabu, jednak kiedy byłem już na miejscu spojrzałem jeszcze raz w stronę Chortensji i Malaikiego
- biedactwa - pomyślałem po czym zsunąłem się z drzewa
Trochę co prawda się potłukłem, ale co to dla mnie przeżyłem czasy Mufasy, Skazy, Simby, a teraz Kovu. Może nawet dożyję momentu kiedy na tron wstąpi Lennia lub Sava. Sam nie wiem, ale parę siniaków to dla mnie nic. Szybko zebrałem się jednak w sobie kończąc rozmyślania. Bowiem czym prędzej wrócę z powrotem tym lepiej. Ruszyłem w kierunku Lwiej Skały. Lwiątka zapewne powiedziałyby że nawet antylopa z kamieniami na plecach i trzymana przez lwa szybciej by dotarła od mnie, ale cóż starałem się być jak najszybszy. W końcu jednak udało mi się dotrzeć na miejsce. Prawie. Musiałem jeszcze wspiąć się na górę co nie było ze względu na mój wiek łatwe. Ale jednak możliwe. Dlatego po dłuższym czasie udało mi się pokonać połowę drogi. Więc pół sukcesu za mną jeszcze drugie pół i będę na miejscu. Pozostała część drogi na szczęście była łagodniejsza, więc dalsza droga zajęła mi o wiele mniej czasu. W końcu udało się. Odetchnąłem z ulgą. Powinienem był od razu ruszyć do jaskini, gdzie spodziewałem się Kovu, ale musiałem chwilę odpocząć gdyż byłem bardzo zmęczony. Usiadłem więc na jakiejś skałce i chwilę odpoczywałem, po czym ruszyłem do miejsca gdzie miałem nadzieję spotkać króla. Na szczęście było to niedaleko więc szybko i baz trudu dotarłem na miejsce. Ku mojemu zadowoleniu władca był tam gdzie przewidywałem.
- witaj - zacząłem - mam ważne wiadomości
Spojrzał na mnie i chwilę coś mruczał, ale tak cicho że nic nie było słychać. W końcu podszedł bliżej.
- witaj Rafiki - próbował być miły - o co chodzi tym razem?
- o Chortensję...
- co z nią?
Wyglądał na wystraszonego, jakby się o nią bał. Wiedziałem że martwi się o nią i troszczy nawet bardziej niż o własne córki, ale takiego strachu nie widziałem u niego od czasu gdy został wygnany. Bardzo często zastanawiałem się co on tak naprawdę widzi w tej lwiczce, ale niczego nie wywnioskowałem.
- ocknęła się - odezwałem się w końcu
Kovu w ułamku sekundy wybiegł z jaskini, ale po chwili wrócił.
- wskakuj na mój grzbiet - rzucił oschle
Bardzo chętnie z tego skorzystałem, dzięki czemu w oka mgnieniu znaleźliśmy się pod moim baobabem. Jednak drogę na drzewo musiałem pokonać już sam. Król wykonał jeden skok i był na górze, ja potrzebowałem trochę więcej czasu, ale nie zajęło mi to więcej czasu niż gdybym był małym lwiątkiem. W końcu udało mi się dostać, więc czym prędzej podszedłem do Chortensji. Kovu patrzył na nią i co chwila nerwowo przestępował z łapy na łapę. Wyglądał na zdziwionego. Podejrzewam że spodziewał się iż mała będzie w pełni sił. W każdym razie należało mu wszystko wyjaśnić. Właśnie zamierzałem coś powiedzieć, gdy usłyszałem...
- co się stało?
