niedziela, 21 lutego 2016

#25. Koniec jest dopiero początkiem cz.2

Młody książę właśnie się ocknął. Był oszołomiony i nie do końca mógł sobie przypomnieć co się stało. Wiedział że coś ważnego i dlatego próbował odtworzyć minione zdarzenia. Jednak na nie szczęście strasznie bolała go głowa, przez co nie był wstanie myśleć. Postanowił więc wstać i ruszyć na Lwią Skałę. Niestety jego starania okazały się bezskuteczne. Zupełnie opuściły go wszelkie siły. Miał chęć zostać tu gdzie był, jednak coś zmuszało go do powrotu do domu. Nie wiedział dlaczego, ale wiedział że musi. Zebrał więc w sobie wszystkie siły i podniósł się. Jednak nim zrobił krok upadł. Sava postanowił spróbować jeszcze raz. Tym jednak razem udało mu się utrzymać równowagę. Ostrożnie ruszył przed siebie. Jeszcze kilka razy po drodze się potknął, ale szybko się podniósł. Droga była dla niego bardzo uciążliwa, najchętniej od razu by odpuścił, ale jakiś wewnętrzny głos zmuszał go do dalszej drogi. Książę wytrwale szedł w wyznaczonym kierunku, aż usłyszał potężny ryk dobiegający z "tronu". Wtem upadł, czuł się tak jakby dostał obuchem u głowę. Kręciło mu się w głowie, a wszystko na co patrzył zdawało się mu być rozmazane. Po dłuższej chwili doszedł jednak do siebie i po kilku próbach wstał, po czym znów ruszył na Lwią Skałę. Droga był długa i żmudna, lecz następca nie przejmował się tym. Gdy był już naprawdę blisko ktoś wpadł na niego.  Był to Toren. Oba lwiątka upadły, książę nie był z tego powodu szczęśliwy.
- co ty wyprawiasz? Zachowujesz się jak krętym, a tak właściwie to mógłbyś trochę uważać - wykrzyczał Sava
Czerwony spojrzał błagalnie na następcę, a następnie wymienił z jego siostrą porozumiewawcze spojrzenie. Skłonił się z lekka po czym wziął głęboki wdech.
- przepraszam że cię przewróciłem, ale wraz z Rumią - Sava dopiero teraz ją zauważył - spieszymy się na Lwią Skałę, usłyszeliśmy ryk i uznaliśmy...
- już ty się taki święty nie rób - przerwał mu - i może pomógł byś mi wstać?!?
Syn Terena nie miał ochoty na dłuższą wymianę słów, więc czym prędzej pomógł Savie wstać. Lwiak wyglądał na niezadowolonego, jednak dalszą drogę odbył w towarzystwie królewskiego rodzeństwa. Po krótkiej chwili byli na miejscu. Widok był przerażający, Kovu leżał zwinięty w kłębek w kałuż z własnej krwi. Twarz miał wykrzywioną od bólu, jego oczy stały się szare. Z trudem łapał powietrze, piszcząc cichuteńko. Widać było i słychać że lew bardzo cierpi. W jednaj chwili znikła z niego cała duma, powaga i wszystkie inne cechy które wzbudzały w innych respekt. Był jak malutkie bezbronne lwiątko z ta różnicą że był dorosły i był królem. Dokoła rozlegał się dziwny zapach... jakby... spalenizny. Dodatkowo panował ogromny gwar. Wszyscy krzyczeli panikowali i nikt nie wiedział co robić. Książę też zaczął panikować, jednak Toren o dziwo postanowił coś zrobić. Chciał śmierci króla, ale ten widok był przerażający. Czerwony nie mógł na to patrzeć i nie wiadomo czemu postanowił mu pomóc bo nikt inny jak łatwo można było zauważyć nie był w stanie tego zrobić. Czym to było spowodowane on sam nie miał pojęcia. Może to przez wyrzuty sumienia? Może przez chęć samodzielnej zemsty? Może ze względu na Rumie lub Savę? Może mu tu było dobrze? Może bał się konsekwencji jeśli coś by wyszło na jaw? Może niechęć by królewskie dzieci przeżywały to co on? Może to przez chęć zasłużenia się? Może chciał w księciu zdobyć przyjaciela? Może to przez strach? Może to przez ogromne cierpienie jakiego nie doznał jego ojciec, a Kovu tak? Może przez niechęć upodobnienia się do zabójcy? Może przez wzgląd na Lunnę? Może to przez miłość do którejś z lwiczek? A może widok tak ogromnego chaosu zbudził w nim bohatera? Jednak bez względu na powód Toren pobiegł do Rafikiego. Kiedy dobiegł do jego drzewa bezskutecznie próbował się tam wdrapać. Mandryl akurat spał więc nie słyszał lwiątka. Był już stary i sny miał twarde, nie był już tak czujny jak kiedyś. na szczęście czerwony nie był jedyny który nie chciał śmierci Kovu. Drugim lwem, a tak właściwie to duchem był Skaza. Pilnował on syna odkąd został