środa, 27 czerwca 2018

Kilka słów...

Po pierwsze przepraszam za ten "Koniec" po drugie przepraszam za obietnice bez odzwierciedlenia w rzeczywistości po trzecie przeprasza za zaniedbanie bloga.

Dobrze a teraz do rzeczy. Do bloga kiedyś wrócę, kiedy nie wiem. Postaram się coś ty wstawiać ale jak to wyjdzie to nie wiem. Przez ostatni rok zaniedbałam bardzo dużo "rzeczy". Jednak zrozumcie poszłam do jednego z najlepszych liceów w województwie na biol-chem. Chyba więcej nie muszę wyjaśniać by zorientować się że nie mam czasu na sen a co dopiero na inne "sprawy". Planuję też w swoim czasie przenieść się na wattpad. Oczywiście to nie tyczy się historii która toczy się na blogu, a innej mojej twórczości, ale kiedy do tego dojdzie to nie wiem.

A teraz taka malutka reklama.
Zapraszam na grupę na Facebooku "Młodzi Przyszłością Ojczyzny"
Gdzie na tę chwilę muszę doprowadzić wszystko do porządku ;)
Grupa ma na celu zjednoczenie młodzieży polskiej i dążenie aby kiedys razem żyło się nam lepiej :)
Koniec reklamy

Mam nadzieję że mi wybaczycie to cos się stało z blogiem i wrócicie do czytania jak tylko coś zacznę publikować ;)

Pozdrawiam

niedziela, 23 lipca 2017

#31. Zakazane miejsce

- Ile jeszcze mamy czekać? - warknęła jedna z lwic- powiedziałeś że czas zemsty się zbliża
Lew popatrzyła na nią groźnie. Miał swoje powody by czekać. Na Lwiej Ziemi była coraz gorzej, a czas działał na jego korzyść. Tłumaczył to już lwicą wiele razy, ale najwidoczniej one tego nie rozumiały. To on tu był przywódcą więc nawet nie pofatygował się by odpowiedzieć tylko odszedł w kierunku swojego legowiska ukrytego za jedną ze skał.