Była to Chortensja. W pierwszej chwili trochę mnie zatkało, jednak szybko dotarło do mnie że tak naprawdę to dobrze że mała zaczęła mówić. Król na pewno się ucieszył, jednak kompletnie nie zwróciłem na niego uwagi. Szybko podszedłem do białej, a po chwili zacząłem wyjaśniać jej wszystko co zaszło. Wprawdzie trochę mi to zajęło i nie obyło się bez pomocy władcy, ale w końcu Chortensja dowiedziała się o wszystkim co zaszło. Była odrobinę zdezorientowana, a nawet próbowała wstawać. Jednak pomału wszystko sobie poukładała w głowie, niestety wstać nie mogła gdyż łapy odmówiły jej posłuszeństwa. Tego właśnie się obawiałem. W obecnej sytuacji, byłem pewny że jej przyszłość nie będzie usłana różami. Nie chciałem jej jednak straszyć, a królowi też postanowiłem tymczasowo nic nie mówić. Wiedziałem że w końcu będę to musiał ujawnić, ale to nie mogło się wydarzyć teraz, nie i już. Jak zwykle pogrążyłem się w swoich myślach. Był bym w tym stanie jeszcze długo gdyby coś, a konkretnie ktoś mnie z nich nie wyrwał.
- Rafiki!!!!!! - rykną Kovu
- tak? - zapytałem będąc nie do końca świadomy o co tak naprawdę może chodzić
- co z nią?
- czas pokaże - w istocie najbliższa przyszłość miała pokazać jak potoczy się jej dalsze życie, ale szczery to ja nie byłem
Bardzo chciałem coś z tym zrobić, ale chcieć to nie zawsze móc. Rzeczywistości często bywa okrutna. Miałem jednak cichą nadzieję że wyliże się z tego, dodatkowo nie opuszczało mnie wrażenie że posiada swojego strażnika. Był to dla mnie wielki szok gdyż własnym opiekunem nie mógł poszczycić się byle lew. Nie miałem jednak pewności, a ilekroć próbowałem dowiedzieć się od dawnych władców czy moje podejrzenia są słuszne oni... milkli. Byłem bezradny, a może nawet zagubiony. Nie jest to dla mnie normalne, ale na szczęście jakoś sobie z tym radzę. Małe lwiątko, a tyle zagadek. Jestem pewny że skrywa nie jedną tajemnice.
- "przyczyni się do wielu nie przyjemnych zdarzeń, choć na pozór nie będzie miała z tym związku" - dowiedziałem się kiedyś od Mufasy
Z nią z całą pewnością jest coś nie tak. Może to głupio zabrzmi, ale postanowiłem ją zapytać w prost.
- Chortensja, nie ukrywasz czegoś przed nami?
Cała obecna tu trójka spojrzała na mnie dziwnie.
- gwiazdy zmieniają położenie cały czas, ale jeśli coś mają w sobie ukrytego ustają - powiedziałem by zrozumieli, ale po ich pyskach wnioskuje że nadal nie mieli pojęcia co ja mówię
Zapanowała cisza, jakby czas przestał płynąć Wszystko się zatrzymało. Nawet wiatr nie śmiał przerwać tej chwili. Ale nie wiem czy było bardziej dziwnie czy wyniośle. Mogło by to trwać jeszcze długo, gdyby... no własnie gdyby nie zachowanie naszego najznamienitszego króla który oprócz tego że z dnia na dzień jest coraz bardziej okrutny, to na dodatek kompletnie brak mu dobrych manier. Widać to było wyraźnie w tej sytuacji, gdy przerwał ten moment głośnym chrząknięciem. Oczywiście od razu spojrzałem na niego i czekałem na jakieś wyjaśnienia.