królem i w razie potrzeby ingerował w życie Lwiej Ziemi. Tym razem postanowił wysłużyć się synem Terena, jednak musiał mu odrobinę pomóc. Dlatego pojawił się Rafikiemu we śnie. Szaman znajdował się na Lwiej Skale, a w około otaczali go wszyscy dawni władcy. Nagle zza skały wyszła dziwna lwica, była niebieska prawie granatowa na środku głowy miała szarą gwiazdę. Wyszczerzył kły, wysunęła pazury i zbliżyła się do lwów zaczęła zabijać wszystkich po kolei, a nikt nic nie był wstanie nic zrobić. Nim mandryl się spostrzegł wszyscy nie żyli, a lwica zniknęła. Wtem pojawił się Skaza, który ze względu na to co zrobił został wyrzucony z grona władców. Brat Mufasy spojrzał oschle na szamana.
- Co ty tu robisz? Mój syn jeszcze żyje ratuj go! - wskazał łapą na ciało Kovu
Po tych słowach sen starca się skończył, a on sam obudził. Szybko do jego uszu dobiegły dźwięki nieudanej wspinaczki, więc czym prędzej opuścił baobab by sprawdzić o co chodzi. Bardzo się zdziwił zobaczywszy Torena jednak podszedł do niego by mu pomóc.
- coś się stało? - zapytał
- Nareszcie wyszedłeś, w żaden sposób nie mogłem się do ciebie dostać - powiedział jednym tchem - a chodzi o to że król umiera, a wszyscy są w zbyt dużym szoku by coś zrobić. Musisz czym prędzej iść na Skałę... yyyy.... Lwią Skałę.
Rafiki nie potrzebował więcej wyjaśnień. Czym prędzej ruszył wraz z lwiątkiem do miejsca gdzie był Kovu. Mandryl był już stary więc ich podróż nie była tak szybka jakby chcieli, jednak na szczęście nie dotarli zbyt późno. Szaman zobaczywszy co się dzieje polecił Torenowi zebranie i uspokojenie wszystkich lwiątek, a z ich pomocą opanowanie dorosłych. Sam zaś podszedł do Kovu by mu pomóc jednak gdy zobaczył jego stan załamał się. Nigdy nie widział czegoś podobnego, a widział już wiele. Poczuł się bezradny, on który pomagał trzem władcą i zawsze był niezawodny tym razem nie wiedział co robić. Jedyne co wskórał to to że lwy zobaczywszy go przestały biegać i krzyczeć jak opętane. Tak jakby zdali sobie sprawę z tego że zachowywali się bardzo głupio. Zapanowała ogólna cisza.
- co z nim? - nagle odezwał się Simba
Rafiki westchnął głęboko. Spojrzał na byłego króla, następnie na jego małżonkę i Kiarę, aż w końcu jego wzrok utkwił w Kovu. Mandryl próbował coś powiedzieć, ale nie był w stanie. W końcu z jego oka spłynęła łza, która szybko otarł. Jednak syn Mufasy to dostrzegł. Dziwnie spojrzał na szamana, a ten jakby coś go tchnęło cicho wymamrotał.
- Zabierzcie go do środka - po tych słowach na dłuższą chwilę umilkli, po czym znów się odezwał - Simba, Kiara, Nala musimy porozmawiać na osobności
Przez chwilę wszyscy ze zdumieniem patrzyli na mandryla, ale po chwili dwa lwy wzięły Kovu i zaniosły go do środka, a królowa i byli władcy wraz z Rafikim poszli za nimi. Szaman musiał im teraz o wszystkim powiedzieć co nie było łatwe.
*
Tymczasem Lunna oddaliła się już trochę od Lwiej Skały i teraz spokojnie podążała do Dionera by odebrać to co jej. Szla jednak bardzo ociężale. Bóle niedawno znów wróciły. Lwica nie czuła się najlepiej do tego dręczyły ją wyrzuty sumienia. Czuła że zaraz zemdleje jednak wiedziała że nie może musiała dokończyć to co zaczęła, a raczej to do czego ją zmuszono. Nie chciała myśleć o tym co się stało. Wprawdzie to była już przeszłość. Czyż nie? Ale wiedziała że stało się coś co na zawsze związało ją z Lwią Ziemią i to ją dręczyło, jednak nie spodziewała się do czego to ją może doprowadzić. Oprócz złego samopoczucia jej stan fizyczny też był zły. Z każdym krokiem coraz bardziej słabła, a czasami to była o krok od tego by zemdleć. W dodatku była strasznie głodna pomimo iż tuż przed swoją ,,zbrodnią" jadła. Miała ochotę na Gnu, pomimo iż nie przepadała za nią. Na dokładkę z zaczęła krwawić z nosa.
,,Gorzej być nie może"- pomyślała
Niestety myliła się. Kiedy dotarła na Brylantową Ziemie była niemal bezsilna, ale mino to cieszyła się. Wkrótce dostrzegła Dionera.
- zadanie wykonane? - zapytał ozięble
Lwica wzięła dwa głębokie wdechy. Ta chwila była dla niej wazna. W końcu od tak dawna nie wiedziała rodziny. Wiedziała że od teraz się wszystko zmieni, ale nigdy by nie pomyslala że aż tak.