*
Tym czasem w swoim królestwie Kovu wylegiwał się w jaskini. Nieświadom nawet gdzie podziewa się jego potomstwo, a oni mieli naprawdę zuchwały plan, a raczej Sava go miał. Maluchy bowiem postanowiły pozwiedzać Złą Ziemię. Miejsce odwiecznego zainteresowania i ciągłych kłopotów. Tak się akurat składa że książę miał ich już wystarczająco dużo, ale najwyraźniej się tym nie przejmował, bo jak to on stwierdził musi w końcu ,,odreagować". Jednak był jedne problem.
- wiem kim jesteś! - wykrzyczał Sava - Przecież nie zapomniałem co zrobiłem, nie pozwalasz mi nawet przez chwilę o tym nie myśleć. Ciągle tylko jest Malaiki, Malaiki i Malaiki
- czego ty jeszcze narzekasz! Jesteś głupi i tyle! - warknęła Lennia - Zamiast narzekać okazał byś odrobinę skruchy
- a niby co ja robię? Że chcę na chwilę o tym zapomnieć, to taka wielka zbrodnia? Myślisz że nie przeżywam tego co zrobiłem? Myślisz że mi jest łatwo? Patrzeć nie mogę na Shetani...
- Ej! - warknęła wywołana - mnie w to nie mieszaj
- że niby co? - oburzył się czarny - a czyja to wina?
- może twoja? - odburknęła Lennia - zganiasz na niewinną lwice swoje przestępstwa
- bo to jej wina! Poza tym nie nazywaj tego tak, sroce piór z ogona nie wyrwałem. A poza tym...
Sava przerwał w pół zdania bo nagle poczuł w ustach krew spływającą z jego czoła. Nie pierwszy jaz jej smakował, ale za każdym razem stwierdzał że ma w istocie paskudny smak. A gdy już określił smak tego życiodajnego płynu dotarła do niego skąd się wziął. To jego ukochana siostrzyczka, która tak do złudzenia przypominała z wyglądu matkę potraktowała go swoimi świeżo wypolerowanymi pazurkami. Które teraz pomimo iż rana zadana księciu nie była głęboka ociekały krwią.
- jak ty... - zaczął czarny i już gotował się do oddania ciosu - jak ty.. ty... ty...
- co ja - warczała oprawczyni gotowa do obrony - co? no czego ty chcesz? Mnie też skrzywdzisz?
- a co jeśli tak? Myślisz że tego nie zrobię?
- Przekonajmy się!
Brat i siostra zaczęli szykować się do walki. Jeszcze chwila, jeszcze moment. Zaraz rodzeństwo, następcy, dzieci jednych rodziców rzucą się sobie do gardeł. Jedno drugiego wykończy. Jedno zniweczy przyszłość drugiego. Któreś z nich nigdy już więcej nie ujrzy słońca, nie pójdzie na polowanie, nie pobawi się z berka, nie zje antylopy, ani zebry, nie usłyszy śpiewu ptaków, nie zobaczy rodziców, nie wytarza się w trawie, nie pozna nikogo nowego, nie porozmawia z dziadkiem, ani nie usłyszy już nigdy więcej jego historii, nie pobawi się już z nikim, nie będzie miało szansy do tronu. A nie to ostatnie to oboje bo kto by chciał na tronie mordercę. Zaraz chwila... przez taką błahostkę zniszczą swoje życie. Co zwycięzca zrobi? Kim będzie? Sam ucieknie, a  możne zostanie wygnany? Co pomyślą Kovu i Kiara? Co się wtedy stanie? Pewne jest że to co się stanie, nie powinno mieć prawa bytu. Nigdy! Ale jednak własnie od czegoś takiego jesteśmy o krok. Dwoje potomków Kovu i Kiary patrzy na siebie teraz morderczo pragnąć skosztować krwi drugiego oraz pałaszować się jego śmiercią. Nim to jednak nastąpi okrążają siebie wzajemnie, szczerząc kły i wysuwając swoje małe pazurki. Oboje wiedzą co planują, ale chyba nie zdają sobie sprawy jakie to konsekwencje niesie za sobą. Nawet przez moment żadnemu nie przeszła przez mysl smutna wizja życia na wygnaniu zdala od wszystkich na których im zależy. Kovu na pewno by kazał zabójcy odejsć, nie zwracając uwagi na fakt iż to jego dziecko. Bo niby dlaczego? Młode zabiło drugie młode. Jedno jego i drugie również. Więc na pewno by sie nie powstrzymywał. Ale Lenni i Savie najwyraźniej to nie obchodzi, bo nadal krążą dookoła powarkując groźnie. Teraz dosłownie sekundy dzieliły ich od walki. A Shetani nawet czeła odliczać w myslach.
- 20, 19, 18, 17, 16, przydałby sie jakich popcorn - myslała - 15, 14, 13, tylko skąd go wziąsc, 12, 11, 10, liczę na Lennie, 9, 8, 7, należy się Savie za to co mi zrobił, 6, 5, 4, 3, 2, i...
-STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!!STOP!!!!!!!!!!!!
Nagle rozległ się tak głosny ryk że wszyscy zwrócili się w jego kierunku, a czarny i brązowa nagle stracili sobą zainteresowanie. Przez dłuższy moment nikt nie był wstanie zrozumieć co się stało. To wszystko działo się tak szybko. Shetani wydała z siebie nawet cichy pomruk niezadowolenia, które wywołało przerwanie bardzo interesującej walki. Cisza trwała, ale nikt nie odważył się jej przerwać. Bezdźwięczny moment coraz bardziej się wydłużał, a na dodatek niektórym zaczął on dzwonić w uszach. Trwało to i trwało i mogła by trwać nadal gdyby nie Rumia.