- możecie na chwilę wyjść - usłyszałem - chciałby porozmawiać chwilę na osobności z Chortensją
Spojrzałem na niego pytająco, jednak on tylko głośno się zaśmiał. Nie czekając więc dłużej oddaliłem się. Lenia musiała zrobić to chwilę przed mną gdyż już jej nigdzie nie widziałem. Postanowiłem iść na drugi koniec drzewa. Tam gdzie znajdują się malunki obecnej rodziny królewskiej. Tam też się udałem. kiedy dotarłem na miejsce uważnie zacząłem oglądać każdy z osobna. Nie wiem czego dokładnie szukałem, jednak chciałem w końcu dowiedzieć się co z skrywa król? Dlaczego jego i Kiary stosunki tak się pogorszyły? Kto obejmie tron? Jaką rolę ma w tym wszystkim Chortensja? Była jeszcze jedna rzecz związana tylko i wyłącznie z rodziną
królewską. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl. Działo się bowiem coś złego, coś co nie opuszczało jaskini. Nikt o tym nie wiedział, ja również. Byłem jednak pewny że cos jest na rzeczy. Czyjeś życie wkrótce się zakończy. ale to nie będzie byle lew czy lwica. Tak przynajmniej twierdziła Uru (jedna z dawnych królowych). Szukałem odpowiedzi dość długo. Tak długo że słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Nic jednak nie odkryłem, a może jednak? Sam już nie wiem w każdym razie szybko wróciłem do Chortensji i Malaikiego. Biała spała, a po królu nie było śladu. Postanowiłem więc że i ja już ułożę się do snu, a resztą spraw zajmę się jutro z samego rana.
niedziela, 15 maja 2016
Pierwsze Urodziny!!!!!
Dzisiaj dokładnie mija rok odkąd założyłam tego o to bloga. Podczas całego jego istnienia już kilka razy miał być zawieszany jednak tak się nie stało. Ten blog osiągnął taki sukces tylko dzięki wam. Miałam wstawić tę notatkę jeden dzień z perspektywy każdej z trzech postaci które osiągną najwięcej głosów w ankiecie, niestety sytuacje losowe nie pozwoliły mi na to. Dlatego przedłużam ważność ankiety i jeśli ktoś nie zagłosował może to zrobić, a notatka pojawi się jak tylko uporam sprawy prywatne. Ale ja tu się rozpisuję, a tu dziś no moim blogu święto. Mam nadzieję że cieszycie się razem ze mną że to już rok :)
środa, 4 maja 2016
#29. Problem akceptacji
Nastał kolejny dzień. Sava nie mógł się otrząsnąć po tym co się stało. Wiedział że na to zasłużył. Jednak gdzieś w głębi serca wierzył iż do tego nie dojdzie. Przyszły król powinien szanować wszystkich i wszystko, a on rzucił się bez większych powodów na przyjaciela. Jego koronacja lub jej brak zależała teraz tylko od Malaikiego. Książę jednak nie miał złudzeń że kremowy jako partner Lenni, obecnej następczyni tronu nie przepuścić takiej okazji. W końcu jakby nie patrzeć w grę wchodził tron Lwiej Ziemi. Nie każdy ma szanse choćby się do niego zbliżyć, nie mówiąc o władaniu nim oraz całą Lwią Ziemią. Czarny jednak bardziej niż o tron martwił się jednak o przyjaciela. W końcu brak władzy to nie koniec świata. Zawsze może być na przykład lwem patrolującym, albo walczącym, a nawet królewskim doradcą. Władza dla niego to nie wszystko, znakomicie widział siebie również w innej roli. Już od jakiegoś czasu uważał że brązowa lepiej sprawdzi się na tronie niż on. Była taka mądra i dobra że, aż wydawało się to nierealne, jednak tak było. Sava bardzo chciał sprawdzić co u przyjaciela, niestety zabroniono mu tego. To spowodowało że maluch siedział sam, smutny w jaskini. Niespodziewanie do groty wbiegła Huzuni razem z Rumią, były bardzo rozradowane. Skakały wokoło i coś mówiły jednak ciężko je było zrozumieć. Nagle jak na komendę obie spoważniały i podeszły do Savy.
- będziesz tak tu siedział cały dzień? - zaczęła Huzuni
- a co mam innego robić, mój przyjaciel jest przez mnie w krytycznym stanie. Siostra mnie nienawidzi, a rodzice nie chcą mnie widzieć, nie mówiąc już o reszcie stada
- chyba trochę przesadzasz - odparła
- czyżby?