- tak, jutro powinien umrzeć... a teraz oddaj mi moją rodzinę
- kogo? Ty nie masz rodziny! Wszyscy od dawna nie żyją!
- nie! To nie możliwe!
- ależ tak... sam ich zabiłem
Lunnie naleciały łzy do oczu. W jednej chwili znienawidziła swojego zleceniodawce i poprzysięgła zemstę.
- obiecałeś że będą bezpieczni jeśli zrobię co każesz - powiedziała przez łzy z zaciśniętymi kłami
- była po prostu naiwna - zaczął się śmiać jej prosto w twarz
Lwica najchętniej by się na niego rzuciła, ale wiedziała że nie da rady, dlatego zaczęła uciekać w stronę Lwiej Ziemi. Teraz była załamana jeszcze bardziej niż wcześniej, bo nie dość że była zabójczynią to jeszcze okazało się że to wszystko co zrobiła by jej rodzina była bezpieczna poszło na marne. Wszystko wydawało jej się bez sensu, znikło całe jej szczęście.
,,Ale zaraz? Przecież Kovu jeszcze żyje! Mogę go jeszcze uratować!" - pomyślała
Czym prędzej postanowiła wrócić na Lwią Skałę. Wiedziała że musi tam zjawić się czym prędzej bo każda chwila jest na wagę życia króla, dlatego spieszyła się. Lwica zaczęła biec, jednak kiedy na horyzoncie pojawiła się Lwia Skała zatrzymała się. Zawahała się, zdała sobie bowiem sprawie że nie przyjmą ją tam z otwartymi ramionami. Musiała podjąć decyzję co zrobić. Nie potrzebowała dużo czasu by zdecydować iż musi iść dalej. Szła jednak powoli, a kiedy doszła na miejsce okazało się że Lwioziemcy bardziej jej nienawidzą niż myślała. Momentalnie otoczyła ją grupka lwic na czele z Kiarą, wszystkie wrogo na nią patrzyły.
- po co wróciłaś? - powiedziała wrogo królowa - zabić ją!
- Kiara poczekaj! - krzyknęła przestraszona Lunna - daj mi wyjaśnić
- co ty chcesz wyjaśniać? Kovu umiera i nikt nie jest w stanie mu pomóc i to wszystko przez ciebie
- to nie jest takie proste, ale żałuje tego co się stało. Chcę to odwrócić, znam odtrutkę. Kiara wiem że mnie nie na widzisz ale proszę zaufaj mi. Co masz do stracenia?
Żona Kovu zaczęła się zastanawiać czy wartom. Tak właściwie to co jej da zabicie tej lwicy? A tak przynajmniej jest szansa. Wybór wydawał się prosty i taki się okazał. Miarą szybko zdecydowała.
- no dobrze, ale Rafiki sporządź antidotum a, jeżeli się nie uda zginiesz
Lunna skinęła głową na znak że zrozumiała. Jednak po chwili zawahała się, jakby miała jakieś wątpliwości i nie wierzyła w siebie. Nie było już jednak odwrotu co się stało to się nie od stanie. Lwica potulnie ruszyła w kierunku jaskini by tam pomóc Rafikiemu przygotować odtrutkę. Szła powoli i ze smutkiem. Kiedy w końcu weszła do środka to pierwsze co zauważyła to umierającego Kovu. Widok był straszny, aż tak że Lunna najchętniej sama by się zabiła. Nie zastanawiała się jednak nad tym długo, ponieważ  miała teraz coś do zrobienia.
*
Kilka godzin później...
- gotowe - odetchnęła z ulgą lwica
- ale czy to na pewno zadziała? - zapytał Rafiki
- musi
Lunna wraz z mandrylem ruszyła podać antidotum Kovu. Oboje byli niespokojni. Obojgu bowiem zależało na życiu króla, ale z różnych powodów. Rafikiemu ze względu na jego pozycję i przyjaźń, a lwicy z powodu wyrzutów sumienia oraz pewnej sprawy z niedalekiej przeszłości która może odcisnąć piętno na przyszłości ich obojga. W każdym bądź razie zmierzali do tego samego; do ocalenia króla. Lunna sama chciała się tym zająć, jednak Kiara jej zabroniła, dlatego to Rafiki zabrał się za podawanie odtrutki. Lunna tylko bezczynnie się temu przyglądała. Po dłuższym czasie było już po wszystkim, ale... to nie spowodowało że Kovu poczuł się lepiej, a wręcz przeciwnie gorzej.
----------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało :) Wiem, wiem notatka miała się pojawić w czwartek, ale się nie wyrobiłam :( ale nie gniewajcie się. Osoby które zajęły 2 i 3 miejsce w konkursie proszę o jeszcze chwilę cierpliwość, bo swoją notatkę(i) będą mogły wymyślić dopiero po następnej notatce. Myślałam że napisze wszystko w tej, ale za dużo tego, dlatego musi się pojawić jeszcze jedna. Przepraszam że nie ma też obrazka, ale nie zdążyłam go zrobić. Moim zdaniem wyszło nie najgorzej, a co wy sądzicie?