- no na co się tak patrzycie? - zaczęła nieśmiało - ktos musiał cos zrobić. Sava, Lennia. Jesteście dla mnie bardzo ważni nie chciałabym stracić któregokolwiek z was
Lwiaki czym prędzej zawstydzone spuściły głowy. W jednej chwili dotarło do nich co mieli zamiar zrobić.
- nie powiem nic rodzicom - znów zaczęła - ale pod jednym warunkiem...
Wszystkie oczy znów skierowały się na różową. Ale teraz gdy emocje prawie całkowicie już opadły najmłodsza trochę się zawahała. Nie lubiła przebywać w centrum uwagi. To nie była jej bajka, jednak co zaczęła musiała skończyć.
- wyświadczycie mi pewną przysługę - prawie wyszeptała - ale jaką to powiem wam później. A co do naszej wyprawy to proponuję by ci którzy mają na nią chęć po prostu tam poszli, a jesli ktos nie chce to może zostać. Co wy na to?
Rumia przemawiała niczym królowa, tyle że to brzmiało raczej jakby słowa monarchini wypowiadała otoczona antylopa bez szans na ucieczkę, która jednocześnie jest świadoma że to ona będzie dzisiaj kolacją. Jednakże młoda lwiczka miała w sobie ziarenko tego czegos. Potrafiła przekalkulować cała sytucację na spokojnie w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa. Teraz nie było powodu do kłótni, znikł nagle niczym mgła. Pomimo krwawiącej rany Sava uspokoił się dosć znacząco. Młodzieniec wzioł głęboki wdech po czym powiedział, a raczej wykrzyczał
- to w takim razie kto idzie? Jesli nie chcecie proszę bardzo, nikt nie musi isć, ale...-na chwilę przerwał- później nie miejcie pretensji że straciliście dobrą zabawę
Lwiaki tylko popatrzyły po sobie, jakby nie wiedząc co powiedzieć. Na ich szczęscie, a może nie? Sava wcale nie chciał słuchac tego co mają do powiedzenia. Po prostu odwrócił się i zaczoł powoli isć w stronę Złej Ziemi. Kto wie ile czasu by zajeło lwiątką zorientowanie się w sytuacji gdyby ku zdziwieniu wszystkich, Huzuni... ta ułożona i grzeczna lwiczka... ona po prostu ruszyła za Savą. W slad za nią ruszyła Shetani oraz Rumia, a po chwili wachania dołączyła do nich Altania. Gdy maluchy oddaliły się już znaczący kawałek również Mazuri ruszył w obranym przez nich kierunku. Tak że na miejscu zostali tylko Toren i Lennia. Jednak ani jedno, ani drugie nie miało zamiaru tam isć. Co prawda oboje zostali z roznych powodow, ale to nie miało znaczenia. Ważne że zostali, jednak nie mieli zamiaru spędzać razem czasu. Dlatego po niezbyt długiej chwili postanowili się rozejsć. Lennia do rafikiego, zas Toren ruszył w kierunku drzewa, niezbyt dużego, ale Toren je lubił i często tam przebywał, dlatego tam własnie ruszył. Nikt jednak nie spodziewał się że każda z drug którą obrali tego dnia tak na nich wpłynie.
*
Gdzies w oddali tam gdzie nie sięga wzrok mieszkanców Lwiej Skły stała lwica. Dobrze wszystkim znana. W końcu to ona namieszała w życiu władców. Teraz była ona już w całkiem widocznej ciąży i zbliżała się do rozwiązania. Spoglądała smutno na ten teren sawanny. Wiedziała co chce zrobić, niestety teraz mogła tylko czekać. Oba maleństwa na których opierała wszystko były jeszcze nie gotowe, było za wczesnie. Jednak ona cały czas monitorowała co się działo na Lwiej Ziemi. Teraz wlasnie czekała na zwiadowcę. Nie niecierpliwiła choć czas mijał jej dosć wolno. Ona nie była jak inne lwice. Była zrodzona do takich rzeczy, a do tego dochodziło jeszcze wychowanie. Czas mijał, mijał, mijał, ciągnął się i ciągnął. Nie wiadomo jak długo czekała, ale była cierpliwa. Wiedziała że jej się to opłaci. Po bardzo, a to bardzo długie chwili. Usłyszała szelest. Doskonale wiedziała kto to, dlatego ie zlękła się.
- pani - lew delikatnie się przed nią skłonił - jest tak jak myslałas
- ile nam zostało? - zapytała podenerwowana
- wystarczająco- lew rozejrzał się wokół siebie - nasz król jest silniejszy niż się wydaje, ale wciąż jest niegotowy, a my...
- wiem - urwała mu krótko - już chyba czas wracać - spojrzała na towarzysza dając mu znak by ruszył do miejsca z którego przybyli
*
Tymczasem gromadka lwiątek zdążyła już dojsć do przejscia którym można było się dostać na Złą Ziemię. Przejcie nic się nie zmieniło od czasu gdy to Kiara postanowiła wybrac się na przechadzkę. Nadal było niebezpieczne, a na około pływały krokodyle. Maluchy stały w obliczu nieznanego. Sava prawie dopiął swego. Wystarczyło tylko przejsć po kładce i zaczynała się przygoda... przygoda której pragną...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam! Wiem że notatka dosć krótka, miała byc dłuższa, ale nie miałam za dużo czasu, a chciałam wam to już wrzucić. Teraz wracam na całego.
Pozdrawiam :)