- tak! Nie marudź, tylko choć z nami się przejść
Książę wstał i ruszył przed siebie z lwiczkami. Pomimo iż był naprawdę zdołowany cieszył się iż ktoś jeszcze na tym świecie się nim interesował. Nie chciał jednak tego okazywać, dlatego ciągle musiał tłumić delikatny uśmieszek pojawiający się na jego pyszczku. Krążyli w milczeniu po sawannie bez najmniejszego celu. Nagle nie wiadomo czemu coś ich tchnęło i postanowili skręcić nad wodopój. Wszyscy doskonale wiedzieli że o tej porze prawie nikt tam nie chodzi, ale mimo wszystko tam ruszyli. Lwiczki widziały w tym okazję do rozmowy, a książę zdawał sobie sprawę co zamierzają. Nie zamierzał jednak protestować, w zasadzie to sam chciał tam iść. Miał jakieś dziwne przeczucie, zdawało mu się że jest tam coś ważnego i nie omylił się. Kiedy dotarli na miejsce, nie zauważyli niczego niezwykłego. Sava mimo miał jednak wrażenie że coś jest tu nie tak, dlatego zaczął obchodzić taflę wody dookoła. Zadziwiona Rumia wraz z Huzuni ruszyły za nim. Kiedy już oddalili się o całkiem spory kawałek, coś zwróciło ich uwagę. Była to biała plama oddalona o kilkanaście metrów. Książę bez większego zastanowienia skierował się w to miejsce, a lwiczki były tuż za nim. Cała trójka szła ostrożnie i powoli, w każdej chwili byli gotowi do ucieczki. Rumia i Huzuni drżały ze strachu, czarny jednak bez najmniejszego strachu zmierzał ku postaci. Po dłuższym czasie znaleźli się w wystarczającej odległości aby stwierdzić że jest to lwiak w ich wieku. Sava pamiętając nauki ojca z czasów kiedy jeszcze był następcą, śmiało podszedł do przybysza, zostawiając towarzyszki z dala. Chciał się dowiedzieć przede wszystkim, kim jest oraz czego tu szuka. To sprawiło że sam podszedł do białego. Książę bardzo się zadziwił ponieważ nieznajomy był bardzo zapłakany i nawet nie zwrócił na niego uwagi. Sava nie należał do cierpliwych, dlatego postanowił zwrócić uwagę przybysza.
- yhmm... Jestem książę i następ... to jest książę Sava, syn władców tych ziem, a ty kim jesteś? - zaczął
Odpowiedziała mu jedynie cisza. Przybysz wcale nie reagował, wciąż spoglądał w taflę wody i płakał. Nic do niego nie docierało, pomimo iż czarny powtórzył swoją przemowę wielokrotnie. Rumia już nawet zaczęła się śmiać z brata. Nie rozumiała jego uporu. Ona sama już dawno by dopuściła, ale zawsze była inna niż jej brat i siostra. Huzuni nie podzielała jej entuzjazmu, miała mieszane uczucia. Siostra Kiary nie zamierzała jednak dłużej przyglądać się całemu widowisku, dlatego podeszła do lwiaków. Książę lekko na nią zawarczał, aby wracała gdzie jej miejsce, jednak ona nie zwróciła na niego żadnej uwagi. Podeszła do przybysza i z całej siły uderzyła go w kark. Tak jak myślała, poskutkowało. Biały natychmiast wyrwał się z zamyśleń i z przerażeniem spojrzał na nieznane mu lwiątka. Już miał coś powiedzieć jednak czarny go uprzedził.
- to jest Lwia Ziemia królestwo moich rodziców, a ja jestem książę Sava. Ty kim jesteś i czego tu szukasz?
Przybyszowi napłynęły łzy do oczu, jeszcze nie otrząsną się z niedawnych wydarzeń, a już musiał się zmierzyć z nowymi problemami. Dodatkowo książę mówił takim tonem że mógłby wystraszyć każdego, a zwłaszcza lwiątko po przeżyciach. Nie zwlekał jednak z odpowiedzią.