piątek, 29 stycznia 2016

Wyniki konkursu

Długo się zastanawiałam. Przysłaliście mi wiele naprawdę wspaniałych prac. Nie łatwo było mi wybrać najlepszą trójkę, bo wszystkie były wspaniałe. Dlatego dla wszystkich i każdego z osobna należą się ogromne gratulacje. Jednak po długich namysłach i wewnętrznej bitwie wybrałam trzy (moim zdaniem) najlepsze prace.

Pierwszą nagrodę zdobywa Katarzyna Pela, dostajesz odemnie dyplom, obrazek z dedykacją, niespodziankę oraz twoja postać zostanie umieszczona u mnie na blogu.




Drugą nagrodę zdobywa Lioness Shadow dostajesz odemnie dyplom, obrazek z dedykacją i możliwość wymyślenia i napisania dwóch notatek na mojego bloga, może to być notatki specjalne lub mające wpływ na dalszą historię (zastrzegam jednak że notatki mogą się pojawić dopiero po dwudziestej piątej notatce i nie mogą mieć być związane z zakochiwaniem się, wygnaniem kogoś czy zabójstwem jakiegoś lwa). 


Trzecią nagrodę zdobywa Silver Dapple dostajesz odemnie dyplom, obrazek z dedykacją i możliwość wymyślenia i napisania jednej notatki na mojego bloga, może to być notatka specjalna lub mająca wpływ na dalszą historię (zastrzegam jednak że notatka może się pojawić dopiero po dwudziestej piątej notatce i nie może być związane z zakochiwaniem się, wygnaniem kogoś czy zabójstwem jakiegoś lwa).