środa, 14 grudnia 2016

SPOILER

Czasami zdarza mi się pisać fragmenty przyszłych notatek, dzisiaj postanowiłam pokazać wam taki fragment, jest to fragment notatki która ukaże się za wiele, wiele, wiele, naprawdę wiele, bardzo wiele notatek, w czasach gdy nasze lwiątka będą dorosłe i wiele z obecnych postaci dawno już będzie w zaświata, a wiele też nowych postaci się pojawi, więc to będzie nie prędko, ale mimo wszystko.




Czytasz na własną odpowiedzialność












              UWAGA!!!!!      SPOILER









- Sava gdzie jesteś? Kochany proszę odezwij się! Gdzie jesteś? - krzyczała Chortensja prawie płacząc - Odezwij się! Proszę... Proszę... Proszę
Niedoszła królowa nie wiedziała co zrobić, dookoła walały się tylko połamane drzewa oraz odłamki skał, a miedzy nimi to co najstraszniejsze, a mianowicie martwe ciała lwów i innych zwierząt. Na dodatek zaczęło zmierzchoć. Biała zalewała się łzami, jednak nie przerywała wołania.




Jeśli przeczytałeś/przeczytałaś możesz podzielić się opinią na ten temat bądź napisać jak myślisz co się stało, w jakim sensie zostały użyte dane słowa, kogo już nie będzie oraz kto wtedy zginął lub napisać poprastu co chcesz.

Jeśli nie przeczytałaś/przeczytałeś to miało będzie jeśli i tak zostawisz po sobie ślad (zawsze możesz podać swoją opinie na temat spoilerowania lub napisać coś innego)

Jest szansa że notatka z perspektywy pojawi się podczas przerwy świątecznej

Pozdrawiam

Przeczytasz zostaw po sobie ślad, proszę.