- nazywam się Mazuri i pochodzę z Perłowej Ziemi. Dlaczego tu jestem? Sam nie wiem, trafiłem tu gdy błąkałem się po różnych miejscach. Uciekam tak z jednego miejsca do drugiego, od kąt straciłem rodziców
Wszyscy bez wyjątku byli zszokowani jego wypowiedzią. Nikt nawet nie śmiał myśleć że ktoś tak może mieć złe zamiary. Również nikt nie miał pojęcia co robić. Najlepszym rozwiązaniem było iść z tym do dorosłych. Tylko do kogo? Najlepiej do władców. Maluchy nie wiedziały jak oni zareagują, dlatego wciąż stali i wymieniali niepewne spojrzenia z Mazurim. Księciu już się nudziło, dlatego postanowił zakończyć to milczenie.
- miło cię poznać Mazuri. Chodźmy może do moich rodziców, możliwe że ci pomogą
- dlaczego nie - odparł nadal zapłakany Mazuri
Czała czwórka ruszyła w kierunku Lwiej Skały. Wszyscy milczeli oprócz księcia, który usilnie próbował dowiedzieć się czegoś więcej o przybyszy. Mazuri wciąż jednak milczał. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, iż nie miał kolorowo w życiu i nie chce do tego wracać. W końcu wszyscy dotarli na miejsce. Biały trochę przeraził się ogromem miejsca, ale mimo wszystko wszedł za pozostałymi. Sava szybko zauważył matkę i ojca, więc czym prędzej do nich podszedł i po krótkiej wymianie zdań wszyscy podeszli do przybysza.
- a więc nie masz domu? - zaczął Kovu
- nie - powiedział cichutko Mazuri
- i chciałbyś tu zostać?
- jeśli bym mógł
Całą sytuacją zainteresowała się Vitani, która akurat była niedaleko.
- no nie wiem, musiałby się ktoś tobą zająć, a poza tym...
Do rozmowy postanowiła się włączyć siostra Króla
- przepraszam bracie że ci przerywam, ale ja mogę się nim zająć - straciła się Vitani
Wszyscy byli tym zdziwieni, a najbardziej. Skoro jednak sama chciała, to problem opiekuna był rozwiązany, ale... Mimo wszystko to kolejne lwiątko w stadzie. Kovu i Kiara mieli dylemat czy się zgodzić czy nie. W końcu przyprowadził go Sava który wczoraj nieźle się popisał. Zaczęli się poważnie zastanawiać. W końcu wymienili pomiędzy sobą porozumiewawcze spojrzenia, po czym Kiara zabrała głos
- przyjmiemy cię do stada, od dziś masz się słuchać Vitani - dowiedziawszy to zwruciła się do pomarańczowej - pokaż mu wszystko
- tak jest - skłoniła się lekko i zabrała wciąż smutnego lewka
Kovu i Kiara wrócili do wcześniejszej rozmowy, a tak właściwie kłótni. Maluchy zaś postanowili odszukać Lennię, Altanię, Shetani i Torena, dlatego ruszyli z powrotem na sawannę. Mieli, im bowiem co opowiadać .
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy postać z konkursu :) (właścicielkę postaci proszę o niezdradzanie jego historii, ujawnię ja z czasem) Rozdział szybko, ale i tak jest okropny kolejny krótki i beznadziejny. Ostatnio nic nie umiem napisać porządnie, ale może jakoś wytrzymacie mój kryzys twórczy.
:)
- będziesz tak tu siedział cały dzień? - zaczęła Huzuni
- a co mam innego robić, mój przyjaciel jest przez mnie w krytycznym stanie. Siostra mnie nienawidzi, a rodzice nie chcą mnie widzieć, nie mówiąc już o reszcie stada
- chyba trochę przesadzasz - odparła
- czyżby?