niedziela, 24 stycznia 2016

#24. Koniec jest dopiero początkiem cz.1

Na Lwiej Ziemi nadeszła pora obiadu, dlatego wszyscy zaczęli wracać z nad wodopoju. Dla Lunny to była idealna okazja do zebrania potrzebnych ziół na truciznę. Wolała jednak zaczekać aż wszyscy odejdą. Nie miała jednak pojęcia że jedno z lwiątek, postanowiło zostać, a tak właściwie to nawet dwa. Wysłannica Dionera zaczęła szukać zaraz po tym jak ostatnia lwica odeszła. Nie było to łatwe zajęcie wymagało ogromnego skupienia, jeden drobny błąd i trucizna mogła by zabić również ją, nie mieć właściwości śmiertelnych, wywołać natychmiastową śmierć, wprowadzić w stan odrętwienia, wywołać halucynacje i wiele, wiele innych nieprzewidzianych reakcji. Dodatkowym utrudnieniem był fakt iż zioła których poszukiwała były bardzo podobne do bezwartościowych kwiatków i trawy. By ułatwić sobie pracę postanowiła szukać roślin po kolei tak jak je się dodaje. Pierwszy był Kozłek Szakala, mała zielona roślina z trzema czerwonym kropkami na spodniej stronie, potrzebowała jej trzy źdźbła. Zadanie utrudniał, a możne utrudniał fakt iż roślina rosła w wodzie. Luna zbliżyła się do lustra wodopoju i zaczęła wypatrywać.
- Do czego ja dopuściłam? Nigdy nie pomyślała bym że w końcu będę musiała kogoś zapić i taką miksturą... gorszej nie ma... tak niepozorne ziółka... które uratowały kiedyś... moje życie... teraz je zabiorą... królowi tej ziemi - Lunna uroniła kilka łez
Miła już wrócić do retrospekcji, kiedy zauważyła w wodzie maleńkie roślinki, to było to czego szukała. Włożyła pysk do wody i wyrwała kilka źdźbeł, położyła je na kamieniu i otrzepała się. Teraz musiała znaleźć kolejną roślinę, a mianowicie Szoferkę. Przypominała ona fioletowy kwiat Tuli- panu, ale jej zapach był bardziej zmysłowy oraz słodki. Tu rosło dużo takich kwiatów, jej potrzebny był tylko jeden, jednak musiała go odróżnić od innych. Zaczęła więc wąchać każdy po kolei.Nigdzie jednak nie wyczuwała tego zapachu, nie mogła się jednak poddać. Szukała i szukała i szukała i nie znalazła. Nagle usłyszała w trawie jakiś szelest... wystraszyła się. Postanowiła sprawdzić kto to jednak nikogo nie zauważyła. Uznała więc że to wiatr, tak jednak nie było. To zdarzenie okazało się bardzo dla niej pomocne, ponieważ właśnie w tym miejscu znajdowało się skupisko rośliny której poszukiwała, więc pierwszy lepszy z brzegu okazał się właściwy. Lwica ostrożnie go zarwała i odłożyła tam gdzie poprzednią roślinę. Znów zaczęły cieknąć jej łzy.
- Co ja robię? Takie dobre roślinki taki zły cel przez mnie mają! Śmierć królowi niosą! Dlaczego? Dlaczego? Pytam się dlaczego? Od jutra będę zabójczynią... zabójczynią władcy tych ziem... nie! Nie! Nie... mogę nic zmienić... - Lunnę ogarnęła niemoc
Lwica padła na ziemię i zaczęła drapać trawę znajdująca się wokoło niej. Była zła, ale na samą siebie. Nagle znowu usłyszała dziwny szelest, opanowała się i ostrożnym krokiem ruszyła w wyznaczonym kierunku. Gdy dotarła w to miejsce wysunęła pazury, wyszczerzyła kły i już szykowała się do ataku na intruza, baz względu kim on był, kiedy nagle... coś ją uderzyło w głowę. Odwróciła się i spostrzegła spory kamień turlający się w kierunku wody. Domyśliła się że ktoś ją obserwuje jednak nie miała zamiaru przerywać sobie pracy. Postanowiła jedynie nie komentować całej sytuacji. Bez większego namysłu zaczęła więc szukać Kroiła Pospolitego. Tymczasem parę metrów dalej książę Sava przełykał ślinkę po tym jak o mało nie zginą. Zastanawiał się jedynie kto go uratował i dlaczego. Nurtowało go również pytanie czy ten ktoś wie że on to on a nie ktoś inny. Oprócz tego zastanawiała go zaistniała sytuacja i to co powinien zrobić. Drugi lewek znajdujący się kilkadziesiąt metrów dalej nie zadawał sobie takich pytań. Jedyne co go zastanawiało to co zrobić z informacjami których się dowiedział. Na pewno nie miał zamiaru nikogo ostrzegać, a szczególnie króla. Pomyślał nawet że łapami tej lwicy może się zemścić, za śmierć ojca. Zdawał sobie jednak sprawę, że książę ostrzeże swojego tatę, na co Toren nie mógł pozwolić. Wprawdzie kilka minut temu uratował mu życie, ale teraz sam musiał mu coś zrobić. Nie był on bowiem zabójcą, ani tym bardziej nie chciał nim być. Musiał jednak jakoś uciszyć następcę. Negocjacje na pewno na nic by się zdały, więc musiał wymyślić coś innego. Siadł więc w gąszczu traw i zaczął rozmyślania. Ku jego wielkiemu zdziwieniu pomysł wpadł mu do głowy nader szybko, ujrzał bowiem długi twardy patyk, którym mógłby ogłuszyć księcia. Wpadłszy na tak ( jego zdaniem) wspaniały pomysł, nie zwlekał dużej, tylko wziął patyk i ostrożnie ruszył w miejsce gdzie znajdował się książę. Gdy był już blisko o mało