czwartek, 1 września 2016

Nagrody i Dyplomy

Tak jak rok temu, tak i w tym roku postanowiłam nagrodzić kilku blogerów za pracę jaką włożyli w tworzenie swojego bloga przez ostatni rok. Tym razem ograniczyłam ich ilość do 5 by przyznać dyplomy tylko tym którzy moim zdaniem przez cały tamten rok szkolny (+ wakacje) pisali najlepiej moim zdaniem. Jednak ja ja to mam okazało się że najchętniej przyznała bym nie 5 osobą, a 55. Jednak po długich namysłach wybrałam 5 z was, ale okazało się że jeden blog który wybrałam został usunięty :( Więc musiałam zdecydować jaki inny wstawić na to miejsce, ale dziś już mam całą piątkę, Mam nadzieję że ci których postanowiłam wyróżnić ucieszą się, a ci których tu zabrakło nie obrażą się na mnie, bo jest dużo więcej wspaniałych blogów, ale przez ostatni rok w najlepszej piątce (według mnie) znaleźli się: (kolejność przypadkowa)










Pozdrawiam wszystkich moich czytelników :)

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

#30.1. Dzień z perspektywy

No i jest obiecana notatka ;) Jednak podzieliłam ją na 3 częsci więc dzis tylko z perspektywy Rafikiego. A następne dwie to będzie z perspektywy kolejno Kovu i Savy. Mam nadzieję że spodoba wam się ta notatka bo nie łatwo mi było pisać w ten sposób.
_______________________________________________________________________________
Siedziałem w ciszy. Nie wiedziałem kto wszedł, ale nie martwiłem się tym. Wiedziałem że wkrótce się dowiem tak też się stało. Dostrzegłem Lennie, od razu  domyśliłem się że przyszła sprawdzić co z Malaikim. Wchodząc najwyraźniej mnie nie zauważyła, od razu podeszła bowiem do swojego partnera. Zauważyłem na jej twarzy niepokój, który był wcale nie potrzebny. Z malcem nie było źle, jedynym powodem do zmartwienia było to że jeszcze się nie ocknął. Jednak po tego typu wypadkach o ile to można nazwać wypadkiem, to całkowicie normalne. Postanowiłem więc uspokoić księżniczkę.
- nie martw się wszystko będzie dobrze - powiedziałem
Momentalnie skierowała swój wzrok na mnie, wyglądała na zdziwioną, tak jakby nie spodziewała się mnie tutaj. Jednak szybko spostrzegłem że jej wzrok utkwił w Chortensji. Mała była przytomna, przeżyje, ale to jedyne czego byłam pewny. Powinienem wszystkich poinformować, jednak nie chciałem białej zostawiać samej. Postanowiłem więc wykorzystać obecność księżniczki.
- mogła byś mi w czymś pomóc? - zacząłem
- w czym? - odpowiedziała momentalnie
Spojrzałem do góry i mimowolnie zamknąłem oczy.  Głęboko westchnąłem, ciężko było mi powiedzieć co tak naprawdę było powodem do rozpaczy. Tym większej iż Chortensja była ulubienicą króla. Jednak w końcu zebrałem się w sobie, poza tym nie pierwszy raz spotyka mnie coś podobnego.
- przyjaźnicie się z Chortensją, prawda? - zacząłem
- kolegujemy, przyjaźń to trochę za dużo powiedziane. Wszakże ona przyjaźni się z  Shetani - odparła dość dziwnym tonem
Doskonale sam wiedziałem że lwiczki się nie znosiły od samego początku, ale jakoś musiałem zacząć rozmowę.
- Chortensja ocknęła się jak widzisz, ale... nie jest z nią najlepiej. Muszę o tym poinformować twojego ojca...
- więc w czym rzecz? - przerwała mi