- tak! Nie marudź, tylko choć z nami się przejść
Książę wstał i ruszył przed siebie z lwiczkami. Pomimo iż był naprawdę zdołowany cieszył się iż ktoś jeszcze na tym świecie się nim interesował. Nie chciał jednak tego okazywać, dlatego ciągle musiał tłumić delikatny uśmieszek pojawiający się na jego pyszczku. Krążyli w milczeniu po sawannie bez najmniejszego celu. Nagle nie wiadomo czemu coś ich tchnęło i postanowili skręcić nad wodopój. Wszyscy doskonale wiedzieli że o tej porze prawie nikt tam nie chodzi, ale mimo wszystko tam ruszyli. Lwiczki widziały w tym okazję do rozmowy, a książę zdawał sobie sprawę co zamierzają. Nie zamierzał jednak protestować, w zasadzie to sam chciał tam iść. Miał jakieś dziwne przeczucie, zdawało mu się że jest tam coś ważnego i nie omylił się. Kiedy dotarli na miejsce, nie zauważyli niczego niezwykłego. Sava mimo miał jednak wrażenie że coś jest tu nie tak, dlatego zaczął obchodzić taflę wody dookoła. Zadziwiona Rumia wraz z Huzuni ruszyły za nim. Kiedy już oddalili się o całkiem spory kawałek, coś zwróciło ich uwagę. Była to biała plama oddalona o kilkanaście metrów. Książę bez większego zastanowienia skierował się w to miejsce, a lwiczki były tuż za nim. Cała trójka szła ostrożnie i powoli, w każdej chwili byli gotowi do ucieczki. Rumia i Huzuni drżały ze strachu, czarny jednak bez najmniejszego strachu zmierzał ku postaci. Po dłuższym czasie znaleźli się w wystarczającej odległości aby stwierdzić że jest to lwiak w ich wieku. Sava pamiętając nauki ojca z czasów kiedy jeszcze był następcą, śmiało podszedł do przybysza, zostawiając towarzyszki z dala. Chciał się dowiedzieć przede wszystkim, kim jest oraz czego tu szuka. To sprawiło że sam podszedł do białego. Książę bardzo się zadziwił ponieważ nieznajomy był bardzo zapłakany i nawet nie zwrócił na niego uwagi. Sava nie należał do cierpliwych, dlatego postanowił zwrócić uwagę przybysza.
- yhmm... Jestem książę i następ... to jest książę Sava, syn władców tych ziem, a ty kim jesteś? - zaczął
Odpowiedziała mu jedynie cisza. Przybysz wcale nie reagował, wciąż spoglądał w taflę wody i płakał. Nic do niego nie docierało, pomimo iż czarny powtórzył swoją przemowę wielokrotnie. Rumia już nawet zaczęła się śmiać z brata. Nie rozumiała jego uporu. Ona sama już dawno by dopuściła, ale zawsze była inna niż jej brat i siostra. Huzuni nie podzielała jej entuzjazmu, miała mieszane uczucia. Siostra Kiary nie zamierzała jednak dłużej przyglądać się całemu widowisku, dlatego podeszła do lwiaków. Książę lekko na nią zawarczał, aby wracała gdzie jej miejsce, jednak ona nie zwróciła na niego żadnej uwagi. Podeszła do przybysza i z całej siły uderzyła go w kark. Tak jak myślała, poskutkowało. Biały natychmiast wyrwał się z zamyśleń i z przerażeniem spojrzał na nieznane mu lwiątka. Już miał coś powiedzieć jednak czarny go uprzedził.
- to jest Lwia Ziemia królestwo moich rodziców, a ja jestem książę Sava. Ty kim jesteś i czego tu szukasz?
Przybyszowi napłynęły łzy do oczu, jeszcze nie otrząsną się z niedawnych wydarzeń, a już musiał się zmierzyć z nowymi problemami. Dodatkowo książę mówił takim tonem że mógłby wystraszyć każdego, a zwłaszcza lwiątko po przeżyciach. Nie zwlekał jednak z odpowiedzią.