nie zamarł gdy usłyszał głośne "Nareszcie znalazłam, teraz pora na Firletkę". To był głos Lunny, która jak można wywnioskować znalazła kolejną roślinę. Lwiak po krótkiej dezorientacji ,,wrócił do siebie". Ostrożnie zbliżał się do księcia, ważąc każdy krok, był coraz bliżej i bliżej, aż dotarł na tyle blisko że mógł dotknąć księcia patykiem. Rozejrzał się dookoła, sprawdzając czy jest bezpiecznie, wziął głęboki wdech i uderzył księcia z całej siły w głowę. było to tak szybko że Sava nie zdążył się zorientować co się stało, po paru sekundach upadł zemdlony. Toren szybko podbiegł do niego by ocenić na ile groźne było uderzenie. Znał się na tym gdyż jego ciocia która się uczyła u medyczki uczyła jego. Lwiątko szybko stwierdziło że książę ocknie się jutro około południa oraz przez dwa-trzy dni będzie miał lekkie zawroty głowy. Toren nie mógł sobie jednak pozwolić na podejrzenia że miał coś z tym wspólnego, dlatego postanowił czym prędzej wrócić na Lwią Skałę. Dlatego ostrożnie ruszył w wyznaczonym kierunku. Tym czasem Lunna skończyła zbieranie ziół. Była bardzo zadowolona z siebie że jej się udało, jednak przerażała ją myśl o przeznaczeniu jej czynów. Postanowiła również że musi być ostrożna, dlatego rozejrzała się dookoła i dopiero gdy była pewna że jest bezpiecznie ostrożnie wzięła w pysk rośliny i ruszyła w kierunku bocznych jaskiń. Szła powoli jednak bardzo nerwowo. Z jej twarzy można było wyczytać że jeśli ktoś spróbuje się zbliżyć zagryzie. Lwica nie miała jednak takiego zamiaru, jej celem było nie dać się przyłapać i stąd taki wyraz pyska. Na całe szczęście ku jej wielkiemu zdziwieniu bardzo prędko dotarła na miejsce. Wzięła głęboki wdech i weszła do jaskini, gdzie bez zbędnych słów zabrała się za przygotowanie trucizny. Pracowała cały wieczór oraz noc, dopiero wczesnym rankiem mogła stwierdzić iż mikstura jest gotowa. Lunna musiała jeszcze odpowiednio się przygotować, zarówno fizycznie jak i psychicznie, a poza tym musiała odpocząć. Czasu było coraz mniej jednak teraz lwica była pewna swego.
*
Tymczasem na lwiej skale rodzina królewska oglądała wschód słońca, brakowało jedynie księcia który nie wrócił na noc. Jednak nikogo to nie martwiło gdyż tamtego dnia zapowiedział iż wybierze się do Rafikiego. Kovu często zostawał na noc u Rafikiego, więc Sava także mógł tak zrobić. Zmartwiona była jedynie Rumia, która jako jedyna była na tyle blisko Torena by stwierdzić że wczoraj kiedy wrócił kłamał iż nie widział księcia. Coś jej się nie zgadzało, a poza tym w jego obecności czuła się dziwnie. Teraz zamyślona siedziała na czubku skały. Zauważyła to Kiara, a ponieważ kochała swoje dzieci i martwiła się o nie, dlatego postanowiła dowiedzieć się o co chodzi.
- Coś cie gnębi córeczko? - zapytała
- Niezupełnie... a właściwie to może
- Wiesz że nam możesz wszystko powiedzieć
- No tak, wiem, ale... wy nie zrozumiecie
Kiera uśmiechnęła się czule, już wiedziała co dzieje się z lwiczką. Jednak nie miała pojęcie o kogo chodzi, dlatego postanowiła ostrożnie ja wypytać.
- Kochanie my wszystko zrozumiemy. Każdy kiedyś był zakochany - powiedziała czule królowa
Lwiczce w jednym momencie wszystko się poukładało jednak ona chyba nie do końca w to wierzyła, ale postanowiła być ostrożna i powiedzieć o co jej chodzi. Uważając by nie oskarżyć wybranka.
- Nie - powiedziała przełykając ślinkę - nie o to chodzi
- Więc o co - włączyła się do rozmowy Lennia
- O Torena i Savę - ostrożnie zaczęła mówić - wczoraj Sava nie wrócił i...
- Co ten wyrzutek ma z tym wspólnego - warkną groźnie Kovu - następca na pewno jest u mandryla, a ty mieszasz do tego syna zdrajcy
Kiara groźnie popatrzyła na męża, tak że ten momentalnie ochłoną i zagadkowo spojrzał na najmłodsze dziecko. Dla lwiczki miało to oznaczać tyle co przyzwolenie na kontynuacje wypowiedzi. Księżniczka momentalnie zrozumiała o co chodzi, dlatego zaraz wróciła to kontynuacji opisu sytuacji.
-... martwię się trochę o niego. Jakos ciężko mi uwierzyć że ona został u Rafikiego. Poza tym Toren powiedział ze go nie widział, a ja mam wrażenie... dziwne odczucie co do brata. Jednak należy pamiętać iż Malaiki też wczoraj wrócił późno i uważam...
- Odczep się od Malaikiego - warknęła Lennia - on jest mój
- Schowaj pazurki siostra. A wracając do tematu to uważam że warto go poszukać
- Dobrze, ale tylko jeśli nie wróci do obiadu - odrzekła Kiara - a teraz idźcie się pobawić
Lwiczki w jednaj chwili zbiegły z Lwiej Skały i pobiegły w swoich kierunkach. Starsza nad wodopój, a młodsza do jaskini gdzie spała reszta lwiatek w tym czerwony. Księżniczka postanowiła go obudzić. Wzięła więc jego ogon w pyszczek, a po chwili go zacisnęła. Lwiak aż podskoczył.