Lennia zrobiła się bardzo arogancka. Ledwo ją poznawałem, nie była już w prawdzie maleńkim lwiątkiem i jej charakter ulegał zmianie, ale nie rozumiałem dlaczego aż tak się zmieniła. Dodatkowo przerażający był fakt że teraz to ona jest przyszłą królową. Nie przystępna, arogancka, myśląca tylko o sobie lwica na tronie? To z całą pewnością nie wróżyło nic dobrego. Istniała jednak na szczęście jeszcze szansa że królem będzie Sava, jednak ona nikła razem z dobrocią brązowej. Wielokrotnie próbowałem się dowiedzieć od duchów kto będzie następnym władcą,  jednak oni ciągle milczeli. Ich cisza była niepokojąca, mogła zwiastować wiele rzeczy i to nie konieczne dobrych.
- ehemm... - usłyszałem nagle
Spojrzałem na Lennie nie wyglądała na zadowoloną. Podejrzewam że było to spowodowane moim nagłym przerwaniem rozmowy, ale co ja mogłem na to poradzić po prostu tak mam. Widząc że złość wzrasta u niej z każdą chwilą postanowiłem powrócić do rozmowy
- na czym to skończyliśmy? Pamięć trochę mi szwankuje - wykrztusiłem
Księżniczka przekręciła oczami. Na jej twarzy malował się gniew jednak wymusiła na sobie uśmiech, albo coś do niego podobnego. Sam zresztą nie wiem wzrok też mam słaby. W końcu jednak cicho chrząknęła.
- miałeś do mnie jakąś prośbę
Zacząłem się chwilę zastanawiać co ja mogłem chcieć. Nic mi jednak nie przychodziło do głowy. Nie byłem już taki jak dawniej. Wiek robił swoje. Zacząłem gorączkowo myśleć o wszystkim, a przede wszystkim o tym co ja takiego mogłem chcieć. Trochę to zajęło jednak w końcu przypomniałem sobie o Chortensji i tym że nie mogę zostawić jej samej, a więc dłużej nie zwlekając zwróciłem się do księżniczki
- wprawdzie twoja przyjaciółka się ocknęła się, ale...
- koleżanka!!!!! Ile razy mam powtarzać - przerwała mi prawie krzycząc
Spojrzałem na nią karcąco, ale co ja mogłem zrobić nie miałem na nią żadnego wpływu. Mogłem wprawdzie o niej porozmawiać z królem, ale nie spodziewałbym się efektu, a to dlatego gdyż Kovu zrobił się bardzo nie przystępy. Jednak z nim to już nikt nie mógł nic poradzić. Pan i władca, tyle można o nim powiedzieć. No cóż jakby nie było muszę teraz się do niego wybrać.
- mogła byś przypilnować Chortensji, abym ja mógł iść do twojego ojca? - zwróciłem się z powrotem do następczyni
Spojrzała na mnie tak jakby czegoś nie zrozumiała i już miałem jej ochotę to powtórzyć. Jednak wstrzymałem się na chwilę i jak się okazało słusznie
- jasne - burknęła tak jakby chciała, a nie mogła
Nie czekając więc dłużej chwyciłem laskę i popędziłem w kierunku zejścia z baobabu, jednak kiedy byłem już na miejscu spojrzałem jeszcze raz w stronę Chortensji i Malaikiego
- biedactwa - pomyślałem po czym zsunąłem się z drzewa
Trochę co prawda się potłukłem, ale co to dla mnie przeżyłem czasy Mufasy, Skazy, Simby, a teraz Kovu. Może nawet dożyję momentu kiedy na tron wstąpi Lennia lub Sava. Sam nie wiem, ale parę siniaków to dla mnie nic. Szybko zebrałem się jednak w sobie kończąc rozmyślania. Bowiem czym prędzej wrócę z powrotem tym lepiej. Ruszyłem w kierunku Lwiej Skały. Lwiątka zapewne powiedziałyby że nawet antylopa z kamieniami na plecach i trzymana przez lwa szybciej by dotarła od mnie, ale cóż starałem się być jak najszybszy. W końcu jednak udało mi się dotrzeć na miejsce. Prawie. Musiałem jeszcze wspiąć