- nazywam się Mazuri i pochodzę z Perłowej Ziemi. Dlaczego tu jestem? Sam nie wiem, trafiłem tu gdy błąkałem się po różnych miejscach. Uciekam tak z jednego miejsca do drugiego, od kąt straciłem rodziców
Wszyscy bez wyjątku byli zszokowani jego wypowiedzią. Nikt nawet nie śmiał myśleć że ktoś tak może mieć złe zamiary. Również nikt nie miał pojęcia co robić. Najlepszym rozwiązaniem było iść z tym do dorosłych. Tylko do kogo? Najlepiej do władców. Maluchy nie wiedziały jak oni zareagują, dlatego wciąż stali i wymieniali niepewne spojrzenia z Mazurim. Księciu już się nudziło, dlatego postanowił zakończyć to milczenie.
- miło cię poznać Mazuri. Chodźmy może do moich rodziców, możliwe że ci pomogą
- dlaczego nie - odparł nadal zapłakany Mazuri
Czała czwórka ruszyła w kierunku Lwiej Skały. Wszyscy milczeli oprócz księcia, który usilnie próbował dowiedzieć się czegoś więcej o przybyszy. Mazuri wciąż jednak milczał. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, iż nie miał kolorowo w życiu i nie chce do tego wracać. W końcu wszyscy dotarli na miejsce. Biały trochę przeraził się ogromem miejsca, ale mimo wszystko wszedł za pozostałymi. Sava szybko zauważył matkę i ojca, więc czym prędzej do nich podszedł i po krótkiej wymianie zdań wszyscy podeszli do przybysza.
- a więc nie masz domu? - zaczął Kovu
- nie - powiedział cichutko Mazuri
- i chciałbyś tu zostać?
- jeśli bym mógł
Całą sytuacją zainteresowała się Vitani, która akurat była niedaleko.
- no nie wiem, musiałby się ktoś tobą zająć, a poza tym...
Do rozmowy postanowiła się włączyć siostra Króla
- przepraszam bracie że ci przerywam, ale ja mogę się nim zająć - straciła się Vitani
Wszyscy byli tym zdziwieni, a najbardziej. Skoro jednak sama chciała, to problem opiekuna był rozwiązany, ale... Mimo wszystko to kolejne lwiątko w stadzie. Kovu i Kiara mieli dylemat czy się zgodzić czy nie. W końcu przyprowadził go Sava który wczoraj nieźle się popisał. Zaczęli się poważnie zastanawiać. W końcu wymienili pomiędzy sobą porozumiewawcze spojrzenia, po czym Kiara zabrała głos
- przyjmiemy cię do stada, od dziś masz się słuchać Vitani - dowiedziawszy to zwruciła się do pomarańczowej - pokaż mu wszystko
- tak jest - skłoniła się lekko i zabrała wciąż smutnego lewka
Kovu i Kiara wrócili do wcześniejszej rozmowy, a tak właściwie kłótni. Maluchy zaś postanowili odszukać Lennię, Altanię, Shetani i Torena, dlatego ruszyli z powrotem na sawannę. Mieli, im bowiem co opowiadać .
*
W tym czasie kiedy wszyscy byli pochłonięci swoimi sprawami, Rafiki zajmował się nieprzytomnymi malcami. Już pomału tracił nadzieję co do białej lwiczki i dlatego zwrócił się do duchów przodków. Kiedy skończył z nimi ,,rozmowę", wrócił do Chortensji i Malaikiego. Ku jego zdziwieniu biała ocknęła, choć nie do końca była świadoma tego co się stało. Nie wyglądała jednak najlepiej. Mandryl obawiał się że przez ten wypadek może mieć trwały uszczerbek na zdrowiu. Postanowił dowiedzieć się jak się czuje. Nic jednak nie pytał. Mała również milczała. Nagle ktoś wszedł na jego drzewo, co oderwało szamana od ówczesnego zajęcia.-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy postać z konkursu :) (właścicielkę postaci proszę o niezdradzanie jego historii, ujawnię ja z czasem) Rozdział szybko, ale i tak jest okropny kolejny krótki i beznadziejny. Ostatnio nic nie umiem napisać porządnie, ale może jakoś wytrzymacie mój kryzys twórczy.
:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