Trochę był zszokowany, ale po chwili zrozumiał co się stało. Usiadł i gniewnie popatrzył na "budzik".
- Po co przyszłaś? - zapytał
- Chodź musimy pogadać
Lwiątko dłużej już nie wypytywało tylko ruszył w ślad za różową. Ta prowadzała go po całej sawannie przez długi czas zupełnie bez sensu. Tym czasem czas Kovu zbliżał się wielkimi krokami. Lunna naostrzyła pazury i umazała łapy trucizna, po czym ruszyła na Lwią Skałę, gdzie przebywał Kovu. Kiedy lwica go zobaczyła podbiegła szybko do niego i zaczęła się łasić, po czym powiedziała
- Możemy porozmawiać?
- Tak, oczywiście
Kovu i Lunna ruszyli w kierunku szczytu Lwiej Skały. Lwica szybko spostrzegła się że już czas. zatrzymała się i wysunęła pazury.
- wybacz - powiedziała
Po tych słowach wbiła pazury w łapy króla. Lew głośno ryknął i upadł. Na miejsce zaczęli się zbiegać wszyscy znajdujący się w pobliżu. Lwica zaczęła uciekać. Nim ktoś zdał sobie sprawę z tego co się stało, nie było już po niej śladu. Tymczasem król zaczął powoli umierać.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że wam się podobało :) Wiem nie wyszło najlepiej :( Miało być super, a wyszło strasznie. Nie jestem z tego zadowolona, no ale to dopiero pierwsza część.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przypominam że do 27 stycznia można wysyłać prace (postacie) konkursowe.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przy okazji chciała bym podziękować  Roki i Lili za wspaniały dyplom :)