się na górę co nie było ze względu na mój wiek łatwe. Ale jednak możliwe. Dlatego po dłuższym czasie udało mi się pokonać połowę drogi. Więc pół sukcesu za mną jeszcze drugie pół i będę na miejscu. Pozostała część drogi na szczęście była łagodniejsza, więc dalsza droga zajęła mi o wiele mniej czasu. W końcu udało się. Odetchnąłem z ulgą. Powinienem był od razu ruszyć do jaskini, gdzie spodziewałem się Kovu, ale musiałem chwilę odpocząć gdyż byłem bardzo zmęczony. Usiadłem więc na jakiejś skałce i chwilę odpoczywałem, po czym ruszyłem do miejsca gdzie miałem nadzieję spotkać króla. Na szczęście było to niedaleko więc szybko i baz trudu dotarłem na miejsce. Ku mojemu zadowoleniu władca był tam gdzie przewidywałem.
- witaj - zacząłem - mam ważne wiadomości
Spojrzał na mnie i chwilę coś mruczał, ale tak cicho że nic nie było słychać. W końcu podszedł bliżej.
- witaj Rafiki - próbował być miły - o co chodzi tym razem?
- o Chortensję...
- co z nią?
Wyglądał na wystraszonego, jakby się o nią bał. Wiedziałem że martwi się o nią i troszczy nawet bardziej niż o własne córki, ale takiego strachu nie widziałem u niego od czasu gdy został wygnany. Bardzo często zastanawiałem się co on tak naprawdę widzi w tej lwiczce, ale niczego nie wywnioskowałem.
- ocknęła się - odezwałem się w końcu
Kovu w ułamku sekundy wybiegł z jaskini, ale po chwili wrócił.
- wskakuj na mój grzbiet - rzucił oschle
Bardzo chętnie z tego skorzystałem, dzięki czemu w oka mgnieniu znaleźliśmy się pod moim baobabem. Jednak drogę na drzewo musiałem pokonać już sam. Król wykonał jeden skok i był na górze, ja potrzebowałem trochę więcej czasu, ale nie zajęło mi to więcej czasu niż gdybym był małym lwiątkiem. W końcu udało mi się dostać, więc czym prędzej podszedłem do Chortensji. Kovu patrzył na nią i co chwila nerwowo przestępował z łapy na łapę. Wyglądał na zdziwionego. Podejrzewam że spodziewał się iż mała będzie w pełni sił. W każdym razie należało mu wszystko wyjaśnić. Właśnie zamierzałem coś powiedzieć, gdy usłyszałem...
- co się stało?
Była to Chortensja. W pierwszej chwili trochę mnie zatkało, jednak szybko dotarło do mnie że tak naprawdę to dobrze że mała zaczęła mówić. Król na pewno się ucieszył, jednak kompletnie nie zwróciłem na niego uwagi. Szybko podszedłem do białej, a po chwili zacząłem wyjaśniać jej wszystko co zaszło. Wprawdzie trochę mi to zajęło i nie obyło się bez pomocy władcy, ale w końcu Chortensja dowiedziała się o wszystkim co zaszło. Była odrobinę zdezorientowana, a nawet próbowała wstawać. Jednak pomału wszystko sobie poukładała w głowie, niestety wstać nie mogła gdyż łapy odmówiły jej posłuszeństwa. Tego właśnie się obawiałem. W obecnej sytuacji, byłem pewny że jej przyszłość nie będzie usłana różami. Nie chciałem jej jednak straszyć, a królowi też postanowiłem tymczasowo nic nie mówić. Wiedziałem że w końcu będę to musiał ujawnić, ale to nie mogło się wydarzyć teraz, nie i już. Jak zwykle pogrążyłem się w swoich myślach. Był bym w tym stanie jeszcze długo gdyby coś, a konkretnie ktoś mnie z nich nie wyrwał.
- Rafiki!!!!!! - rykną Kovu
- tak? - zapytałem będąc nie do końca świadomy o co tak naprawdę może chodzić
- co z nią?
- czas pokaże - w istocie najbliższa przyszłość miała pokazać jak potoczy się jej dalsze życie, ale szczery to ja nie byłem
Bardzo chciałem coś z tym zrobić, ale chcieć to nie zawsze móc. Rzeczywistości często bywa okrutna. Miałem jednak cichą nadzieję że wyliże się z tego, dodatkowo nie opuszczało mnie wrażenie że posiada swojego strażnika. Był to dla mnie wielki szok gdyż własnym opiekunem nie mógł poszczycić się byle lew. Nie miałem jednak pewności, a ilekroć próbowałem dowiedzieć się od dawnych władców czy moje podejrzenia są słuszne oni... milkli.  Byłem bezradny, a może nawet zagubiony. Nie jest to dla mnie normalne, ale na szczęście jakoś sobie z tym radzę. Małe lwiątko, a tyle zagadek. Jestem pewny że skrywa nie jedną tajemnice.
- "przyczyni się do wielu nie przyjemnych zdarzeń, choć na pozór nie będzie miała z tym związku" - dowiedziałem się kiedyś od Mufasy
Z nią z całą pewnością jest coś nie tak. Może to głupio zabrzmi, ale postanowiłem ją zapytać w prost.
- Chortensja, nie ukrywasz czegoś przed nami?
Cała obecna tu trójka spojrzała na mnie dziwnie.
- gwiazdy zmieniają położenie cały czas, ale jeśli coś mają w sobie ukrytego ustają - powiedziałem by zrozumieli, ale po ich pyskach wnioskuje że nadal nie mieli pojęcia co ja mówię
Zapanowała cisza, jakby czas przestał płynąć Wszystko się zatrzymało. Nawet wiatr nie śmiał przerwać tej chwili. Ale nie wiem czy było bardziej dziwnie czy wyniośle. Mogło by to trwać jeszcze długo, gdyby... no własnie gdyby nie zachowanie naszego najznamienitszego króla który oprócz tego że z dnia na dzień jest coraz bardziej okrutny, to na dodatek kompletnie brak mu dobrych manier. Widać to było wyraźnie w tej sytuacji, gdy przerwał ten moment głośnym chrząknięciem. Oczywiście od razu spojrzałem na niego i czekałem na jakieś wyjaśnienia.
- możecie na chwilę wyjść - usłyszałem - chciałby porozmawiać chwilę na osobności z Chortensją
Spojrzałem na niego pytająco, jednak on tylko głośno się zaśmiał. Nie czekając więc dłużej oddaliłem się. Lenia musiała zrobić to chwilę przed mną gdyż już jej nigdzie nie widziałem. Postanowiłem iść na drugi koniec drzewa. Tam gdzie znajdują się malunki obecnej rodziny królewskiej. Tam też się udałem. kiedy dotarłem na miejsce uważnie zacząłem oglądać każdy z osobna. Nie wiem czego dokładnie szukałem, jednak chciałem w końcu dowiedzieć się co z skrywa król? Dlaczego jego i Kiary stosunki tak się pogorszyły? Kto obejmie tron? Jaką rolę ma w tym wszystkim Chortensja? Była jeszcze jedna rzecz związana tylko i wyłącznie z rodziną
królewską. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl. Działo się bowiem coś złego, coś co nie opuszczało jaskini. Nikt o tym nie wiedział, ja również. Byłem jednak pewny że cos jest na rzeczy. Czyjeś życie wkrótce się zakończy. ale to nie będzie byle lew czy lwica. Tak przynajmniej twierdziła Uru (jedna z dawnych królowych). Szukałem odpowiedzi dość długo. Tak długo że słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Nic jednak nie odkryłem, a może jednak? Sam już nie wiem w każdym razie szybko wróciłem do Chortensji i Malaikiego. Biała spała, a po królu nie było śladu. Postanowiłem więc że i ja już ułożę się do snu, a resztą spraw zajmę się jutro z samego rana.