piątek, 8 stycznia 2016

Konkurs

Przepraszam że tak długo zwlekam z notatką, miała się pojawić jeszcze przed nowym rokiem, ale nie dałam rady jej napisać, a kiedy się pojawi? Nie mam pojęcia. Nie mam kompletnie weny
A co do konkursu, potrzebna na bloga jest mi nowa postać, a ponieważ nie mam pomysł pomyślałam że może wy mi pomożecie? Stąd ten konkurs.
A więc jak wspomniałam wcześniej w konkursie chodzi o wymyślenie postaci. Proszę o napisanie następujących rzeczy:
1. Imię
2. Wieku - musi być lwiątko (mniej więcej w wieku książąt)
3. Płeć - musi być to samiec
4. Charakter
5. Jego przeszłość i przeżycia do tej pory
6. Coś o nim, rodzina, pochodzenie
7. Motto
8*. Proponowany pomysł na pojawienie się postaci
9. Wygląd opisać, albo dać gotowy już obrazek
10*. Proponowana partnerka (z wolnych lwiczek w stadzie)

1 miejsce - Oczywiście umieszczenie nowej postaci do stałej akcji na blogu, dyplom, obrazek z dedykacją + niespodzianka
2 miejsce - Możliwość wymyślenia akcji do dwóch postów na blogu, dyplom, obrazek z dedykacją
3 miejsce - Możliwość wymyślenia jednej akcji do posta, dyplom, obrazek z dedykacją

Proszę o wysłanie prac na e-mail: pati_nie_blogerka@interia.pl
Mam nadzieję że nagrody zachęcą was do wzięcia udziału. W konkursie każdy może wziąć udział, osoby anonimowe również. Czas do 27 stycznia. Bardzo serdecznie zachęcam do udziału.

* - nieobowiązkowe